[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wyciągnęłam dłoń, żeby ich dotknąć, lecz powstrzymałam się i wyczekującym wzrokiem popatrzyłam na mistrza.- Tak, należą do ciebie.- Kiwnął głową.- Odebrałem je twojemu poprzedniemu panu.Kiedy rodzice sprzedali cię na służbę, matka nalegała, żeby pamiątki zostały przy tobie.Przejechałam dłonią po gładkiej powierzchni tabliczki.Zdobiło ją imię Charry w zwyczajnej, prostej ramce.A więc odziedziczyłam je w spadku po matce.Przymrużyłam powieki i zacisnęłam zęby, walcząc ze łzami cisnącymi się do oczu.Imię Kinry zachowało się na starej, wytartej tabliczce, niewyraźnie podkreślone krętym konturem jakiegoś zwierzęcia.Kim były? Moją babką i prababką? Podniosłam wzrok i napotkałam badawcze spojrzenie mistrza.- Módl się ze wszystkich sił, Eon - powiedział łagodnie.- Nie możemy sobie pozwolić na porażkę.- Wskazał tabliczki.- Idź już, ustaw ołtarzyk i przygotuj się do rytuału oczyszczenia.Rilla przyniesie ci wszystko, o co ją poprosisz.Odprawił mnie, ale po raz pierwszy od czterech lat nie okazałam posłuszeństwa.Ze wzrokiem wbitym w wygrawerowane imię mojej przodkini Kinry usiłowałam ubrać myśl w słowa.- Powiedziałem, że możesz odejść.Nie ruszałam się z miejsca.Mistrz trzasnął w stół spodem dłoni z takim rozmachem, że aż podskoczyłam.Trzymałam się jednak poręczy krzesła, które były dla mnie jak opoka.- Mistrzu - wychrypiałam.Zerknęłam na niego spod oka.Patrzył na mnie z pochmurną miną.- Zbrojmistrz Hian powiedział mi, że trzecią sekwencję Lustrzanego Smoka można zamienić na drugą odwróconą sekwencję Końskiego Smoka.To prawda, mistrzu?-A bo co?Słyszałam ostrą, złowróżbną nutę w jego głosie, ale musiałam się dowiedzieć.- Nie potrafię ukończyć trzeciej sekwencji Lustrzanego Smoka, mistrzu.Ze względu na nogę.Po prostu nie potrafię.Gdybym mógł.Dostrzegłam jego ruch, lecz siedziałam uwięziona między poręczami krzesła.Lewą dłonią strzelił mnie na odlew w ucho, aż uderzyłam głową w kant rzeźbionego drewna.- Dopiero teraz mi to mówisz?!Twarz piekła mnie od ucha do szczęki.Dręczona przeszywającym bólem w trzewiach, próbowałam się uchylać przed jego ręką.Ciosy spadały na ramię, udo, plecy, aż całe ciało jęczało.- Przez ciebie zginiemy! - syknął.- Zbrojmistrz Hian mówi, że będziesz wiedział, czy to prawda - stęknęłam.- Proszę.Poprzez łzy zobaczyłam, jak ponownie unosi rękę.Skuliłam się z zamkniętymi oczami.Ciało przygotowało się na wstrząs; całym swoim jestestwem wyczekiwałam, aż pięść zrobi swoje.Ale ciosu nie było.Bólu też nie.Otworzyłam oczy.Zrazu go nie dostrzegłam.Rozejrzałam się ze wstrzymanym oddechem.Stał pod ścianą w głębi pomieszczenia z ręką wysoko przy półce, gdzie gorączkowo przesuwał pałce po pudełkach ze zwojami.Powolutku się wyprostowałam i obmacałam żebra.Wzdrygnęłam się, kiedy napotkałam sine opuchnięcie.Wreszcie zdjął pudełko.-Kronika Detry.Tu powinno być wszystko opisane.Wytrząsnął z drewnianego pudełka bezcenną rolę papieru.Pudełko z hukiem spadło na ziemię.W kilku krokach dopadł biurka i rozwinął zwój na całej jego długości.Zobaczyłam przed sobą spiętrzone rzędy ściśniętego, kaligraficznego pisma.- Co dokładnie powiedział Hian? - zapytał ostro.- Że nie będę pierwszy, że już ktoś zamienił trzecią sekwencję Lustrzanego Smoka na drugą odwróconą sekwencję Końskiego Smoka.I że Ranne niepotrzebnie ukrywa to przede mną.Wyrzuty sumienia sprowadziły rumieniec na jego twarz.- Powiedział, że jesteś jednym z najlepszych znawców historii i będziesz wiedział, czy to prawda - dodałam pośpiesznie.Przez chwilę wpatrywał się we mnie uważnie, po czym zajął się zwojem.Jego palec unosił się nad słowami.Czytał.Siedziałam jak trusia, poszukując na jego bladej, spiętej twarzy błysku olśnienia.- Zastępczą formę stosowano pięćset lat temu, zanim straciliśmy Lustrzanego Smoka - odezwał się wreszcie.- Później ją zarzucono.- Czy to oznacza, mistrzu, że nie mogę jej użyć? - zapytałam półgłosem.Uniósł dłoń.- Milcz! - Znów przeglądał zwój.- Nie widzę tu żadnego zakazu.- Potrząsnął głową.-1 żadnej zmiany stanowiska.Najzwyczajniej w świecie nie używano tej sekwencji od pięciuset lat.- Przeszył mnie roziskrzonym wzrokiem.- To dobry znak.Tak, to chyba dobry znak.Wyprostowałam się w krześle.Skóra boleśnie rozciągała się w miejscach obrażeń.- Opanowałem drugą sekwencję Końskiego Smoka, mistrzu.Musiałbym jeszcze przećwiczyć układy pośrednie.- Trzeba ci usunąć kłody spod nóg - mruknął, zwijając papier.Pociągnął za sznurek z dzwonkiem.W otwartych drzwiach pojawiła się Rilla.- Zamów rikszę! - rozkazał.- Muszę spotkać się z radą.- Odwrócił się do mnie.- A ty ćwicz.To gra o wysoką stawkę.Z niskim ukłonem wygramoliłam się z krzesła, nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu.Druga odwrócona sekwencja Końskiego Smoka była dozwolona.A więc nie wszystko stracone.ROZDZIAŁ 3Obudził mnie czyjś dotyk na ramieniu.Siedziałam zgarbiona pod ścianą obok ołtarzyka, z policzkiem przyciśniętym do chłodnych kamieni [ Pobierz całość w formacie PDF ]