[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.— Bez wątpienia — zgodził się Therion.— Ruszajmy piorunem do zamku, nim smok ożyje.— Słusznie.Między nimi a zamkiem wyrosła jednak nowa przeszkoda.Tym razem był to kielich zawierający Wieniec Zwycięstwa.Splecione gałązki i liście wystawały ponad brzegiem; między ich końcami była niewielka przerwa.— Weź go — nalegał Therion.— Zdobyłeś go przecież.Pokonałeś Pokusę!Brat Paweł rozważał ten problem.— Tak, chyba tak — powiedział.Nie był całkowicie przekonany, ale wypity trunek podtrzymywał jego dobry nastrój.— Dlaczego nie?Wyciągnął rękę i wyjął wieniec z wysokiego na metr kielicha.Dziwne, że i to występuje w jego wizji zamku; czyżby wybór jednego z kielichów przyznawał mu automatycznie wszystkie kielichy? Misja, której się podjął, przebiega chyba niezupełnie tak, jak przewidywał.Włożył wieniec na głowę.Pasował jak ulał.— Bardzo ładnie — powiedział Therion z aprobatą.— Wyglądasz jak prawdziwy Zdobywca.Tak, to była Karta Numer Siedem — Rydwan, Zdobywca.Z Siódemką Kielichów nałożoną na nią.Brat Paweł schylił się, by zobaczyć swoje odbicie w gładkiej i błyszczącej powierzchni złotego kielicha.I zastygł w szoku.Ujrzał bowiem Śmierć.Czaszkę z wystającymi żółtymi zębami i wielkimi, kwadratowymi oczodołami.Zachwiał się do tyłu, przerażony.Przypomniał sobie coś, coś tak zatrważającego… Nie! Odsunął tę myśl od siebie.To było tylko odbicie, nic nadprzyrodzonego.Zmusił się, by spojrzeć ponownie.Czaszka była tam nadal.Poruszył głową.Czaszka poruszyła się również.Otworzył usta i koścista szczęka opadła.Zamrugał, ale naturalnie czaszka nie mogła mrugać, a nawet gdyby mogła, nie mógłby tego zobaczyć mając samemu zamknięte oczy.Lewą dłonią dotknął twarzy.Ręka szkieletu dotknęła czaszki.Czuł przecież, że nos i policzki są na miejscu, istnieją w sensie fizycznym.Czaszka musi więc być tylko obrazem, nie zaś rzeczywistością.Ale co to wszystko ma oznaczać?— Nie traćmy czasu — powiedział Therion.— Smok nie będzie udawał martwego przez cały dzień.Brat Paweł wstał z ociąganiem i okrążył kielich.Wiedział, że czaszka oznacza coś ważnego.Jeśli była częścią naturalnej symboliki tej karty, dlaczego nie dostrzegł jej wcześniej? Jeśli zaś nie była, dlaczego ukazała się dopiero teraz? Widział tę kartę wielokrotnie jeszcze przed przybyciem na planetę Tarot; czy była na niej wówczas czaszka? Nie pamiętał.Było w tym coś — coś ukrytego i straszliwego — ale on miał teraz misję do spełnienia.Być może rozwiązanie nasunie mu się samo.Ruszył naprzód.Przyszło mu nagle do głowy, że mógł był sprawdzić, czy czaszka mruga, przymykając tylko jedno oko, a patrząc drugim.Myśli mu się nieco plątały, choć umysł wydawał się jasny i trzeźwy.Cóż, nie był to odpowiedni moment, by wrócić do kielicha i sprawdzać swoje hipotezy, tym bardziej że kielich mógł tymczasem zniknąć.Obejrzał się.Olbrzymi kielich stał tam, gdzie przedtem, a za nim leżało ciało smoka.Żałował, że go zabił; nie powinien był tego zrobić.Nie był przecież człowiekiem gwałtownym.Co też go naszło? W ustach miał niesmak i zaczynała go boleć głowa.Żołądek sprawiał wrażenie poirytowanego, jakby chciał pozbyć się swej zawartości.— Nie czuję się dobrze — powiedział.— Mały kociokwik — powiedział szybko Therion.— Zignoruj go, a sam przejdzie.Kociokwik? Aha — reakcja na trunek.Natychmiastowy stan upojenia i równie szybkie złe samopoczucie.To by się zgadzało!Znajdowali się już w pobliżu zamku i wspinali ścieżką na stromą górę, na której stał zamek.Szli wolno, bo ścieżka była wąska, a mimo to brat Paweł męczył się bardziej niż zwykle.W pewnym momencie zobaczył jakiś otwór w prawie pionowej skale, rodzaj jaskini.W jej wejściu stał jeszcze jeden kielich.Był wypełniony po brzegi klejnotami: perłami, brylantami i innymi drogimi kamieniami.Cudowny widok!Brat Paweł poszedł w jego kierunku, lecz stwierdził nagle, że jest zbyt słaby, by do niego dotrzeć.Zobaczył też, że kielich znajduje się w klatce z szyfrowym zamkiem.W zamku były obrazki trzech cytryn, ustawione w jednym rzędzie.— Och — stary model jednorękiego bandyty — mruknął do siebie.— No cóż, nie przepadam za hazardem.— Ale obejrzyj sobie potencjalną nagrodę! — krzyknął Therion.— Możesz być bogaty — możesz być multimilionerem w każdej walucie, jaką tylko wymienisz.— Bogactwo nic dla mnie nie znaczy.Bracia i siostry naszego zakonu poświęcają życie sprawom niematerialnym, prostocie, czynieniu dobra.— Pomyśl, ile dobra mógłbyś zdziałać za pomocą tej fortuny!— Chcę tylko dostać się do zamku i znaleźć odpowiedź na moje pytania — powiedział brat Paweł.— Jeśli tylko zbiorę siły, żeby dokończyć wspinaczki…— Proszę, powąchaj sobie tego — powiedział Therion, otwierając ozdobne, srebrne puzderko.Brat Paweł przyjrzał mu się uważnie.Wypełnione było jakimś białawym proszkiem.— Co to takiego?— Środek pobudzający.Używany od wieków, pozwala ludziom ciężko pracować bez odczuwania zmęczenia.Całkowicie bezpieczny, nie powoduje uzależnienia.Spróbuj.Podstawił pudełeczko pod nos brata Pawła, a ten prawie że mimowolnie pociągnął nosem.Efekt był zdumiewający.Nagle poczuł się wyśmienicie: silny, zdrowy, z jasnym umysłem.— Ho! ho! Co to było?— Kokaina.— Kokaina! Okłamałeś mnie! To jeden z najgorszych narkotyków!Therion pokręcił z powagą głową.— Nie ma mowy o uzależnieniu z powodów fizjologicznych.To jest najczystszy środek pobudzający, bez szkodliwych skutków ubocznych.O wiele lepszy od alkoholu.Ale jeśli mi nie wierzysz, możesz mi zwrócić tę próbkę.— Zwrócić? Co? Pociągnięcie nosem? Niby jak mam to zrobić?— To twoja animacja.Możesz zrobić praktycznie wszystko.Brat Paweł zastanowił się.Skoro może zrobić wszystko, dlaczego nie może znaleźć drogi wyjścia z tego grzęzawiska? A może mógłby, gdyby chciał tego dostatecznie mocno [ Pobierz całość w formacie PDF ]