[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zjawiałem się na jej skinienie, odprawiała mnie, gdy miała dość.Jeśli się czasem nie stawiłem, bo nie miałem ochoty, o nic nie pytała.Po kilku dniach otrzymywałem nowe zaproszenie.Ta obojętność gniewała mnie, postanowiłem rozdrażnić ją, doprowadzić do wściekłości, podając niemądre wykręty.Lecz kiedy włosy jej pachniały tak, jak gdyby w słońcu nabierały rudawej barwy, gdy jej szczupłe kształty w nerwowym pośpiechu kurczowo mnie ściskały, tak że nie wiedziałem, czy odczuwa najwyższą rozkosz, czy największą udrękę, czy kocha mnie, czy też chce ukarać – wówczas zapominałem o gniewie, o zamiarach zemsty, wtedy czułem się jak spowiednik, który wchodzi do celi młodej mniszki skazanej na stos; zostanie jutro spalona, ale dziś chce raz jeszcze wchłonąć jak najwięcej rozkoszy, wyssać jak najwięcej czyjejś siły, zniszczyć, ile się tylko jeszcze da.Moja zarozumiałość i arogancja ulatniały się, kiedy nieznajoma bywała ospała i nieruchoma niby bajadera, która upalnego ranka w cieniu egzotycznych drzew pochłonęła za dużo ckliwie słodkich owoców.Wtedy pachniało indyjskimi kwiatami, ona zaś wykonywała jakby taniec brzucha i wydawała się niemal pulchna.Wtedy chętnie zapominałem, że jest to może wielko-pański kaprys jakiejś damy niezbyt wysokiej klasy.Ona właściwie nie istniała.Nieraz przychodziło mi na myśl nauczyć ją kilku podniecających wyrazów w językach obcych lub martwych.Ale w porę się spostrzegłem, że żywy kształt moich wymyślonych postaci stałby się literaturą, teatrem, płaskim żartem, który przyswoiłaby sobie bez trudu każda dziwka.Oczywiście stwarzałem sobie o niej pewne pojęcie, ale nie umiem powiedzieć, czy wyobrażałem ją sobie jako brzydszą czy ładniejszą od spotykanych kobiet, które niejednokrotnie brałem za nią.Moje doznania były tak wyjątkowe, że trudno by zastosować do nich zwykłą miarę.Chociaż nie utrzymywaliśmy ze sobą w życiu codziennym żadnych kontaktów, które w zarodku niosą w sobie rozkład stosunków ludzkich, ta historia miłosna, najbardziej niezwykła ze wszystkich, zakończyła się niemądrze i banalnie jak miłostka strażaka.Pani stała się zazdrosna, i to o moje bóstwa.Pewnego dnia zapytała mnie jak prosta szwaczka, czy ją kocham.To już był koniec.Pani zdała sobie sprawę, że moje doznania były gorętsze i różnorodniejsze niż jej.Niewczesna ciekawość nastawiła na zawsze jej zmysły na moją osobę.Teraz znudziły ją już pocałunki jednego i tego samego mężczyzny, chociaż podczas miesięcy miodowych nazywała go szatanem.Poniosła mnie złość, i napomknąłem, że gdyby nie jej wielkopańska ostrożność, byłaby – tak jak ja – dysponowała haremem, że dziś miałaby za kochanka subtelnego George’a Brummela, jutro rzymskiego gladiatora.Słowa te wprawiły ją we wściekłość.–No to niech pan mnie pozna – powiedziała oburzona.Wtedy zobaczymy, czy będzie pan jeszcze przywoływał swoje bóstwa.Odgadłem, że chce zapalić światło.–Niech pani tego nie robi – zawołałem – bo ucieknę!–Nie chce pan mnie zobaczyć?–Nie, nie jest pani na pewno tak piękna, jak chciałbym to sobie wyobrazić.–To niesłychane!–Chciała pani przecież, aby palono przed nią kadzidło jak przed bóstwem.Teraz chyba przelękła się, że będę rozczarowany.Opuściła mnie bez słowa.Nie otrzymałem już zaproszenia.Mijały tygodnie, czułem wielką lukę w swoim życiu, które toczyło się w beznadziejnej monotonii.Smutno mi było, jakby umarła moja ukochana.Ale kiedy pomyślałem o tej kobiecie, tęsknota od razu mijała.Czułem jakby lekkie szyderstwo, rodzaj pogardy, a zarazem miałem poczucie wyższości.Nie warto było o tym myśleć.Pewnego wieczora siedziałem sam w jedynej restauracji, gdzie po wyjściu z teatru można było coś zjeść.Przy stoliku za mną zajęło miejsce towarzystwo, które przyszło później: dwóch panów w eleganckich wieczorowych strojach, jeden o prawie siwej brodzie i wygolonym podbródku, drugi – młody, jasnowłosy człowiek o żywej, bardzo angielskiej twarzy grooma.Między nimi siedziała kobieta mniej więcej trzydziestopięcioletnia [ Pobierz całość w formacie PDF ]