[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.A Moshe nie miał powodów źle życzyć Hakirze.Byli bratnimi duszami.Ścieżka zakończyła się niespodziewanie polaną, a po paru krokach Hakira zorientował się, że ta polana to dach domu, gdyż tu i tam spomiędzy trawy i kwiatów sterczały ostro zakończone świetliki.W tym miejscu ścieżka zakręciła i zaprowadziła go spiralnym podjazdem wokół wzgórza z widokiem na równinę Hudsonu pod same drzwi.Otworzyły się.W progu stał rozpromieniony Moshe, ubrany ni mniej, ni więcej, tylko w kimono.–Wejdź, Hakira! Nie spieszyło ci się!–Wyznaczyliśmy spotkanie na dzień, nie na godzinę.–Ty zawsze przychodzisz w porę.Po prostu mój system alarmowy odnotował, że wybrałeś bardzo okrężną drogę.–Przez Manhattan.Smutne miejsce, jak piękny sen, do którego nie możesz powrócić.–No, proszę.Masz poetycką duszę.–Jeszcze nigdy nie spotkałem się z takim zarzutem.–Tylko dlatego, że jesteś Japończykiem.Usiedli przed nieosłoniętym ogniem, który wyglądał jak prawdziwy, ale nie widać było dymu.Wydzielał jednak ciepło; parzyło, kiedy Hakira pochylił się do przodu.–I wśród Japończyków są poeci.–Wiem.Ale czy akurat przychodzi to do głowy wszystkim, kiedy widzą wędrującego Japończyka?Hakira się uśmiechnął.–Chyba masz pieniądze?–Nie z wymiany.Nie mam tego, czego i ty, czyli domu.Hakira rozejrzał się po luksusowym salonie.Czyżby to była pieczara?–Nie mam ojczyzny – powiedział Moshe.– Od dziewięciu i pół stuleci twój lud, przyjacielu, mógł udać się niemal wszędzie, z wyjątkiem jednego jedynego miejsca na świecie – archipelagu wysp, które niegdyś nosiły nazwy Honsiu, Hokkaido, Kiusiu…Hakira, nagle ogarnięty wzruszeniem, uniósł rękę, żeby powstrzymać okrutnąwyliczankę.–Wiem, że także pański lud został wypędzony z ojczyzny…–Niejeden raz.–Mam nadzieję, że mi pan wybaczy, ale nie można tęsknić za pustynią nad martwym morzem tak, jak się tęskni za żyznymi wyspami od ponad tysiąca lat ciemiężonymi przez chińskiego smoka.–Z wodą czy bez, płaska czy górzysta, ojczyzna, do której nie masz prawa wstępu, w snach jest piękna.–I kto tu ma duszę poety?–Wasza organizacja poniesie klęskę, wiesz o tym.–Nic o tym nie wiem.–Poniesie.Chińczycy nigdy nie ustąpią, bo przyznaliby się do występku, a tego nie mogą zrobić.Dla nich to wy jesteście intruzami.Bezzębna Rada Pokoju może wydawać dowolnie dużo edyktów, a Chińczycy nadal będą zakazywać wstępu na wyspy osobom pochodzenia japońskiego.Wymówką będzie argument, że skoro tak bardzo chcecie zobaczyć Japonię, musicie się tylko przenieść do innego kąta.Z pewnością istnieje taki, w którym akceptuje się wasze turystyczne dolary.–Nie.Te inne kąty nie są tym światem.–Jednocześnie są.–Ale jednocześnie nie są.–Cóż, to nasz dylemat.Albo zrobimy ten interes, albo nie, a wszystko zależy od jednego pytania: co naprawdę interesuje was na tym archipelagu.Sam kraj? Już teraz możecie go odwiedzać – podobno, z uwagi na niespójność ciał stałych nieożywionych, to naprawdę te same wyspy, bez względu na to, w którym kącie żyjesz.A może chcecie nie tylko tam zamieszkać, lecz zamieszkać przede wszystkim wbrew Chińczykom? Czy zatem kierujecie się nienawiścią?–Nie.Odrzucam obie interpretacje – powiedział Hakira.– Nie obchodzą mnie Chińczycy.Ale teraz, kiedy ujął to pan w taki sposób, zdaję sobie sprawę, że nie przemyślałem tego dokładnie.Mówiąc o pięknej krainie wschodzącego słońca, tak naprawdę tęsknię za narodem japońskim zamieszkującym te wyspy, nie nękanym przez nikogo, autonomicznym tak samo, jak od początku swego istnienia.–Ach.Teraz widzę, że jednak możemy robić ze sobą interesy.A to dlatego, że spełnienie pragnienia twego serca jest możliwe.–Mojego i całego ludu Kotoshi.–Ci wieczni optymiści, Kotoshi.To znaczy „w tym roku”, prawda? Na przykład: „Wrócimy w tym roku”?–Podobnie jak pański lud mówi: „W następnym roku w Jerozolimie”.–Japonia, w której od tysięcy lat rządzili wyłącznie Japończycy.Świat, gdzie Japończycynie są bezdomnymi tułaczami, legendarnymi najemnymi wytwórcami zabawek, lecz narodem równym innym, a nawet jednym z największych.Czyż nie do takiej ojczyzny chcecie wrócić?–Tak – powiedział Hakira.–Ale ta Japonia nie istnieje w tym świecie, nawet teraz, kiedy Chińczycy już nie potrzebują połowy terenów pierwotnych Chin Han.Więc wcale nie chcecie Japonii z tego świata, prawda? Ta Japonia, której pragniecie, jest fantazją, snem.–Nadzieją.–Marzeniem.–Planem.–I nie przyszło wam do głowy, że we wszystkich kątach tego świata może nie być takiej Japonii?–To nie jest coś takiego jak wielka biblioteka, gdzie podobno pomiędzy tomami zawierającymi wszystkie możliwe kombinacje liter musi znaleźć się książka opowiadająca prawdziwą historię całego świata.Tak, istnieje wiele kątów, ale nasza umiejętność rozróżniania ich nie jest nieograniczona, w wielu z nich życie w ogóle się nie rozwinęło, a powietrze nie nadaje się do oddychania.To eksperyment, na który nie można się decydować ot, tak – bez namysłu.–No, naturalnie [ Pobierz całość w formacie PDF ]