[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale tym, co sprawiło, że strona stała się niezwykle popularna, był datek charytatywny przekazywany za pomocą kliknięcia.Raz dziennie każdy, kto odwiedzał stronę mógł kliknąć niewielki przycisk i, używając ich własnego sformułowania, „nakarmić głodnych”.Obok przycisku znajdowała się lista sponsorów–wszystko zaprojektowane w sposób bardzo dystyngowany; żadnych logo, żadnego przerostu formy nad treścią, wyłącznie nazwa firmy oraz link do jej strony.Każdy ze sponsorów miał przekazać pól centa za jedno kliknięcie, co w przybliżeniu stanowiło równowartość jednego kubka ryżu, kukurydzy czy czegoś w tym rodzaju.Wszystko to wprawiło mnie w swego rodzaju niepokój, jaki zwykle odczuwam w stosunku do działalności charytatywnej wielkich korporacji.Kiedy po raz pierwszy ujrzałem tę stronę, kliknąłem przycisk.Zlekceważenie go wydawało się wówczas czymś nieprzyzwoitym.Ale od tamtej pory nie wszedłem na tę stronę i denerwowało mnie, kiedy polecali mi ją znajomi.Zadzwoniłem do Aykana.Był rozsierdzony.–Przejrzałem tę stronę – poinformowałem go.– Trochę przerażająca, nie?–Przerażająca? – wykrzyknął.– To jest, kurwa, chore i tyle.Facet, to jest coś o wiele, o wiele gorszego.Wiesz co, zapomnij o politycznych bzdetach, tego gówna nie da się nawet wykpić.–Ciągle dostaję e-maile polecające tę stronę – przyznałem się.–Każdemu kutasowi, który ci je przysyła natychmiast odpisz, żeby wsadził ją sobie w dupę tak głęboko, aż mu gardłem wylezie, rozumiesz? Do kurwy nędzy… Czytałeś ich FAQ? Posłuchaj tego.To będzie cytat słowo w słowo, ok? „Czy mogę kliknąć przycisk»Nakarm głodnego«więcej niż jeden raz i w ten sposób ciągle dawać datki?” „Bardzo nam przykro!” – Głos Aykana trysnął żółcią.–„Naprawdę nam przykro! Bardzo żałujemy, ale nie możesz.Nasi sponsorzy zgodzili się, żebyśmy przyjęli jeden datek od osoby na dzień, a każde kolejne kliknięcie będzie stanowić złamanie naszej umowy”.– Wydał odgłos, jakby wymiotował ze złości.–Jebać ich, stary – powiedział.– Będą nam wciskać, że nie możemy być niegrzeczni i klikać za często? - Nie przyznałem mu się, że wtedy, za pierwszym razem sam kuknąłem.Zawstydził mnie.Mruknąłem mu coś w odpowiedzi, że się zgadzam, że leję na to i potępiam.Ale to nie wystarczyło.–Facet, to jest, kurwa, wojna – powiedział z naciskiem.– Tym razem nie odpuszczę.–Przepuścisz ich przez swoją chowarkę? – zasugerowałem niepewnie.–Co? – żachnął się.– O czym ty, kurwa, gadasz? Nie pierdol smutów, stary.Chcę żeby padli i zdechli.Czas na broń dużego kalibru, hombre – oświadczył i wyłączył się.Próbowałem dodzwonić się do niego, ale nie odbierał.Dwa dni później otrzymałem kolejnego maiła.„Spróbuj wejść wiesz gdzie” brzmiała wiadomość.Tak też zrobiłem, ale strona Koniec Z Głodem nie pojawiała się.Wyszukiwarka nie mogła jej znaleźć.Spróbowałem jeszcze raz pod wieczór i była już z powrotem opatrzona niewielką obłudną notką głoszącą, jak bardzo jest im przykro z powodu tego, że padli ofiarą hakerów.Aykan nie odebrał telefonu.Zadzwonił do mnie jakieś dziesięć dni później.–Facet! – krzyknął na mnie.– Wejdź jeszcze raz do tych gnojów – powiedział.– Byłem… no wiesz, ostatnim razem miałem falstart.Nie było to szczególnie błyskotliwe, co nie? Ale to było jak pieprzony… jak to się mówi… robiłem rekonesans.Ale wejdź tam w tej chwili i kliknij ten zasrany przycisk tyle razy, ile wlezie.–Aykan, co takiego zrobiłeś? – spytałem.Byłem w pracy i starałem się zachować neutralny ton głosu.–Nie mam pojęcia, ile to potrwa – powiedział – więc namów wszystkich znajomych, żeby weszli na stronę.Przynajmniejprzez chwilę zasrani sponsorzy będą musieli w końcu konkretnie beknąć.Dziesięć dolców za kliknięcie, kolego, a nie jakieś tam zabździane pół centa.Więc wchodźcie na stronę i nie żałujcie kliknięć.Nie było możliwości, żeby ocenić, jaki odniosło to skutek.Tyle że i tak przez następne parę dni gorliwie agitowałem.Jeśli w Koniec Z Głodem odkryli to, zachowali to w tajemnicy.Chciałbym wierzyć, iż trochę zajęło rzeczonym firmom wykrycie tego, że dotacje, do jakich się zobowiązały wzrosły o około 200 000 procent.Zastanawiałem się, kiedy Aykan znudzi się uprawianiem tych gierek.Pewnego wieczoru, jakieś dwa tygodnie później, prowadziliśmy długą dyskusję przez telefon.W jego głosie znać było zmęczenie.–Co porabiasz? – spytałem.–Toczę wojnę, gościu – odparł.Wytknąłem mu, że się zaharowuje i powinien się zająć czymś innym.Jednocześnie rozzłościł się i popadł w przygnębienie.–Tym razem naprawdę mnie to dotknęło – oznajmił.– Naprawdę mnie dotknęło.Nie wiem czemu, ale nie mogę… Tym razem to poważna sprawa.Ale… Uderzam w niewłaściwego wroga.„Tak naprawdę korporacyjni sponsorzy mają to gdzieś!” „Wielki biznes jest zakłamany!” To dla nikogo nic nowego.Kto jeszcze tego nie wie? Kogo to, kurwa, obchodzi?–Facet, czy ty się kiedykolwiek naprawdę nad nimi zastanawiasz? – spytał.– Nad tymi z biura KZG.Jaki to ma na ciebie wpływ? Jak jakieś upiory.Czy to cię w ogóle obchodzi?Kilkakrotnie zmieniałem temat, ale problem wciąż wracał.– Nie wiem, stary… – ciągle powtarzał.– Nie wiem, co robić…Niewykluczone, że to na drugi dzień powziął decyzję, ale minęły dobre trzy tygodnie, nim udało mu się wcielić ją w życie.–Wejdź na stronę k***** Z G***** – było napisane w e-mailu.– Kliknij i wyślij biednym głodującym masom prezent.Zobacz co się stanie.Wszedłem na stronę.Z wyjątkiem kilku drobnych uaktualnień, wszystko zdawało się być po staremu.Poszukałem jakichś wskazówek, które naprowadziłyby mnie na to, co Aykan zmajstrował.W końcu kliknąłem przycisk „Nakarm głodnego” i czekałem.Nic się nie działo.Wyskoczyła ta sama co zawsze króciutka wiadomość z podziękowaniem w imieniu głodujących.Cokolwiek Aykan zaplanował, pomyślałem, nie wypaliło.Po kilku godzinach sprawdziłem pocztę.–Jak, do chuja… – krzyknąłem i zamilkłem, kiwając ze zdumienia głową.– Jak ty, do chuja, to zrobiłeś, nawiedzony pojebany geniuszu?–Podoba ci się? – Połączenie było koszmarne, ale w głosie Aykana dosłyszałem nutę triumfu.– No, kurwa, podoba ci się?Wpatrywałem się w wiadomość w mojej skrzynce.Nadawca figurował jako „Bardzo Głodni Cudzoziemcy”.„Drogi Szczodry Darczyńco – głosiła wiadomość.– Dziękujemy ci serdecznie za Twój chojny dar w postaci pół kubka nędznego ryżu [ Pobierz całość w formacie PDF ]