[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.I zahamował brata, że z swej własnej rękiŚmierci sobie nie zadał, jako chciał, przezdzięki,Bo, by był stał kęs dalej – aby na dwa kroki,Zabiłby mu się brat był bez dalszej odwłoki.I krzyknie nań: ‘O głupi! O bracie szalony!Czemuś rozumu pozbył, żeś tak omamiony,Że chcesz dla niecnotliwej umrzeć białejgłowy,Od której-eś zwiedziony nieszczeremi słowy?54.Niechaj raczej ta umrze, co śmierć zasłużyła,Ale twoja niechaj by z lepszą sławą była!Miłowałeś, póki jej zdrady były skryte:Bądź jej nieprzyjacielem, kiedy są odkryte.Wszakeś widział, wszak to już nie jest tajemnica:Doznałeś rzeczą samą, że z niej nierządnica.Raczej tem mieczem którem chciałeś się żywotaZbawić, dowiedź królowi tego, że niecnota’.55.Tak w on czas Aryodant, gdy mu brat przeszkodził,Hamował się i z miejsca onego uchodził;Ale nie przeto myśli spuścić co z pierwszegoPrzedsięwzięcia, ale je do czasu inszegoOdkłada, na samego siebie najątrzoneSerce niosąc, okrutnem żalem przebodzione.Jednak zmyśla przed bratem, że już nie ma w głowieTej myśli, żeby sobie sam miał stać o zdrowie.56.Jako skoro mrok dniowi ustąpił jasnemu,Nie mówiąc nic nikomu ani rodzonemu,Jechał w drogę sam jeden, ale gdzie?- nie wiedzieć,Że o niem nikt dni kilka nie umiał powiedzieć.Żaden przyczyny pewnej odjazdu nagłegoNie wiedział, krom książęca i krom rodzonego.Różnie to na pałacu sobie rozbierali,Różnie to po Szkocyej wszytkiej wykładali.57.W dziewięć albo w dziesięć dni przyszedł jeden pewnyPodróżny na dwór i szedł prosto do królewnyI przyniósł jej żałosne i smętne nowinyO tem, że Aryodant nędzny nie z przyczynyWiatrów, wielkich, nie w sztormie, ani w niepogodzie,Ale z swej dobrej wolej zginął w morskiej wodzie,Skoczywszy zapędzony z końca ostrej skałyBarzo przykro i głową na dół miedzy wały.58.‘Ale pierwej, niżli – pry – skoczył miedzy wody,Mnie, którym się tam w drodze spotkał z niem z przygody,Rzekł: Pódź za mną, abyś mógł to, co niewątpliwieUjrzysz okiem swem, odnieść Gineprze prawdziwie;A powiedz jej ode mnie, że mi to wzrok sprawiłNazbyt bystry, wzrok bystry o to mię przyprawił,I żebym to beł drogo zapłacił i kupił,Kiedy by mi był przedtem oczy kto wyłupił.59.Byliśmy w pewnym miejscu – Niską Głową zową –Co w morze trochę wchodzi ku Irlandzie głową.To skoro rzekł, widziałem, kiedy zapędzonyGłową na dół uczynił w morze skok szalony.Takem go tam zostawił i śpiesznie szedł potemTu, abym ci dał sprawę dostateczną o tem’.Ginepra na żałosną nowinę pobladłaI zmartwiała, i siły pozbywszy, upadła.60.Boże mój! Czego potem nędzna nie czyniła,Kiedy się na swem wiernem łożu położyła?Niebieską twarz gniewliwem paznogciem drapała,Piersi tłukła pięściami, złote włosy rwała,Częstokroć sobie onę ostateczną mowęCo raz przypominając Aryodontowę,Że przyczyna onego szalonego skokuZ ostrej skały, z bystrego wszytka poszła wzroku.61.Wszędzie się rozgłosiła ta wieść w onej dobie,Że od wielkiej żałości śmierć sam zadał sobie.Płakał go król, płakała rada i dworzanie,Płakał go i fraucymer, i dworowe panie,Ale najbardziej płakał brat jego rodzony,W tak nieuhamowanem żalu utopiony,Że ledwie się na swoich rąk jego przykłademNie obrócił i nie szedł za niem świeżym śladem62.I kiedy to rozbierał i sobie rachował,Królewnę jego śmierci winną być najdował,Tak tusząc, że z onego nocnego widzeniaWszytka przyczyna jego urosła zginienia;I od wielkiej chciwości pomsty zaślepiony,Od gniewu i wielkiego żalu zwyciężonyOdważył sobie wszystko i królewską łaskęI nienawiść wszytkiego państwa mieć za fraszkę.63.I przyszedszy przed króla, na przestronej sali,Gdy w nawiętszej gromadzie ludzie przed niem stali,Tak począł swą rzecz: ‘Tak wiedz, królu miłościwy,Że dla córki twej zginął mój brat nieszczęśliwy;Ona mu sama dała do tego przyczynęI dlatego jej samej tylko daję winę.Z żalu sobie śmierć zadał, kiedy ją w nierządzieZastał, tak jako się to pokaże na sądzie.64.Miłował ją i wszyscy wiedzieć o tem mogą,A miłował uczciwie i zwyczajną drogą,Tusząc za swe przewagi, którycheś się dosyćNapatrzył, w małżeństwo ją u ciebie uprosić.Ale gdy on z daleka poglądał na liścieI liście tylko wąchał, drugi oczywiścieNa zachowane drzewo wlazł niespodziewanyI ukradkiem oberwał owoc pożądany’.65.I powiadał, że widział własnem swojem okiemGineprę samę jednę na ganku wysokiemI że z niego drabinę plecioną spuszczałaI po niej przystęp komuś do siebie dawała;Którego nie mógł poznać, bo żeby beł tajny,Włosy zakrył i ubiór nosił niezwyczajny.Przydał i to, że kto mu fałsz w tej sprawie zada,Bronią tego dowiedzie, że prawdę powiada.66.Co mniemasz, jako beł z tej żałosnej nowinyI jako się król wstydził, część dla tej przyczyny,Że tego o swej córce nigdy nie rozumiał,Co teraz o niej słyszy i zbytnie się zdumiał;Część, że widzi, że jeśli jaki niestrwożonyRycerz się nie podejmie Ginepry obrony,Co by chciał Lukarniemu fałsz ręką pokazać,Musi ją na srogą śmierć według prawa skazać.67.Nie wiem, jeśliś wiadomy jest prawa naszegoI ostrych dziwnie ustaw państwa tutecznego,Które na okrutną śmierć te wszytkie skazują,Które z kiem inszem, okrom męża, występują;Umrze każda koniecznie, jeśli by jakiegoZa miesiąc nie nalazła rycerza mężnego,Coby złemu potwarcy ręką w pojedynkuNie ukazał, że tego niewinna uczynku.68.Król, któremu się tak zda, że ją spotwarzono,Kazał, aby po wszytkiem państwie otrąbiono,Że ją z wielkiem posagiem da temu za żonę,Który z niej zdejmie zmazę i osławę onę.Kto by się tego podjął, nie słychać żadnego;Owszem, tylko patrzają jeden na drugiego,Bo ten Lukarni tak jest męstwem zawołany,Że się nikt nie chce kusić oń między dworzan.69.Nadto tak zła fortuna chciała królewnina,Że w państwie teraz nie masz brata jej, Zerbina,Który z domu wyjechał, minęły dwie lecie,Szukać sławy swem męstwem tam i sam po świecie [ Pobierz całość w formacie PDF ]