[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.To już gorzej.Śmierć z pewnością była lepsza od świadomości, że już nigdy niebędzie się zdolnym do odzyskania człowieczeństwa.- A pozostała czwórka?- W przypadku krzyżówek wilkołaków i innych zmiennokształtnych, wszyscy zostaliobdarzeni zdolnościami parapsychologicznymi.Troje z nich nie było świadomych tego faktu.Wszystkie umiejętności zostały ulepszone do tego stopnia, że zaczęły być niebezpieczne.Wydaje mi się, że cała czwórka została przeniesiona do jednego z programów militarnych.Rzuciłam mu piorunujące spojrzenie.- Nie próbuj umieszczać mnie w żadnym programie tego typu.Posłał mi szeroki uśmiech, któremu za grosz nie ufałam.- Kochanie, jesteś moja.Jeśli miałabyś zostać gdziekolwiek przeniesiona, to tylko doprogramu dla strażników.- To również nigdy nie będzie miało miejsca.- Możesz nie mieć wyboru.Jeśli ten lek rzeczywiście jakoś na ciebie wpłynie, będzieto sprawa albo nasza, albo wojska, dopóki nie odkryjemy całego zasięgu możliwych zmian.W takim razie wolałam departament.Nie znaczyło to jednak, że miałam zamiar dać sięwkręcić do systemu bez walki.Skoro Jack chciał zrobić ze mnie strażnika, będzie musiałmnie wlec siłą.- I co teraz?- Jak na razie zażywanie leku nie ma żadnych efektów ubocznych, jednak gdyby siępojawiły, rozpoczniemy regularne badania krwi i skany komórkowe.Zaczniemy równieżprzeprowadzać rutynowe testy psychologiczne, na wypadek jakichkolwiek zmianuwidaczniających się również na tym polu.- Jestem telepatką.Dobrze o tym wiesz.Kiwnął głową.- Wstępne testy pokazały również twój ukryty talent jasnowidzący.- Tyle że o tę umiejętność akurat wojsko nie zabiega.W końcu nie da się jej użyć jakobroni.- Nie, ale telepatia to co innego.Twój wskaźnik już i tak jest wysoki.Ten lek możego jeszcze bardziej zwiększyć.Wcale nie chciałam niczego zwiększać.Ani używać swoich zdolności do czegośinnego oprócz obrony.Jednak miałam niejasne uczucie, że Talon odebrał mi właśniemożliwość wyboru.Kopnęłam następny kamyk do wody, wyobrażając sobie, że to głowapewnego złocistego wilka znika w mętnej, błotnistej wodzie.Jack uścisnął delikatnie moje ramię.- Możesz być w grupie tych szczęśliwców, na których lek nie wywarł żadnegowpływu.Uśmiechnęłam się ponuro.- Nie wierzysz w to, tak samo jak ja.Zawahał się.- Nie.Ale teraz i tak nie możemy na to nic poradzić.Wraz z upływem czasu poznamyodpowiedzi na nasze pytania.Na razie musimy zająć się rozbiciem fabryki klonów.Obróciłam się i poszłam za nim ścieżką.- Wiedziałeś o tym, że firma Konane jest właścicielem Moneishy?Spojrzał na mnie przez ramię.- Nie.A skąd ty o tym wiesz?- Misha mi powiedział.- Interesujące.Ciekawe, skąd on o tym wie.I dlaczego w ogóle ci o tym powiedział.- Bo go spytałam.- Może powinnaś spytać go o parę innych rzeczy.Na przykład, czy wie cokolwiek oklonach lub mieszańcach.- Postaram się, jeśli chcesz.- Można spróbować.W międzyczasie dowiem się czegoś o Konane.- Nie sądzisz, by mieszańcy pochodzili z tej samej fabryki, co klony, prawda?- Nie.Co zresztą potwierdzają też zebrane przez Quinna dowody.Rhoan nie siedział już przed szopą, gdy wróciliśmy.Biorąc pod uwagę smakowityzapach pieczonego mięsa w powietrzu, prawdopodobnie znajdował się w środku i nękałLiandera, żeby się pospieszył i podał kolację.- Ten zapach nigdy mi się nie znudzi - powiedział Jack, biorąc głęboki wdech.- Todlatego mieszkam nad restauracją.Otworzyłam drzwi i zaprosiłam go do środka.- Zawsze myślałam, że zapach jedzenia wywracał żołądki wampirów na drugą stronę.Jack pokręcił głową.- Hollywoodzki mit.Ze wszystkich ludzi szczególnie ty powinnaś coś o tym wiedzieć,a nie wierzyć w bzdury.- Hej, może niektóre mity są jednak całkiem bezsensowne.- Bycie sensownym nie czyni ich prawdziwymi.Podszedł do stołu, a ja rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu Quinna.Nie było gow części mieszkalnej, ale w sekundę później zszedł na dół, stukając butami.Jego spojrzenienapotkało moje.Miał ciemne oczy pełne ciepła i pożądania.Gorączka rozjarzyła siępłomieniem w moich żyłach.Jej intensywność zalała mnie w mgnieniu oka.Do pełniksiężyca zostały jeszcze dwa dni.Jeśli ta misja się przeciągnie, będę w poważnych kłopotach.Kontrolowałam spalającą mnie księżycową gorączkę, lecz jej siła sugerowała, że nie mogętego robić w nieskończoność.- Witaj, piękna damo - powiedział, otaczając ramieniem moją talię i przyciągając dosiebie blisko.- Mam dobrą wiadomość.- Jaką? - spytałam ochrypłym szeptem.Wspaniale było czuć jego ciało przyciśnięte domojego.Tak bardzo, że hormony błagały, bym rzuciła go na ziemię i pieprzyła donieprzytomności.- Rhoan i ja ciągnęliśmy losy.Wygraliśmy na dzisiaj łóżko.Zarzuciłam ręce na jego szyję i pocałowałam w brodę.- Czyli jutro śpimy pod gwiazdami?- Niestety tak.Ale synoptycy zapowiadają dobrą pogodę.- To i tak nie ma znaczenia, przeszłam harcerskie szkolenie.Zapewnię namschronienie.Rzucił mi szelmowski uśmiech.- Szkoda, że nie wzięłaś ze sobą mundurku.Nie miałbym nic przeciwko temu, by cięw nim zobaczyć.Uniosłam brew.- Kobiety w mundurkach to twój fetysz?- Tak, zwłaszcza jeśli są długonogimi rudzielcami.- Jego oddech połaskotał moje usta,a potem jego wargi odnalazły moje.Nasz długi i powolny pocałunek sprawił, iż kolanaprawie się pode mną ugięły.- Wy dwoje, przestańcie natychmiast - rzucił Rhoan zza pleców Quinna.- Niektórzy znas mają jedzenie w żołądku.Oderwałam się od Quinna, zaczerpnęłam powietrza i wzięłam talerz, który wepchnąłmi do ręki brat.- Co to takiego?Rhoan rzucił mi mordercze spojrzenie.- A na co wygląda?- Nie mam pojęcia.Wydaje mi się, że to coś przypomina stek i frytki, ale to chyba niemoże być prawda, bo nie jest czarne.Podkradł mi z talerza fasolkę i rzucił nią prosto we mnie.Zauważyłam, że jego stekjest bardzo, ale to bardzo krwisty.- Jak tylko wrócimy do domu, ty zajmiesz się gotowaniem.Złapałam fasolkę w powietrzu i włożyłam ją sobie do ust.- Co oznacza, że ty będziesz robił pranie, braciszku.Całkiem niezła pogróżka, zwłaszcza że Rhoan nienawidził prania równie mocno, jakja nienawidziłam gotowania.Oboje nie znosiliśmy prasowania, dlatego w naszym saloniewalały się sterty czystych, ale wygniecionych ubrań.- Może powinnaś wziąć kilka lekcji gotowania od swojego kochanka.- Jestem w stanie wymyślić znacznie ciekawsze rzeczy, które mogę z nim robić.- Ja również - szepnął Quinn prosto do mojego ucha [ Pobierz całość w formacie PDF ]