[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Potem, pośród syntetycznych garniturów i błyszczących walizek, Sophie Mol.Co piła z naparstka.A jej trumnę wieźli rykszą.Szła po pasie startowym z zapachem Londynu we włosach.Żółte nogawki dzwonów kłapały jej wokół kostek.Długie włosy wypływały spod słomkowego kapelusza.Jedna ręka w ręce matki.Druga kołysząca się jak u maszerującego żołnierza (w lewo, w prawo, w lewo, w prawo).Była sobie Dziewczyna Wysoka i Szczupła i Pięknan Jej włosy Jej włosy Miały Delikatny kolor Imbiru (w lewo, w prawo)Była sobie Dziewczyna Margaret Koćamma kazała jej przestać.Więc przestała.– Widzisz ją, Rahel? – spytała Ammu.Odwróciła się i stwierdziła, że jej odziana w świeże majtki córka nawiązuje znajomość z betonowymi torbaczami.Poszła po nią, nakrzyczała i przyprowadziła z powrotem.Chacko powiedział, że nie może wziąć Rahel na ręce, ponieważ coś już w nich trzyma.Dwie czerwone róże.Z uczuciem.Kiedy Sophie Mol weszła do holu przylotów, Rahel, nie mogąc wytrzymać z podniecenia i niechęci, mocno uszczypnęła Esthę.Ścisnęła mu skórę paznokciami.Estha założył jej w rewanżu chińską bransoletę, obiema dłońmi wykręcając skórę na nadgarstku w przeciwne strony.Zrobiły się piekące pręgi.Polizała skórę, która miała smak soli.Ślina na nadgarstku była chłodna i przyjemna.Ammu nic nie zauważyła.Zza wysokiej żelaznej barierki, która oddzielała wychodzących od wracających do, witających od witanych, Chacko, promienny, rozsadzający sobą garnitur, z przekrzywionym krawatem, ukłonił się swej nowej córce i byłej żonie.Estha powiedział do siebie w myślach: „Ukłoń się”.– Witam, moje panie – powiedział Chacko swoim Głosem Lektora (głosem z zeszłej nocy, który powiedział: „Miłość.Szaleństwo.Nadzieja.Bezgraniczna Radość”).– Jak minęła podróż?Atmosfera była gęsta od myśli i rzeczy do powiedzenia.Ale w takich momentach mówi się tylko Małe Rzeczy.Duże Rzeczy są schowane w środku, nie wypowiedziane.– Powiedz dzień dobry, jak się macie? – Margaret Koćamma przykazała Sophie Mol.– Dzień dobry, jak się macie? – powiedziała Sophie Mol przez żelazną barierkę, do wszystkich i do nikogo.– Jedna dla ciebie i jedna dla ciebie – rzekł Chacko, wręczając im róże.– A dziękuję? – napomniała Sophie Mol Margaret Koćamma.– A dziękuję? – powtórzyła Sophie Mol do Chacka, łącznie z pytajnikiem matki.Margaret Koćamma potrząsnęła nią lekko w ramach kary za jej impertynencję.– Nie ma za co – odparł Chacko.– A teraz pozwólcie, że wszystkich przedstawię.– Potem, bardziej mając na względzie gapiów i podsłuchiwaczy, ponieważ Margaret Koćammy nie trzeba było przedstawiać, powiedział: – Moja żona Margaret.Margaret Koćamma uśmiechnęła się i machnęła na niego różą.„Była żona, Chacko!” Jej usta ułożyły się w te słowa, lecz jej głos ich nie wypowiedział.Wszyscy mogli się przekonać, jaki Chacko jest szczęśliwy i dumny z faktu, że miał kiedyś taką żonę jak Margaret.Białą.W kwiecistej, drukowanej sukience z nogami pod spodem.I brązowymi piegami na plecach.I piegami na ramionach.Roztaczała jednak wokół siebie jakiś smutek.W tle uśmiechu jej oczu widać było świeży, błyszczący błękit cierpienia.Z powodu tragicznego wypadku samochodowego.Z powodu dziury po Joem we wszechświecie.– Witam wszystkich – powiedziała.– Czuję, jakbym was znała od lat.– Moja córka Sophie – rzekł Chacko i roześmiał się nerwowo, zaniepokojony, że Margaret Koćamma powie: „Była córka”.Ale nie powiedziała.Był to łatwo zrozumiały śmiech.W przeciwieństwie do śmiechu Pomarańczowo-Cytrynowego Mężczyzny, którego Estha nie zrozumiał.– Witam – powiedziała Sophie Mol.Była wyższa od Esthy.I większa.Oczy miała niebieskoszaroniebieskie.Jej blada skóra miała barwę piasku na plaży.Lecz włosy pod kapeluszem były piękne, o głębokim rudobrązowym odcieniu.No i (tak!) wewnątrz jej nosa czekał nos Pappaciego.Nos imperialnego entomologa.Nos odkrywcy rzadkiego gatunku ćmy.Niosła w ręce torebkę Made in England, którą bardzo lubiła.– Ammu, moja siostra – oznajmił Chacko.Ammu powiedziała dorosłe dzień dobry do Margaret Koćammy, a potem dziecinne dzień dobry do Sophie Mol.Rahel wytężała wzrok jak sokół, aby stwierdzić, jak bardzo Ammu kocha Sophie Mol, lecz jej się to nie udało.Po holu przylotów przetoczył się śmiech, jak nagły poryw wiatru.Właśnie przyleciał (Bombaj-Koczin) Adur Basi, najbardziej znany i lubiany malajalamski aktor komediowy.Objuczony sporą liczbą małych, lecz nieporęcznych pakunków i nieskrępowaną adoracją tłumu, czuł się zobowiązany odegrać jakąś komiczną scenkę.Stale upuszczał pakunki i mówił: Ende Deivomay! Eee sadhnnangal!Estha roześmiał się zachwycony.– Ammu, patrz! Adur Basi upuszcza swoje rzeczy!krzyknął Estha.– Co za niezdara!– On to robi naumyślnie – powiedziała Baby Koćamma z dziwnym brytyjskim akcentem, którego wcześniej nie miała.– Nie zważajcie na niego.– To aktor filmowy – wyjaśniła Margaret Koćammie i Sophie Mol.– Próbuje zwrócić na siebie uwagę – powiedziała Baby Koćamma i demonstracyjnie okazała, że w jej przypadku mu się to nie udało.Baby Koćamma myliła się jednak [ Pobierz całość w formacie PDF ]