[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jeśli sądzić po wstrząsach, jakie musiała ścierpieć, jechali bardzo nierównym traktem.Zdawało jej się, że trwa to wieki, choć prawdopodobnie pokonali nie więcej niż trzy mile.Potem wniesiono ją w ten sam haniebny sposób po dwóch biegach schodów i przywiązano do pryczy w zatęchłej klitce.Marszcząc czoło, rozejrzała się dookoła.Co to, u licha, za miejsce? Gdzie ją przetrzymywano? I po co?Głosy i stukot kroków na schodach przerwały jej niepokojące rozmyślania.Chwilę później rozległ się trzask odsuwanego rygla, drzwi się otworzyły i na stryszek weszli dwaj porywacze, a za nimi niechlujna kobieta, którą Robina bez wątpienia gdzieś już widziała.- Na miłość boską, Jack! - wykrzyknęła kobieta, przesyłając Robinie współczujące spojrzenie.- Po coś ją tak związał? - Odstawiwszy tacę na drewnianą skrzynię przy pryczy, zaczęła rozplątywać sznur krępujący Robinie nogi w kostkach.- Jak, u diabła, ona ma stąd waszym zdaniem uciec?- To nie ja - odburknął niższy z mężczyzn.- Tę robotę zostawiłem twojemu bratu.Kobieta zerknęła zniecierpliwiona na drugiego mężczyznę, który stał oparty o ścianę i patrzył na łóżko z lubieżnym błyskiem w oczach.- Ona nie jest ptakiem, Ben.Nie wyfrunie przez okno.- Nie chciałem ryzykować.Smakowity kąsek nie może nam się wyślizgnąć z rąk.- Lubieżny uśmiech stał się bardziej ostentacyjny.- Nieczęsto mam okazję pogłaskać taką elegancką panienkę.- Trzymaj swoje brudne łapska przy sobie, Ben - ostrzegła kobieta, zdająca sobie doskonale sprawę z tego, w jakim kierunku zmierzają myśli brata.- Włos jej nie może spaść z głowy.Tak się umówiliśmy.- To prawda - przyszedł jej w sukurs Jack, podchodząc do pryczy, by rozplatać więzy na nadgarstkach Robiny.- Mamy dostać pieniądze i tyle.Robina, wysłuchawszy tej krótkiej wymiany zdań, mogła wreszcie usiąść i wyjąć z ust szmatę.A więc trzymano ją tu dla okupu.Ale dlaczego właśnie ją? Czy padła ofiarą niefortunnego zbiegu okoliczności, czy może porywacze wybrali właśnie ją celowo?Mężczyzn z pewnością nie znała, ale kobiecie przyjrzała się uważniej.Podobnie jak Daniel miała dobrą pamięć do twarzy, szybko więc przypomniała sobie, gdzie ją wcześniej widziała.- Pani stała dzisiaj rano na ulicy i obserwowała dom.Kobieta nie próbowała zaprzeczyć.- Pewnie.Musiałam dopilnować, żeby ucapić kogo trzeba, wiesz, kochaniutka.Myślę, że lord Exmouth dobrze zapłaci za twój bezpieczny powrót.- A dlaczego miałby zapłacić? - spytała ostrożnie Robina.Skoro chodziło im o okup, to z pewnością postąpiliby rozsądniej, gdyby porwali lady Exmouth.- Nie próbuj z nami sztuczek.- Mężczyzna, zwany Jackiem, roześmiał się pogardliwie.- I tak wiemy, że ten bogaty pan chce się z tobą ożenić.A więc tu był pies pogrzebany! Gdyby jej pozycja nie była tak rozpaczliwa, może nawet uznałaby tę sytuację za zabawną.Głupcy uprowadzili nie tę kobietę, którą należało.Powinni byli wybrać Arabellę.Naturalnie mimo to nie wątpiła, że Daniel spełni żądania tych łotrów, byle tylko zapewnić jej bezpieczny powrót do domu.Wbrew rozsądkowi to jednak rozzłościło ją jeszcze bardziej.Po co Daniel miał rezygnować z, być może, całkiem pokaźnej sumy pieniędzy tylko dlatego, że nierozsądnie zachciało jej się spacerować po lesie? Gdyby nie zachowała się lekkomyślnie, nie wpadłaby w tarapaty.Skoro jednak sama była sobie winna, do niej należało znalezienie drogi wyjścia.Niestety, nie było to łatwe.Przez chwilę przyglądała się każdemu z porywaczy po kolei.Odrobinę dłużej zatrzymała wzrok na mężczyźnie z lubieżnym błyskiem w głęboko osadzonych oczach.- Pewnie ma pan rację - powiedziała w końcu, powstrzymując wybuch złości.- Naturalnie pod warunkiem, że nic mi się nie stanie.zupełnie nic.Kobieta bez trudu zrozumiała, o co chodzi.Rozciągnęła wargi w pogardliwym uśmiechu.- Ty nic się nie martw moim bratem, kochaniutka.On będzie grzeczny.póki i ty będziesz grzeczna [ Pobierz całość w formacie PDF ]