[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ich celem były umieszczone na tyczkach melony ustawione pięć dziesiąt kroków dalej.Strzelcy trafiali do celu tak często, iż krzyczeli i drwili tylko wtedy, gdy któryś z nich spudłował.Błąd był zazwyczaj minimalny.- Wyobraź sobie tysiąc podobnych im szarżujących na ociężały i wolno manewrujący legion - powiedział Zerkon.- Nie muszę sobie wyobrażać.Było tak zbyt wiele razy.Za każdym razem schodziliśmy z placu boju pokonani.- Patrz dalej.Po każdym przejeździe wojownik wracał do poszturchującej się i żartującej grupy, po czym ponownie rozpoczynał ćwiczenie, pędząc przez łąkę.Po trzech lub czterech takich galopach zsiadał z konia szczęśliwy, nie mając już strzał.- Patrzeć na co?- Ile zostało im strzał?- Żadnej, rzecz jasna.- Jak szybkie są teraz ich kuce?- Przecież są zmęczone.- Właśnie.Pokazałem ci więcej, niż kiedykolwiek nauczy się rzymski wódz.To miałem na myśli, gdy powiedziałem o głowie.Obserwacja i dedukcja.- Co pokazałeś? Że mogą trafić przeciwnika w oko, szarżując na niego w pełnym galopie? Że mogą przebyć sto mil w ciągu jednego dnia, gdy nasze armie pokonują najwyżej dwadzieścia, maszerując w dodatku po najlepszych drogach?- Nie.Że w mniej niż godzinę pozbywają się wszystkich strzał i dosiadają zmęczonych koni.Że chmarę strzał wystrzeliła ledwie garstka ludzi.Ż e ich jedyna strategia polega na złamaniu woli przeciwnika - szybko i bez okazywania litoś ci, ponieważ ich szyki nie są liczne, a wytrzymałość równa jest zeru.Gdyby musieli walczyć nie przez chwilę, lecz przez cały dzień z nieustępliwym i przewyższającym ich liczebnie.- Przecież to tylko ćwiczenia.Chcieli pozbyć się wszystkich strzał.- Podobnie może się stać, gdy trafią na chronioną dużymi tarczami piechotę utrzymującą swe pozycje.Konie są jak psy.Złapią uciekającego - człowieka, lecz stojącego w miejscu ominą szerokim łukiem.Armia najeżona włóczniami jak.- Mówisz o bitwie największej ze wszystkich dotychczas stoczonych.O walce, nie o używaniu głowy.- Oczywiście, że o walce! Lecz i o woli, by walczyć na własnych zasadach, na własnym terenie.Uzbrojeni i cierpliwi.O wyczekiwaniu na odpowiednią chwilę.Jest jeszcze jedna rzecz, nad któ rą powinieneś się zastanowić, skoro tak bardzo podziwiasz ich umiejętności.- Jaka mianowicie?- By im dorównać, jeśli zamierzasz przeżyć.Przywiozłeś ze sobą jakąś broń?- Schowałem ją w jukach.- Lepiej zrobisz, gdy ją wyciągniesz i zaczniesz ć wiczyć jak Hunowie.Do tego też powinieneś dojść sam.Nigdy nie wiadomo, kiedy okoliczności zmuszą cię do walki lub też do myślenia.Żartujący wojownicy na drugim brzegu rzeki przypomnieli mi o wczorajszym wieczorze.- Na uczcie, gdy wskoczyłeś mi na kolana, powiedziałeś, że zrobiłeś to, by ostrzec mnie przed niebezpieczeństwem.Bym uważał, gdyż nic nie jest takie, jakie się wydaje.- Attyla zaprasza was, by rozmawiać o pokoju.Jednak to, co mówi Attyla, nie musi być tym, co ma na myśli.I nie dziw się, jeśli wie więcej o twoich towarzyszach niż ty, Jonaszu z Konstantynopola.Przed takim niebezpieczeństwem chciałem cię ostrzec.Skylla pozwolił, by koń galopował przed siebie w nieznane.Pęd powietrza uwolnił go od wrzących w środku emocji.Jazda bez celu przez płaskie równiny Hunugurii była jak zrzucanie krępującej i uciążliwej zbroi.Wszystkie problemy zostawił z sobą: obóz, plemię, kobietę.Raz jeszcze poczuł wolność stepu.Sam Attyla mówił o sile, jaką trzeba czerpać z bezkresnych łąk.Gdy trapiły go wątpliwości, dosiadał konia.Czemu więc zostawili za plecami stepy i wciąż się od nich oddalali.Póki nie przybyło poselstwo, poty był pewien, że Ilana będzie w końcu jego.Ochraniał ją, jak mógł najlepiej.Gdy Attyla wygra ostateczne starcie, nie bę dzie miała innego wyjścia.Teraz zaś flirtowała z Jonaszem wystrojona jak rzymska dziwka.Wściekł się z obawy, iż skryba zdobędzie jej względy tylko dlatego, że jest Rzymianinem.Nie chciał nałożnicy.Chciał, by kobieta kochała go za to, kim jest, nie by oddawał a mu się bezmyślnie lub bez uczucia.Złościła go jej uparta ślepota na zalety Hunów.Ludzie Świtu byli lepsi niż tłumy Rzymian mieszkających na kupie w kamiennych miastach, odważniejsi i potężniejsi.Nie wiedzieć jednak czemu, Skylla czuł się zawsze w towarzystwie głupich Bizantyjczyków gorszy i niepewny własnej wartości.Nienawidził tego uczucia.Dlatego poranna rozmowa Jonasza i Ilany tak bardzo go rozwścieczyła [ Pobierz całość w formacie PDF ]