[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kiedy tak siedziały spokojnie na grzbiecie konia, obserwując, dźwięki ptaków stały się wyraźniejsze: gruchanie gołębi, wesoły szczebiot gajówek, nawoływanie dzięciołów.Ayla usłyszała piękną, podobną do dźwięku fletu, melodię złotej wilgi i odpowiedziała jej, naśladując dźwięk tak dokładnie, że zmyliła ptaka.Latie pragnęła też umieć tak gwizdać.Ayla dała Whinney nieznaczny sygnał i wolno zaczęły się posuwać na skraj lasu, ku przestrzeni między drzewami.Latie drżała z podniecenia, kiedy zbliżyły się do antylopy z dwojgiem małych i zobaczyła jeszcze jedną, też z małymi.Nagle wiatr się zmienił i wszystkie suhaki podniosły łby i w następnej sekundzie pędziły między drzewami ku otwartym stepom.Za nimi pędziło szare pasmo i Ayla wiedziała, kto spowodował ich ucieczkę.Zanim Wilk wrócił, ciężko dysząc, i klapnął na ziemię, Whinney spokojnie się pasła, a dwie młode kobiety siedziały na słonecznej łące i zbierały poziomki.Koło Ayli leżał pęczek kolorowych, jaskrawoczerwonych kwiatów z długimi, cienkimi płatkami, które wyglądały jakby je zanurzano w czerwonej farbie oraz wiązka dużych, złotożółtych koron kwiatowych pomieszanych z białymi, puchatymi kulami.– Chciałabym, żeby było ich więcej, żeby można je było zanieść innym – powiedziała Ayla, wkładając do ust jeszcze jedną małą, ale wyjątkowo słodką i pachnącą poziomkę.– Musiało by ich być znacznie więcej.Wtedy byłoby dużo dla mnie – powiedziała Latie z uśmiechem.– A poza tym, to specjalne miejsce, tylko dla nas, Aylo.– Włożyła poziomkę do ust i zamknęła oczy, rozkoszując się smakiem.Potem zamyśliła się.– Te dzieci antylopy, one naprawdę były bardzo młode, prawda? Nigdy nie byłam tak blisko żadnej młodej antylopy.– To dzięki Whinney mogłyśmy podejść tak blisko.Antylopy nie boją się koni.Ale boją się Wilka – Ayla popatrzyła na niego.Podniósł łeb na dźwięk swojego imienia.– On je przegnał.– Aylo, czy mogę cię o coś zapytać?– Oczywiście.Zawsze możesz pytać.– Czy myślisz, że znajdę kiedyś konia? Chodzi mi o małego, żebym się nim mogła zaopiekować, tak jak ty zaopiekowałaś się Whinney, i żeby się do mnie przyzwyczaił.– Nie wiem.Nie planowałam znalezienia Whinney.Po prostu tak się zdarzyło.Trudno będzie znaleźć źrebaka.Wszystkie matki bronią swoich dzieci.– Gdybyś chciała jeszcze jednego konia, małego, jak byś to zrobiła?– Nigdy o tym nie myślałam.gdybym chciała źrebaka.daj mi pomyśleć.najpierw trzeba złapać matkę.Pamiętasz polowanie na żubry w jesieni? Gdybyś polowała na konie i zapędziła stado za takie ogrodzenie, nie musiałabyś wszystkich zabijać.Mogłabyś zatrzymać źrebaka, albo dwa źrebaki.Można by nawet oddzielić źrebaki od dorosłych i pozwolić reszcie odejść.– Ayla uśmiechnęła się.– Nie bardzo mogę teraz polować na konie.Kiedy wróciły, większość ludzi siedziała wokół dużego ogniska i jadła.Dwie młode kobiety nabrały sobie jedzenia i usiadły.– Widziałyśmy kilka suhaków – powiedziała Latie.– Nawet kilka małych.– Myślę, że widziałyście także kilka poziomek – skomentowała sucho Nezzie na widok poplamionych rąk córki.Latie zaczerwieniła się na wspomnienie, że chciała wszystkie zatrzymać dla siebie.– Nie było wystarczająco dużo, żeby przynieść dla wszystkich – powiedziała Ayla.– To wszystko jedno.Znam Latie i poziomki.Mogłaby zjeść całe pole i z nikim się nie podzielić, jeśli tylko miałaby okazję.Ayla zauważyła zażenowanie Latie i zmieniła temat.– Zerwałam także trochę podbiału na kaszel, dla chorego obozu i roślinę z czerwonymi kwiatami – nie znam jej nazwy – jej korzenie są bardzo dobre na głęboki kaszel i wydobywają flegmę z piersi.– Nie wiedziałam, że po to zebrałaś te kwiaty – powiedziała Latie.– Skąd wiesz, że oni mają ten rodzaj choroby?– Nie wiem, ale jak zobaczyłam te kwiaty to uznałam, że równie dobrze mogę je zabrać, szczególnie, że my byliśmy chorzy na tego rodzaju chorobę.Jak długo potrwa, zanim do nich dojdziemy, Talucie?– Trudno powiedzieć – odparł przywódca.– Podróżujemy szybciej niż zazwyczaj.Powinniśmy dojść do Obozu Sungaeów za dzień lub dwa.Ludeg dał mi bardzo dobrą mapę, ale mam nadzieję, że nie przyjdziemy za późno.Ich choroba jest gorsza niż myślałem.Ayla zmarszczyła czoło.– Skąd wiesz?– Znalazłem pozostawione znaki.– Znaki?– Chodź, pokażę ci – powiedział Talut, odstawił kubek i wstał.Zaprowadził ją do sterty kości niedaleko wody.Kości, szczególnie duże jak czaszki, można było znaleźć wszędzie na równinie, ale kiedy podeszli bliżej, Ayla zrozumiała, że to nie była naturalna sterta.Ktoś je celowo ustawił.Na szczycie leżała czaszka mamuta z obłamanymi kłami, odwrócona do góry.– To jest znak złych wiadomości – powiedział Talut, wskazując na czaszkę.– Bardzo złych.Widzisz tę dolną szczękę z dwiema kośćmi kręgowymi, które się o nią opierają? Czubek szczęki pokazuje, w którą stronę iść i obóz jest odległy o dwa dni.– Muszą potrzebować pomocy, Talucie! Czy dlatego ułożyli ten znak?Talut wskazał na kawałek zaczernionej kory brzozowej, przytrzymywanej przez odłamany koniec lewego kła.– Widzisz to?– Tak, jest przypalona na czarno, jakby była w ognisku.– To oznacza chorobę, zabijającą chorobę.Ktoś umarł.Ludzie boją się takiej choroby, a to jest miejsce, w którym podróżni często się zatrzymują.Ten znak położono nie po to, żeby prosić o pomoc, ale żeby ostrzec ludzi przed przychodzeniem.– Och, Talucie! Ja muszę tam pójść.Wy wszyscy nie musicie, ale ja tak.Mogę pojechać teraz na Whinney.– I co im powiesz, kiedy już dojedziesz? Nie, Aylo.Nie pozwolą ci sobie pomóc.Nikt cię nie zna.Oni zresztą nie są Mamutoi, są Sungaea.Rozmawialiśmy o tym.Wiedzieliśmy, że zechcesz pomóc.Poszliśmy w tym kierunku i pójdziemy razem z tobą.Może, dzięki koniom, uda nam się dojść w jeden dzień, zamiast w dwa [ Pobierz całość w formacie PDF ]