[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.— Mam nadzieję — syknął Ojko.Pięli się teraz coraz wyżej, dziwnie postrzępione szczyty gór piętrzyły się nad nimi z każdą godziną bliżej, ledwie widoczne między koronami świerków i modrzewi.Szukając wsi o nazwie Porostek, wdrapali się krętą ścieżką po zboczu, podziwiając rozciągające się u swych stóp krajobrazy.Osada przycupnęła na stoku, ponad lasem; na okolicznych soczyście zielonych łąkach pasły się owce.Mieszkańcy tradycyjnie uciekli przed przybyszami, chowając się w swych kamiennych domach, tylko jakaś młoda panna nie wiedziała, jak należy się zachować na widok obcych rycerzy, i została, wieszając pranie.Nuciła piosenkę i nie zauważyła, jak jej matka i sąsiedzi w popłochu kryją się w budynkach, wciągając za sobą tyle dzieci, ile zdołali pochwycić.— Witam, dobrego dnia życzę panience — Mietek lekko skinął głową.— Szukamy pana Wiedźmiła.— A dzięki.Kowala szukacie, panie? On na końcu sioła, ostatnie chaupe ma, tam kuźnia, znać od razu.Machnęła ręką w stronę szczytu, odwracając się przy tym, i dopiero teraz spostrzegła, że osada jest zupełnie pusta, nie licząc kilkorga zapomnianych czy zawieruszonych dzieci, przyglądających się z ciekawością jeźdźcom.Zawstydziła się, spłonęła rumieńcem, dygnęła i uciekła do szopy.Rycerze pojechali więc dalej, wznoszącą się łagodnie dróżką, mając po prawej stronie zabudowania wsi, a po lewej zielone pastwiska.Na widok aż czterech koni naraz owce podnosiły łby.Ostatnia zagroda rzeczywiście należała do kowala, otwarty na drogę solidny budynek kuźni był rozświetlony bijącym od paleniska czerwonym blaskiem.Wyglądał tajemniczo i niepokojąco, jak przystało na kuźnię.Wędrowcy z trudem zsunęli się z siodeł.— Hop, hop! — zawołał Mietek, nieśmiało zaglądając do środka.— Mieliśmy znaleźć mędrca, nie kowala.O co tu chodzi? — mruczał pod nosem Ojko do Wieszka.— Nawet największą mądrość trzeba czymś karmić, żeby nie zdechła — odezwał się niski, ochrypły głos tuż obok nich.Zaskoczeni spojrzeli w dół, skąd dobiegał.Mężczyzna wzrostu kilkuletniego dziecka, posiadacz niepowtarzalnej brody i łysej czaszki, patrzył na nich przenikliwie spod krzaczastych brwi.— Jak rozumiem, nie przyjechaliście w te urocze okolice, żeby podkuć swoje piękne konie, pozwolicie więc, że chłopak je zabierze.Nie spuszczał z nich wzroku, ale chwilami jego spojrzenie stawało się w znajomy sposób nieobecne.— Nigdyś! — krzyknął nadspodziewanie głośno.— Nigdyś! Gdzie się szwendasz, nicponiu.Zabierz wierzchowce panów na stajnię, rozsiodłaj, oporządź, niech sobie odpoczną zwierzątka, bo nam tu pewnie dłużej zejdzie.Podrostek niemal dwukrotnie wyższy od swego chlebodawcy wypadł z podwórza, z ukłonem przejął wodze od Wieszka i Ojka, i ruszył z powrotem.Mietek tymczasem odwiązał Bronkę od siodła.— Nie sądzę, by był ci potrzebny miecz, a tym bardziej dwa.Nie, żebym się sprzeciwiał twojej woli… — odezwał się kowal.— Chodźcie, chodźcie — rzucił, gdy chłopak zjawił się po pozostałe konie.Ruszył przez kuźnię na podwórze, a przybysze podążyli za nim.— Liszko! Mamy gości, słońce! Bądź tak dobra i podaj cztery kufelki na ganek! — zawołał, zbliżając się do niewielkiego domku.Tu w górach było jeszcze znacznie chłodniej niż na południowych nadmorskich nizinach, jednak karłowaty mędrzec miał na sobie tylko krótką skórzaną spódniczkę i kamizelkę zarzuconą na kudłaty tors.Wprowadził rycerzy na dobudowany do kamiennej chaty drewniany ganek, gdzie znajdował się stół, dwie ławy i kilka stołków.— Siadajcie, moi drodzy.Zaraz dostaniecie piwo.— Piwo? — żywo zainteresował się Mietek, pomagający Ojkowi dokuśtykać do ławki.— Prawdziwe?— Jest też ser owczy, mleko i smalec.Witajcie na północy! — kowal uśmiechnął się szeroko, a Mietkowi zaszkliły się oczy.Nadeszła pani domu, kobieta mocno zbudowana, o ostrych rysach, ale na swój sposób ładna.Trzymała się prosto, poruszała zdecydowanie i wydawała się niemal wystrugana z drewna.Postawiła na stole kufle przyglądając się gościom podejrzliwie.— Panowie, oto moja piękna żona — Eliza.Czarodziej czule objął kobietę za kolana.Jej twarz na chwilę nieco wygładził lekki uśmiech, ale wydawała się zaniepokojona.Porozumiała się wzrokiem z mężem.— Witamy w naszych skromnych progach.Czym chata bogata, tym rada — odezwała się niskim, dźwięcznym głosem i, raz jeszcze rzucając spojrzenie kowalowi, odeszła do wnętrza domu.— Taaak — westchnął gospodarz, pociągając łyk gęstego, złotego płynu.— Więc zacznijmy od początku.Nie każdy wie o moim małym hobby.Ale wy nie wiedzieliście o moim zawodzie.Kto was do mnie przysłał?— Jestem Mieczysław, syn Mścisława z Wielgolasu, a moi towarzysze to Ojcumił z Drużbina, syn Radymira, i Wieszko z Poraju.Pewien czarodziej powiedział, że tylko pan może nam pomóc — wyjaśnił Mietek.— Nazywał się… właściwie nie mam pojęcia, jak się nazywał.Leczył rannych na polu bitwy, miał siwą brodę…Zamilkł.Ojko syknął i uniósł oczy ku dachowi ganku.— No, a w czym miałbym pomóc?— Zaraz! Wierzysz mu? — spytał syn Pismodzierżcy zaskoczony.— Mój drogi, gdyby ktoś chciał mnie oszukać, wymyśliłby imię tego mędrca.Poza tym widzę to i owo, nie zapominaj…— W tej macierzy? — odgadł Mietek, zadowolony z siebie.— Wiem, że do niej zaglądasz.Widzę po oczach.— Od tego tu jestem — zauważył kowal.— A teraz ja słucham — wy mówicie.— To jest Bronka.Kiedyś mówiła i latała.Miała ten, jakiś tam magnezm.Ale teraz ciągle zasypia, mało mówi i nie lata.Jest zgięta, jak widać, ale tamten czarodziej mówił, że w środku ma pęknięcie, i że jak szybko nie otrzyma pomocy to umrze.Pan Wiedźmił wyciągnął rękę i młodzieniec podał mu miecz.Przez chwilę mędrzec trzymał go w dłoniach wpatrując się w klingę.— No, mała, nie bój się.Nie jestem alchemikiem — mruknął.— A jaka jest różnica? — spytała Bronka.Mężczyzna uśmiechnął się.— Alchemik chce poznać strukturę, a mędrzec naturę.Dlatego, żaden mędrzec nie zniszczy niczego, żeby to poznać.— I natura wystarczy? — zainteresował się Mietek.— Struktura i natura są powiązane i zależne od siebie.Znając naturę — znam i strukturę.Znając strukturę można również domyślać się, czy odgadywać naturę, w zasadzie na podstawie wcześniejszych doświadczeń.Jednak jest to niedoskonała metoda.Działanie od końca.— Aha… — grzecznie odparł rycerz.— Hmmm… Zbadałem przepływ energii w waszej koleżance, wiem gdzie i jak jest zaburzony, więc wiem już gdzie i jak jest popsuta.A można wiedzieć, jak do tego doszło?— Byłam na wojnie — odparła Bronka, być może z nutką dumy w głosie [ Pobierz całość w formacie PDF ]