[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale ta historia byla za dluga, zbyt meczaca i za bardzo skazona jego wlasnymi bledami i slabosciami.Nie mogl jej opowiedziec.Wyznalby ja Esmenet, ale to przeciez dziwka.Bezwstydnicy nie ma co sie wstydzic.-Dobrze - powiedzial bez tchu.Szarpnal linki.- Wysluzony, podarty, ale daje oslone przed deszczem.Xinemus na szczescie nie nalegal.Podeszli do trzech ludzi przy ognisku.Dwaj byli kapitanami garnizonu z Attrempus, towarzyszami broni marszalka.Starszy, Dinchases - albo Krwawy Dench, jak go nazywano - towarzyszyl Xinemusowi, odkad Achamian siegal pamiecia.Mlodszy, Zenkappa, byl niewolnikiem z Nilnameshu; Xinemus odziedziczyl go po ojcu i uwolnil za zaslugi na polu chwaly.Obaj, o ile Achamian sie orientowal, byli dobrymi ludzmi.Trzeci, Iryssas, byl najmlodszym synem jedynego zyjacego stryja Xinemusa i, zdaje sie, majordomusem domu Krijatesow.Ale zaden nie zwrocil uwagi na ich nadejscie.Byli albo zbyt pijani, albo zbyt pochlonieci dyskusja.Dinchases opowiadal jakas historie.-Potem ten wielki, Thunyeri.-Pamietacie Achamiana, durnie?! - zawolal Xinemus.- Drusasa Achamiana?Trzej oficerowie odwrocili sie, wycierajac oczy i hamujac smiech.Zenkappa uniosl czare, ale Dinchases przygladal sie Achamianowi z ukosa, a Iryssas zmierzyl go spojrzeniem pelnym jawnej wrogosci.Dinchases spojrzal na pochmurna twarz Xinemusa, po czym niechetnie uniosl puchar.Razem z Zenkappa pochylili glowy, ulali pare kropel trunku na obiate.-Witaj, Achamianie - powiedzial Zenkappa z autentyczna sympatia.Jako dawny niewolnik byl swobodniejszy w obcowaniu z pariasami.Dinchases i Iryssas pochodzili z klasy arystokratow - Iryssas z najszlachetniejszej.-Widzialem, ze rozbijasz namiot - zauwazyl Iryssas od niechcenia.Mial czujne, przenikliwe spojrzenie niebezpiecznego pijaka.Achamian nie odpowiedzial.-Wiec przypuszczam, ze powinienem przywyknac do twego towarzystwa, prawda, Achamianie?Achamian spojrzal mu prosto w oczy.-Chyba tak.Xinemus spiorunowal kuzyna spojrzeniem.-Szkarlatne Wiezyce biora udzial w swietej wojnie, Iryssasie.Powinienes radosnie powitac Achamiana.Tak jak ja.Achamian od lat byl swiadkiem takich rozmow.Wierni usiluja uzasadnic swoja fascynacje czarnoksieznikami.Argument jest zawsze ten sam: sa uzyteczni.-Moze masz racje, kuzynie.Wrogowie naszych wrogow, co? - Conriyanie byli zazdrosni o tych, ktorych nienawidzili.Po stuleciach wasni z Wysokim Ainonem i Szkarlatnymi Wiezycami zdobyli sie jednak na niechetna aprobate powiernikow.Nadmierna, jak twierdzili kaplani.Jednak ze wszystkich szkol tylko powiernicy, dysponujacy gnoza Starozytnej Polnocy, stanowili godnych przeciwnikow dla Szkarlatnych Wiezyc.Iryssas uniosl puchar i wylal jego zawartosc na ziemie u swoich stop.-Niech bogowie napija sie do syta, Drusasie Achamianie.Niech uczcza potepionego.Xinemus zaklal i kopnal drwa.Chmura iskier i popiolu ogarnela Iryssasa, ktory odskoczyl z krzykiem, instynktownie dotknal wlosow i brody.Xinemus skoczyl za nim.-Co powiedziales?! Co powiedziales?! - ryknal.Choc nie tak wspaniale zbudowany jak Iryssas, powalil go na kolana jak dziecko, pognebil przeklenstwami i uderzeniami otwartej dloni.Dinchases spojrzal przepraszajaco na Achamiana.-Nie myslimy jak on - powiedzial.- Jestesmy pijani jak wszyscy diabli.Zenkappa uznal, ze to zbyt smieszne, by mogl dalej siedziec.Przewrocil sie na ziemie, wyjac ze smiechu.Nawet Iryssas sie smial, choc ponuro, jak upokorzony przez zone pantoflarz.-Wystarczy! - zawolal do Xinemusa.- Przepraszam! Przepraszam!Achamian, oszolomiony bezczelnoscia Iryssasa i gwaltownoscia reakcji Xinemusa, przygladal sie tej scenie z otwartymi ustami.Potem zdal sobie sprawe, ze jeszcze nigdy nie widzial Xinemusa w towarzystwie jego zolnierzy.Iryssas wrocil na swoje miejsce, z rozwichrzonymi wlosami i sladami popiolu w czarnej brodzie.Jednoczesnie usmiechniety i zachmurzony, pochylil sie ku Achamianowi.On mi sie klania, zrozumial Achamian, ale jest zbyt leniwy, zeby dzwignac zadek.-Przepraszam - powiedzial Iryssas.- I lubie cie, Achamianie, choc jestes - rzucil szybkie spojrzenie na swego zwierzchnika i kuzyna - przekletym czarnoksieznikiem.Zenkappa znow wybuchnal smiechem.Achamian odwzajemnil uklon.Zdal sobie sprawe, ze Iryssas nie potrafi nienawidzic cala dusza.Mogl na zmiane gardzic i zachwycac sie ta sama osoba.Tacy ludzie zawsze sa zwierciadlem prawosci lub nieprawosci swych panow.-Glupcze! - krzyknal na niego Xinemus.- Spojrz sobie w oczy! Krzywe jak dziura w malpim zadku!Kolejny paroksyzm smiechu.Tym razem Achamian sie mu nie oparl.Ale smial sie dluzej od innych, jakby opadly go demony.Po policzkach pociekly mu lzy ulgi.Jak dawno.?Pozostali ucichli, czekajac, az odzyska panowanie nad soba.-Minelo zbyt duzo czasu - wykrztusil wreszcie.Wydal drzace westchnienie.Lzy nagle go zapiekly.-O wiele za duzo - odpowiedzial Xinemus, przyjaznie kladac mu dlon na ramieniu [ Pobierz całość w formacie PDF ]