[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jesli pominac obita twarz, Serwe wygladala dobrze, wrecz swietnie.Brzuch zaokraglil jej sie pod hasas, a biodra nadal pozostaly waskie, czego Esmenet mogla jej tylko pozazdroscic.Setki pytan cisnely sie jej na usta.Czy bola ja plecy? Jak czesto sika? Czy krwawi? Nagle zdala sobie sprawe, ze Serwe musi byc przerazona, nawet pod opieka Kelihusa.Pamietala wlasny strach mieszajacy sie z radoscia.Ale ona byla z tym lekiem sama.Calkiem sama.-Na pewno jestescie glodni jak wilki! - stwierdzila.Serwe bez przekonania pokrecila glowa, na co Esmenet i Kellhus zgodnie wybuchneli smiechem.Serwe zawsze byla glodna - jak to ciezarna kobieta.Na chwile jej oczy odzyskaly dawny blask.-Ciesze sie, ze was widze - powiedziala Esmenet.- Bo do tej pory mialam do oplakiwania nie tylko Achamiana.Zblizal sie zmierzch, poszla wiec nazbierac drewna - glownie zbielaly na kosc chrust wyrzucony na brzeg rzeki.Kellhus usiadl przed watlym ogniskiem, Serwe oparla glowe o jego ramie.Wlosy pojasnialy jej od slonca, z zaczerwienionego - jak zwykle - nosa luszczyla sie skora.-W tym miejscu rozpalilismy ogien zaraz po przybyciu do Shigeku stwierdzil Kellhus.Esmenet zamarla z nareczem chrustu, a Serwe zawolala z entuzjazmem:-Zgadza sie! - Powiodla wzrokiem po opustoszalych wzgorzach, spojrzala na ciemniejaca nieopodal rzeke.- Ale wszystko inne zniknelo.Nie ma namiotow, nie ma ludzi.Esmenet z namaszczeniem dokladala do ognia patyk po patyku.Pilnowanie ogniska z wolna stawalo sie jej obsesja; tylko nim mogla sie opiekowac.Czula na sobie delikatne, lecz badawcze spojrzenie Kellhusa.-Niektorych ognisk nie da sie rozpalic po raz drugi - powiedzial.-To sie pali doskonale - odmruknela.Zamrugala, otarla lzy, pociagnela nosem.-Co tworzy domowe ognisko? Ogien? Czy rodzina, ktora go podtrzymuje?-Rodzina - odparla po chwili z dziwna obojetnoscia.-My jestesmy ta rodzina.- Przekrzywil glowe i zajrzal w jej twarz.I ty o tym wiesz.Achamian tez o tym wie.Nogi sie pod nia ugiely.Potknela sie, usiadla ciezko i znow zaczela plakac.-A-ale ja mu-musze tu zostac.Mu-musze na niego cze-czekac.Czekac, az wroci.do domu.Ukleknal, ujal palcami jej brode i uniosl.Na lewym policzku mial blyszczacy slad lzy.-My jestesmy tym domem - powiedzial i, o dziwo, te slowa wszystko wyjasnily.Przy kolacji objasnil jej wszystkie wydarzenia minionego tygodnia.Zawsze byl niezwyklym gawedziarzem i na jakis czas Esmenet bez reszty zagubila sie w zawilosciach bitwy pod Anwuratem.Serce glosno jej walilo, kiedy opisywal pozar w obozie i szarze Khirgwich; smiala sie i klaskala nie mniej od Serwe, kiedy opowiadal o obronie swazondowego sztandaru, ktora w jego relacji sprowadzala sie do ciagu niewiarygodnie fortunnych omylek.Nie mogla sie nadziwic, ze taki wspanialy czlowiek - prorok! - zadaje sie z nia, Esmenet, dziwka z sumnickich slumsow.-Nie masz pojecia, Esmi, jaki czuje spokoj, widzac, jak sie usmiechasz - powiedzial.Przygryzla warge i rozesmiala sie przez lzy, on zas spowaznial i mowil dalej.Opowiadal o poscigu za poganami.O tym, jak Gotian przyniosl do ogniska glowe Skaurasa.Jak armia swietej wojny zajela caly poludniowy brzeg rzeki; od delty daleko w glab pustyni zaplonely poganskie swiatynie.Esmenet widziala dymy.Dlugo siedzieli w milczeniu, wsluchani w trzaskanie ognia lapczywie pozerajacego chrust.Niebo - jak zawsze - bylo czyste, wygwiezdzona kopula zdawala sie nie miec granic, ksiezyc srebrzyl wieczna Sempis.Ile nocy spedzila na takich rozmyslaniach? O niebie, o rozleglych krajobrazach, o tym, ze ja przytlaczaja, przerazaja swoja niewyobrazalna obojetnoscia, przypominaja, ze ludzkie serca to nic innego jak trzepoczace na wietrze szmatki.Kiedy powieje silniej, ulatuja w bezkresna czern; kiedy wiatru nie ma, wiotczeja.Jakie Akka mial szanse?-Doszly mnie wiesci od Xinemusa.- odezwal sie w koncu Kellhus.- Wciaz szuka.-Czyli jest nadzieja?-Zawsze jest nadzieja - odparl glosem, ktory jednoczesnie podnosil na duchu i mrozil krew w zylach.- Pozostaje nam czekac.Zobaczymy, co znajdzie.Esmenet nie mogla wykrztusic slowa.Zerknela na Serwe, ale dziewczyna unikala jej wzroku.Oboje uwazaja, ze juz po nim.Wiedziala swoje.Nadzieja zgasla, taki juz byl ten swiat, ale smierc Achamiana nie miescila sie jej w glowie.Jak mozna myslec o koncu wszelkich mysli?Akka by sie.-Chodz - rzekl Kellhus tonem czlowieka, ktory wie, czego chce [ Pobierz całość w formacie PDF ]