[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ten gest Conphasa uspokoił, jakby przypomniał mu wszystkie metody uśmiercenia czarnoksiężnika.- Zadałem ci proste pytanie.Proste?! - pomyślał Achamian.Co wiedział o Kellhusie? Bardzo mało, oprócz tego, że budził jego zachwyt tym, kim był, i przerażał go tym, kim mógłby się stać.Anasűrimbor powrócił.- Czy to ma coś wspólnego z twoim „niezwykłym szpiegiem”? - spytał.Conphas gwałtownie stanął.Albo zdumiała go głupota tego pytania, albo podejmował decyzję.Oni naprawdę się boją.Arcygenerał parsknął, jakby zdumiony, że martwi go, co ten niechlujny powiernik mógłby pomyśleć o tajemnicach cesarza.- Zupełnie nic.- Uśmiechnął się szyderczo.- Powinieneś się uczesać, czarnoksiężniku - dodał, ruszając przed siebie.- Spotkasz samego cesarza.* * *Cesarz znajdował się w sercu Wyżyn Andiamińskich, w sali, którą od wieków nazywano Komnatą Prawdy.Na ścianach w żelaznych stojakach czekały narzędzia Prawdy.Komnata miała niski sklepiony sufit, a oświetlały ją lśniące piecyki rozstawione tu i tam.Cesarzowi towarzyszyli Cememketri i dwaj inni starsi rangą magowie w czarno-złotych szatach Cesarskiego Saiku, Czarnoksiężników Słońca; Gaenkelti i Tokush, nadal w ceremonialnej zbroi, z twarzami zesztywniałymi ze strachu, że cesarz w końcu oskarży ich o odpowiedzialność za tę oburzającą zdradę; Kimish, śledczy, który lepiej znał się na bólu niż na ludziach; Skaleteas, mysunsai w błękitnej szacie, którego wezwał Gaenkelti; jego starzejąca się twarz nosiła wyraz jawnego zdumienia.I, oczywiście, dwaj ozdobieni niebieskimi tatuażami kusznicy z Gwardii Etohijskiej, z chorae wycelowanymi w zapadniętą pierś pierwszego doradcy.Skeaös rozebrany do naga został przykuty do drewnianej ławy, wygiętej jak połowa koła.Drewno było ciemne i gładkie - wypolerowane przez wiele ciał.W uchu starca zakrzepła krew.Długie pasma białych włosów otaczały jego poznaczone żyłami czoło i zapadnięte policzki.- Jakże odmienny Skeaös - szepnął cesarz, splatając drżące ręce.Pierwszy doradca zachichotał cicho.Xerius opanował przerażenie, poczuł, że rysy jego twarzy twardnieją.Furia.Tu potrzebna jest furia.- Co powiesz? - zwrócił się do Kimisha.- Został już poddany krótkiemu przesłuchaniu, Boże Ludzi.Zgodnie z protokołem.Czy w jego głosie brzmiało podniecenie? Kimish, w przeciwieństwie do wszystkich zebranych, nie dbał o to, że na jego ławie znalazł się sam cesarski doradca.Obchodził go jedynie własny fach.Intrygi, oszałamiające konsekwencje nie miały dla niego żadnego znaczenia.Xerius lubił go za to, choć czasami Kimish go irytował.W przypadku śledczego była to pożądana cecha.- I.? - spytał Xerius, którego głos natychmiast się załamał.Każda jego emocja natychmiast się rozrastała.Rozdrażnienie przechodziło we wściekłość.Mała uraza w cierpienie.- Nie przypomina znanych mi ludzi.Natomiast niepożądaną cechą Kimisha było jego zamiłowanie do dramatyzmu.Wypowiadał się zwięźle, jakby był solistą, a cały świat - chórem.Zazdrośnie strzegł istoty rzeczy, by spotęgować napięcie.- Pozyskiwanie odpowiedzi to twoje zadanie - warknął Xerius.- Czy muszę przesłuchiwać śledczego?Kimish wzruszył ramionami.- Czasami lepiej pokazać, niż opowiadać - oznajmił.Ze stojaka za ławą wziął małe kleszcze.- Proszę patrzeć.Ukląkł i ujął stopę doradcy.Powoli, ruchem znudzonego fachowca wyrwał mu paznokieć.Nic.Żadnego krzyku.Starzec nawet nie drgnął.- Nieludzkie - szepnął cesarz, cofając się.Inni stali w oszołomieniu.Xerius spojrzał na Cememketriego, który pokręcił głową, a potem na Skaleteasa, który powiedział cicho:- Tu nie ma czarów, Boże Ludzi.Xerius odwrócił się gwałtownie do Skeaösa.- Kim jesteś?! - krzyknął.Stara twarz uśmiechnęła się.- Kimś więcej, Xeriusie.Jestem kimś więcej.Nie był to głos Skeaösa, lecz dziwnie rozwarstwiony dźwięk, jakby wydało go wiele gardeł.Cesarz poczuł, że ziemia kołysze się mu pod stopami.Przytrzymał się Cememketriego, który mimowolnie się cofnął przed jego chorae.Xerius w głowie miał huragan Cesarski Saik! To oni.Posiadacze tajemnej wiedzy i tajemnych pragnień.Tylko oni mieli środki.Tylko oni mieli narzędzia.- Kłamiesz! - krzyknął do wielkiego mistrza.- To musi być magia! Czuję ją! Czuję, jak zatruwa powietrze! W tej komnacie śmierdzi magią! - Cisnął przestraszonego Cememketriego na ziemię.- To ty kupiłeś tego niewolnika! - wskazał Skaleteasa, któremu twarz poszarzała.- Ty psie! Czy to twoje dzieło? Saik będzie Szkarłatnymi Wieżycami Zachodu, tak? Chcecie z cesarza zrobić marionetkę!Zamilkł, bo w drzwiach stanęli Conphas i uczony powiernika.Dwaj magowie podnieśli wielkiego mistrza.- Te oskarżenia, stryju.- odezwał się ostrożnie Conphas - mogą być nieco pospieszne [ Pobierz całość w formacie PDF ]