[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Wszystko jedno.– Wzruszył ramionami i zaczął brzdąkać na gitarze.Kate rozejrzała się i jej wzrok padł na stojącą na stoliku fotografię.Wzięła ją do ręki.Przedstawiała wysokiego i szczupłego mężczyznę ze zniszczoną twarzą i ogromną plerezą czarnych, przesadnie gładko zaczesanych do tyłu włosów.Z warg zwisał mu papieros, w rękach trzymał gitarę.Spojrzała pytająco na Aleksa, który nie spuszczał z niej wzroku.– Twój ojciec?– Jedyny i niepowtarzalny Freddy „Hot Rod” Ford – kiwnął głową.– Wcale niepodobny do Johnny’ego Casha.– Wiem.Bardziej już do Hanka Williamsa seniora.Odstawiła fotografię i znowu zaczęła rozglądać się po pokoju.– Niezbyt ciekawe życie, co? – powiedział.Spojrzała na niego i stwierdziła, że wciąż się w nią wpatruje.– Ale praca agenta Secret Service niezbyt służy życiu domowemu.– Nie przejmuj się – rzekła z uśmiechem.– Nie poluję na twoje pieniądze.– I całe szczęście.Oparła się plecami o kanapę i sącząc wolno colę, powiedziała:– Alex, musisz się spotkać z Oliverem.Przypominam, że porwano kobietę.– To wezwij FBI.Chociaż myślę, że mają teraz na głowie zupełnie inne porwanie.– Ale oni chcą ciebie.– Spójrz na mnie, Kate.– Wskazał palcem na siebie.– Gdyby zaginęła ci siostra, chciałabyś, żebym to ja się tym zajął?– Tak.– Gówno prawda!– Alex, proszę cię.Możesz się z nimi spotkać?– Nie, nie mogę.– Dlaczego nie?– Nie muszę się tłumaczyć ani tobie, ani nikomu innemu.Odstawiła szklankę i wstała z miejsca.– Przykro mi, że tak do tego podchodzisz.Ruszyła do wyjścia, ale położył jej rękę na ramieniu i odwrócił ku sobie.– Spieprzyłem sprawę, Kate.Nie wykonałem zadania.– To nie była twoja wina.Omal cię nie zabili.– Nie, wydymali mnie jak żółtodzioba.Ochroniarz o bliskowschodnich rysach akurat przypadkowo wychodzi ze szpitala? I przypadkowo jest gotów zaryzykować życie, żeby tylko mi pomóc, a ja pozwalam sukinsynowi spokojnie odejść z prezydentem Stanów Zjednoczonych na rękach?– Wcale nie pozwoliłeś mu spokojnie odejść.Przecież się zorientowałeś.– Tak, tylko że o jakieś sześćdziesiąt sekund za późno, a to w tym zawodzie nie ma prawa się zdarzyć.– Oparł się plecami o ścianę.– Pamiętasz, co mi powiedział Clint Hill, ten ochroniarz Kennedy’ego?– Że nie masz się na nim wzorować, bo on utracił swojego prezydenta.– Otóż to.I teraz wiem dokładnie, co miał wtedy na myśli.ROZDZIAŁ 59Choć od zniknięcia prezydenta Carter Gray niemal nic zmrużył oka, wciąż nie bardzo miał się czym pochwalić.Minęło już trzydzieści sześć godzin i siedział właśnie przy stole w sali konferencyjnej w NCW naprzeciw przykutego do krzesła i pilnowanego przez dwóch uzbrojonych strażników człowieka, podającego się za Farida Szaha.Potwierdzały to też posiadane przez niego dokumenty.Grayowi, który nie miał wątpliwości, że są fałszywe, udało się go wyrwać ze szponów FBI głównie dlatego, że w swoim dossier miał wystarczająco dużo brudów na temat dyrektora FBI.– Farid Szah z Indii – powtórzył Gray.– Ale nie jesteś przecież Hindusem.– Ojciec był Hindusem, matka Saudyjką.Jestem podobny do niej – odparł spokojnie więzień.Jego zranione ramię było obandażowane i przytwierdzone bandażem do ciała.Nie chcieli mu pozwolić na temblak, bo dzięki niemu łatwo popełnić samobójstwo.– Hindus żeni się z muzułmanką?– Wśród miliarda ludzi zdarzają się różne dziwactwa.– A w jaki sposób dostałeś się z Indii do Ameryki?– Ameryka to kraj wielkich możliwości – odparł wymijająco.– To muzułmanie angażują teraz Hindusów do działalności terrorystycznej?– Jestem praktykującym muzułmaninem.Na pewno widzieliście, jak odmawiam w celi salat, prawda?– Wie pan co, panie Szah? Wygląda mi pan jakoś znajomo [ Pobierz całość w formacie PDF ]