[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.To było doprawdy irytujące.Najwyraźniej Margaret Huxtable postanowiła poddać próbie jego wytrzymałość.Być może także i swoją, bo była wręcz ostentacyjnie wystawiona na spojrzenia widzów.Oczywiście nie zachęcała go do spóźnienia, ale z miejsca dostrzegł, że usiadła w centralnym miejscu loży, a za sobą zostawiła puste krzesło.Nie wybrała miejsca z tyłu, gdzie oboje mogliby patrzeć na scenę spoza pleców jej krewnych.Wszystkie głowy obróciły się w jego stronę.Moreland wyglądał wyniośle, a Merton, jak zwykle, ponuro.Monty wyszczerzył zęby, jego żona otwarła wachlarz i tylko zerknęła sponad niego, księżna zaś starała się uśmiechać szczerze i serdecznie.Panna Huxtable ledwie raczyła unieść brwi.– Witam, lordzie Sheringford – powiedziała i za przykładem siostry rozłożyła wachlarz.Ukłonił się, a ona przedstawiła go siostrom.Obydwie były pięknościami, choć księżna miała chyba więcej uroku niż urody.– Niech pan siądzie przy mnie – powiedziała panna Huxtable.Podszedł ku niej i usadowił się na wskazanym krześle.Czuł się tak ostentacyjnie obserwowany, jakby przyszedł do teatru bez żadnego ubrania.Gdy siadł, uniósł jej wolną dłoń do ust.– Brawo – powiedział tak przyciszonym głosem, żeby nie słyszał go nikt prócz niej.– Chyba to było zamierzone?Nie udawała, że go nie rozumie.Uśmiechnęła się i cofnęła dłoń.– Niech cała moja rodzina się przekona, a także całe dobre towarzystwo, jak bardzo panu na mnie zależy.Nachyliła się przy tym ku niemu, nadal się uśmiechając.I znów nikt inny nie słyszał tych słów.W tym momencie zależało mu na niej tylko dlatego, że nie miał żadnej alternatywy.– Wygląda pani zdumiewająco ładnie – odpowiedział, zresztą całkiem szczerze.– Ale skoro tak jest zawsze, nie będę powtarzał tego w nieskończoność.Na szczęście ten typ urody trwa długo, nawet do późnej starości, i bardzo powoli przechodzi w wygląd jedynie przystojny.– Z pewnością wie pan, milordzie, jak zawrócić kobiecie w głowie – odparła, wachlując się energicznie.– Już się niemal w panu zakochałam.Czy taki był pański zamiar?Nie było w tym cienia sarkazmu, jedynie humor.Uśmiechała się, ale bez złośliwości.Może nie jest jednak lodowata.Należy być wdzięcznym za drobne łaskawości losu.Niemalże odwzajemnił jej uśmiech, lecz gapiło się na niego tyle par oczu, że tego nie zrobił.Z pewnością jakiś pismak mógłby to zauważyć i uznać za zażenowanie.Nie byłby z tego rad, głównie dlatego, że wcale nie czuł wstydu.Nie czuł do tej pory i nie zamierza w przyszłości.Przezornie zabrał z domu lorgnon, nim wyszedł, choć wcale tego modnego przedmiotu nie lubił i Smith musiał przejrzeć mnóstwo szuflad, nim je wreszcie znalazł.Uniósł teraz szkła do oczu i powoli powiódł wzrokiem dokoła, po rzędach lóż i po parterze, gdzie siedzieli niemal sami mężczyźni.Niektórzy pomachali do niego przyjaźnie ręką.Kilka osób otwarcie przyglądało mu się z lóż.Dużo więcej jednak odwróciło się i udawało, że są całkowicie nieświadome jego obecności.– Powinnam pana uprzedzić – powiedziała panna Huxtable akurat w chwili, kiedy przestało to być potrzebne – że pani Pennethorne siedzi w loży niemalże naprzeciw naszej, choć trochę wyżej.Elliott powiedział, że ten dżentelmen koło niej to jej mąż, a tamten, który siedzi za nią, to pan Turner, jej brat.Czyli mąż Laury, we własnej osobie.Wszyscy na niego patrzyli.Duncan opuścił lornetkę i lekko skinął głową w ich kierunku.Dobry Boże, nic dziwnego, że podniósł się tak głośny szmer, gdy wszedł do loży Morelanda.Karolina prawie się nie zmieniła przez te pięć lat.Wyglądała tak ślicznie i delikatnie jak zawsze.Norman z pewnością trochę utył, ale nadal robił wrażenie nudziarza i jak zwykle ostre rogi wykrochmalonego kołnierza koszuli zdawały się grozić mu wybiciem oczu.Randolph Turner, choć przystojny i jasnowłosy, był tak blady, jakby ktoś wytoczył z niego całą krew.Czy mąż Laury spodziewa się, że dobre towarzystwo oczekuje, by z odległości dwudziestu kroków posłał Duncanowi kulkę między oczy w jakiś mroźny poranek, tak żeby legł w kałuży krwi?Żadne z nich trojga nie odpowiedziało na jego skinienie.– Można by niemal sądzić, panno Huxtable – powiedział, opuszczając lorgnon zawieszony na czarnej wstędze i biorąc Margaret za dłoń, którą położył na mankiecie swojej koszuli, przytrzymując ją drugą ręką – że pani to wszystko zaaranżowała.Całkiem jak w sztuce, nieprawdaż?– Byłoby to wcale chytre z mojej strony.– Zaśmiała się.– Czy lubi pan sztuki Goldsmitha?– Odpowiem na to pytanie po obejrzeniu przedstawienia.Nie mógł się jednak na nim skoncentrować.Czuł wyraźnie ciepło jej dłoni, widział wysmukłość palców i doskonale owalne, krótko przycięte paznokcie.Była bardzo atrakcyjną kobietą.Sypianie z nią nie stanowiłoby problemu, gdyby się pobrali.Doskonale wiedział, że jej rodzina siedzi tuż przy nim i patrzy przed siebie w milczeniu, ale nie był pewien, czy na niego, czy na spektakl, bo wszyscy znajdowali się z tyłu.Doskonale też wiedział, że widzowie będą mieli dużo bardziej interesujący temat do rozmów dzisiejszej nocy niż sztuka, jaka się rozgrywała na scenie [ Pobierz całość w formacie PDF ]