[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.No i ciekawie było obejrzeć kobietę, która sprzątnęła Edgecombe'a sprzed nosa Portii Hunt.Fakt, widział ją już wcześniej, ale dopiero dziś dostrzegł jej wybitną urodę; szczupła, wyrazista twarz jakby rozświetlona od wewnątrz, ciemne włosy lśniące w blasku świec.Spojrzał na pannę Martin, kiedy bisy dobiegły końca.Podpierała brodę zaciśniętymi dłońmi, a oczy jej błyszczały wzruszeniem i dumą.Nauczycielki z jej szkoły nieźle sobie radzą w sferze matrymonialnej, pomyślał.To musi być naprawdę świetna szkoła, skoro uczą w niej tak czarujące i utalentowane osoby.W oczach panny Martin lśniły łzy wzruszenia; odwróciła się, pewnie szukając Susanny, żeby podzielić się z nią swoją radością.Joseph pochylił się do niej, chcąc jej zaproponować, żeby usiadła z nimi przy kolacji.Ale zanim zdążył coś powiedzieć, ona złapała go gorączkowo za ramię.– Idzie tu ktoś, z kim nie mam ochoty rozmawiać – oznajmiła.Uniósł brwi.Większość gości zmierzała już do jadalni, ale faktycznie, jeden człowiek szedł w przeciwną stronę, najwyraźniej kierując się do nich.Joseph znał go z widzenia.Spotkał go kiedyś u White'sa.Przyjechał niedawno ze Szkocji, nazywał się McLeith, czy jakoś tak.Był szkockim księciem.A więc panna Martin go zna – ale nie chce z nim rozmawiać?Ciekawe.Czyżby to miało jakiś związek z jej życiowym rozczarowaniem z młodości?Położył rękę na jej dłoni, chcąc jej dodać otuchy.Niestety, było już za późno, żeby uniknąć spotkania z tym człowiekiem.Rozdział 5Claudia miała już okazję poznać wicehrabiego Ravensberga i jego żonę.Spotkała ich wcześniej z okazji dwóch ślubów.Anne Jewell wyszła za brata wicehrabiego, a Susanna – za kuzyna wicehrabiny.Przyjemnie więc było zobaczyć znajome twarze, zwłaszcza że to oni pierwsi ją rozpoznali i podeszli, żeby porozmawiać.Frances i Lucius przeszli już do salonu muzycznego, żeby w spokoju przygotować się do koncertu, a Susanna i Peter zajęci byli witaniem gości przy drzwiach.Wcale nie należy do przyjemności stać samotnie pośrodku sali balowej i udawać, że człowiek świetnie się bawi.Natychmiast polubiła ciotkę i wuja wicehrabiny, bo mimo książęcego tytułu zachowywali się bardzo uprzejmie i starali się nie wykluczać jej z rozmowy.To samo mogła powiedzieć o hrabiostwie Kilbourne'ach, którzy właśnie dołączyli do grupki.Nie miała nawet nic przeciwko obecności markiza Attingsborough.W końcu to jeszcze jedna znajoma twarz, a przecież była przekonana, że nie będzie tu znać nikogo.Rzecz jasna, markiz wyglądał jeszcze wspanialej niż zwykle w swoim granatowosrebrnym stroju wieczorowym i śnieżnobiałej lnianej koszuli.Kiedy tak z nimi stała, przez chwilę z rozbawieniem obserwowała otoczenie.Oto nie było wokół niej ani jednej osoby, która nie nosiłaby jakiegoś arystokratycznego tytułu, a tymczasem ona całkiem dobrze się wśród nich czuła.Będzie to musiała ze szczegółami opowiedzieć Eleanor po powrocie do domu, na pewno obie się z tego szczerze uśmieją.Ale chwilowe rozbawienie szybko zamieniło się w skrępowanie, gdy księżna Portfrey zasugerowała, że warto już zająć miejsca, a markiz zapytał ją, czy chce usiąść obok niego.W zasadzie nie miał innego wyboru, skoro Claudia została wśród ich rodzinnej grupki, zamiast oddalić się po początkowej wymianie uprzejmości, jak to powinna była zrobić.Mój Boże, wezmą ją za osobę, która w ogóle nie umie się zachować w towarzystwie.Wymyśliła więc na poczekaniu tę niezgrabną wymówkę, że musi się czymś zająć.Oczywiście, że zaraz znajdzie sobie zajęcie.Upewni się, czy Flora i Edna będą miały miejsca z tyłu sali, kiedy już wszyscy goście usiądą.I zostanie tam z nimi mimo gróźb Petera.Edna kiedyś śpiewała w szkolnym chórze prowadzonym przez Frances, więc nie posiadała się z radości, że usłyszy swoją dawną uwielbianą nauczycielkę na prawdziwym koncercie.Florę bardziej ekscytowała możliwość oglądania tylu bogatych, wysoko urodzonych osób ubranych w piękne wieczorowe stroje.Ale Claudii nie udało się zrealizować tego planu.Nie należała do osób, które chodzą ze spuszczoną głową, toteż zmierzając w stronę drzwi z miejsca, gdzie stała wcześniej, celowo rozglądała się wokół, zastanawiając się, czy zna kogoś jeszcze wśród zaproszonych gości.Szczerze wątpiła, żeby tak było.Ale okazało się inaczej.Oto w głębi sali, na lewo od miejsca, gdzie się znajdowała, siedziała lady Freyja Bedwyn, obecnie markiza Hallmere, i prowadziła ożywioną rozmowę z siedzącym obok bratem, lordem Aidanem Bedwynem, i jego żoną – ich także Claudia poznała na przyjęciu weselnym w Bath z okazji ślubu Anne.Markiz Hallmere zajmował miejsce z drugiej strony żony.Claudia natychmiast zapieniła się ze złości.Od tego pamiętnego popołudnia, kiedy to uniesiona oburzeniem odeszła z pracy w Lindsey Hall, jeszcze kilka razy miała nieprzyjemność spotkać lady Hallmere [ Pobierz całość w formacie PDF ]