[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Co my możemy zrobić? – zapytał wprost DeLuca.– To jest właśnie najgorsza część wszystkiego.Johnny pomyślał, że to żart.Nic gorszego nie mogło ich już spotkać.– Jakoś sobie poradzimy.– DeLuca był zdecydowany.– Macie zejść do tunelu i schwytać generała Vinha.Jest dowódcą miejscowego zgrupowania Armii Północnego Wietnamu.Jedyny człowiek, który na pewno zna plany ataku.– Porwać generała? – zapytał z niedowierzaniem Thu.– To niemożliwe!– Dlaczego by nie wysadzić wszystkiego w powietrze? – zapytał DeLuca – Byłby spokój.Carter pomyślał o dwóch facetach z CIA i ich metodach pracy: wycisnąć z kogoś informacje i do widzenia.DeLuca bardzo mu ich przypominał.– Pomyśl sam – powiedział ostro.– Potrzeba nam informacji, a nie trupów.Powiedzmy, że wysadzimy kilka tuneli.Czy nam to gwarantuje, że nie zaatakują w inny sposób, z innego miejsca? Z tego co wiemy o tunelach, nie moglibyśmy być pewni, czy rzeczywiście nie nadają się do użytku.Ale kiedy dowiemy się o planach całej operacji, możemy ją zdusić w zarodku albo przynajmniej opóźnić.– Ma pan rację – przyznał DeLuca.Thu nie był do końca przekonany.– Zadanie jest zbyt niebezpieczne.Zejść do tunelu to jest sztuka sama w sobie, ale jeszcze generał? Niemożliwe.Carter usiadł za biurkiem i założył ręce.– Ale takie mamy zadanie.– Wobec tego pójdę sam.Przynajmniej będę miał cień szansy, bo mówię po wietnamsku.Poza tym wyglądam jak oni.– Gaines pójdzie z tobą – Carter był stanowczy.– Do tego potrzeba was przynajmniej dwóch, a Gaines ma więcej doświadczenia, niż pozostali.Johnny odetchnął z ulgą.Nie musi iść do tunelu!– Hej! – wyrwał się DeLuca.– A ja i Johnny? Też chcemy iść.– Nie martwcie się – uspokoił go Carter.– Pójdziecie jako ich ubezpieczenie.Ktoś musi być na straży, jak ci będą taszczyć Vinha z powrotem.Gaines prawie uśmiechnął się na sposób, w jaki Carter stawiał sprawę – jakby schwytanie generała było dziecinną igraszką, podczas gdy obaj najprawdopodobniej nie wyjdą żywi z tunelu.– Ruszamy dziś wieczór?– O zmroku.Helikopter wyrzuci was w wiosce, którą spacyfikował major Wietkongu i stamtąd będziecie się musieli dostać do tunelu.Proponuję, żebyście we dwóch zeszli po generała i zostawili na straży DeLukę z Hidalgo.Gaines musiał przyznać, że plan Cartera był prosty.Ale z drugiej strony taki musiał być, bo kapitan wiedział tyle co oni o sytuacji w tunelu i nie mógł przygotować nic dokładniejszego.Carter myślał o facetach z CIA i sposobie, w jaki potraktowali Phama.Było już za późno, żeby cokolwiek z tym zrobić, lecz żałował, że nie wkroczył wcześniej.Pham mógłby stać się cennym źródłem informacji, zamiast jeszcze jednym martwym żołnierzem Wietkongu.– Czyli wchodzimy na ślepo?– Tak to wygląda.– Carter potrząsnął głową.– Przykro mi, ale musimy spróbować.Trudno, pomyślał Gaines, wiedzieliśmy od początku, w co się pakujemy.– W porządku, czas się przygotować.– Dobrze – zgodził się Thu.– Na szczęście nie potrzebujemy całego ekwipunku.– Bierzecie wszystko i zrzucacie dopiero przy wejściu – upomniał go Carter.– I żadnych granatów w tunelu.Musicie wejść i wyjść cicho.– Kłopot w tym, że mogą nas rozpoznać, będą wiedzieli, że tam jesteśmy – zaoponował Thu.– Zrobicie z nimi, co chcecie, ale żadnych granatów.Są jakieś pytania? Nie słyszę.Widzimy się znowu punkt osiemnasta – zakończył kapitan.Porucznik Oanh obudził się cały spocony i obolały.Kilka minut zajęło mu zorientowanie się, gdzie jest, potem poczuł przygnębienie.Śniła mu się rzeka, las i chłodny wiatr, a w rzeczywistości nie ruszył się ani na krok z dusznego, śmierdzącego i ciemnego tunelu.Zapowiadał się ranek bez śniadania, bo kuchnie nie działały.Poza tym gnębiło go niejasne przeczucie, że stanie się coś złego.Zwykle nie dawał wiary przeczuciom, ale to było bardzo silne.Odszukał generała Vinha, który wyglądał niewiele lepiej niż on sam.Po raz setny porucznik zastanawiał się, jak Phamowi udawało się tak wyglądać w tunelu.Był szaleńcem, ale czystym szaleńcem.Teraz, rzecz jasna, najpewniej już nie żył.Zameldował się u generała i podzielił się z nim swym przeczuciem.– Nie mam nic na potwierdzenie tego, co czuję – dodał.– Przeczucia czasem mogą oddać żołnierzom nieocenione usługi – zgodził się Vinh.– Ale tym razem chyba martwisz się niepotrzebnie.Nawet gdyby któryś z ludzi Phama się wygadał, zanim Amerykanie wkroczą do akcji minie parę dni – uśmiechnął się.– Sam wiesz, jacy oni są, działają powoli, są niepewni siebie.Nie potrafią zorganizować większej operacji bez całych tygodni czy nawet miesięcy przygotowań.– A co z oddziałami Wietkongu, które mają się do nas przyłączyć? Jeżeli nie przybędą na czas.– Lubisz się martwić – uspokoił go Vinh – ale nie jest to całkiem zła cecha.Nic się nie stanie, jeśli spóźnią się o dzień czy dwa.I tak wyprzedzimy przygotowania Amerykanów.– Nie potrafię być tak spokojny – wybuchnął Oanh.– Ja jestem spokojny za ciebie – powiedział generał.– Nie bój się o nic.Oanh wrócił do siebie, ale przeczucie nie ustępowało.Po spotkaniu z Gainesem DeLuca poprosił Gainesa na stronę.– Naprawdę idziesz z tym Wietnamczykiem?– Taki jest rozkaz – odparł Gaines.– Nie przyszło ci do głowy, że Thu może nas wydać Wietkongowi? Skąd wiesz, że można mu ufać?– Na początku podejrzewałem go, ale teraz mu wierzę.– Nie byłbym taki pewny.Tego właśnie nie znoszę w tej cholernej wojnie – nie można powiedzieć, kto jest wrogiem.Jest z Północy, mówi ich językiem, wygląda tak jak ci, z którymi mamy walczyć.Sam nie wiem.Myślę, że się wystawiamy.– Wolałbyś siedzieć w kiciu?DeLuca wyglądał na urażonego.– Nie o to mi chodziło, chciałbym tylko mieć okazję mu się bliżej przyjrzeć, zanim będziemy razem walczyć.– Ufasz mi, prawda? – spytał Gaines.– Pewnie.Znaczy tak, jak każdemu oficerowi.Gaines uśmiechnął się.– To musisz zaufać Thu w taki sam sposób.Dziś wieczorem naprawdę tam idziemy, czy ci się podoba czy nie.– Skoro tak, to rzeczywiście lepiej, żebym go polubił – mruknął DeLuca.– Ale nie mogę.Gaines otworzył usta, by coś powiedzieć, ale DeLuca zatrzymał go podnosząc dłoń.– Powiedziałem, że mi się to nie podoba, ale nie powiedziałem, że nie idę z wami.Jestem w drużynie i chcę, żeby tak zostało.– W porządku.Pomóż Hidalgo się przygotować.– Jemu? – roześmiał się DeLuca.– Ten chłopak urodził się gotowy, nie potrzebuje mojej pomocy.Gaines nie podzielał jego pewności.Tymczasem Hidalgo bynajmniej nie martwił się o nic.Nocny rajd na terytorium wroga? Dlaczego nie? Nikt nie musiał go namawiać.Zdobyć i utrzymać pajęcze gniazdo? Sama przyjemność.O ile tylko nie będzie musiał schodzić do tych cholernych tuneli.DeLuca podszedł do niego, kiedy siedział na pryczy czyszcząc karabin.– Rozmawiałem z porucznikiem dziś rano i powiedział mi, że Thu jest w porządku, można mu zaufać.– Nie mówiłem? – powiedział Johnny.– On by nie zostawił kolegi na pastwę wszystkich w barze, bo trzymał jakąś cizię za dupę.– Mówiłem ci, że nawet nie zauważyłem, że masz kłopoty – zaprotestował DeLuca.– Poza tym dałeś sobie świetnie radę.Johnny zaczął składać swój M-16 [ Pobierz całość w formacie PDF ]