[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Byłabym zdziwiona, gdybym go tu nie spotkała.Ash zaklął pod nosem.— Powinnaś była mi powiedzieć.Poszlibyśmy gdzie indziej.Josie z trudem przełknęła ślinę i podniosła na niego wzrok.— On wyglądał strasznie, Ash.Jakby ktoś spuścił mu niezły łomot.— Czyżby? Szkoda, bo to taki miły facet — zakpił.— Może teraz się zastanowi, zanim podniesie rękę na kobietę.— Powiedz mi, Ash, miałeś z tym coś wspólnego?Postanowiła zaryzykować i zadać to nierozważne pytanie, zrodzone ze strachu, który ogarnął ją w chwili, gdy zobaczyła Michaela.Zbyt dobrze pamiętała stanowczość Asha, kiedy deklarował, że się tym zajmie, i obiecywał, że ona już nie będzie musiała przejmować sięMichaelem.Powiedział to w gniewie.Ludzie mówią w takich sytuacjach różne rzeczy, ale to nie znaczy, że spełniają swoje groźby.Oczy mu błysnęły, zacisnął usta i wbił w nią spojrzenie.— Nie będę cię okłamywał, Josie.Uważaj więc, o co pytasz.— Boże — wyszeptała.— To ty.Mój Boże, Ash.Coś ty zrobił? Jak mogłeś? I dlaczego?— I ty mnie pytasz dlaczego? Co jest, Josie? Kurwa, ten facet cię skrzywdził.Sukinsyn cię pobił, a ty uważasz, że to za mało, żeby dać mu nauczkę?Krew odpłynęła jej z twarzy.Nogi miała jak z waty; zatoczyła się.Ash zaklął siarczyście, przytrzymał ją i przyciągnął do siebie.Pogłaskał jej policzek i odgarnął z twarzy niesforne kosmyki.— Oddałaś się pod moją opiekę, Josie.Dla mnie to poważna sprawa.Godząc się na to, dałaś mi prawo, żebym o ciebie dbał i eliminował każde zagrożenie.Musisz się z tym pogodzić.Zaakceptować to.Bo to nie jest chwilowy kaprys.I zrobię to ponownie, jeśli zajdzie taka potrzeba.— Chryste, Ash.Nie możesz tak postępować.A gdyby poszedł z tym na policję? Aresztowaliby cię.Na litość boską, mogłeś pójść do więzienia!Jego twarzy złagodniała.— Ale nie pójdę.— Skąd ta pewność? — spytała zrozpaczona.— Zająłem się tym.To wszystko, co musisz wiedzieć.To cię nie dotyczy, skarbie.Szkoda, że nie powiedziałaś mi, że możemy tu na niego wpaść.Od razu bym stąd wyszedł.Chcę, żebyś zapomniała o nim i o całej tej sytuacji.— Jak mam zapomnieć, skoro widziałam, jak on wygląda? Teraz nie będę mogła spać, bo będę się bała, że przyjdzie policja i cię aresztuje.Ash, czymś takim mogłeś spieprzyć sobie całe życie! To nie jest tego warte.Nic nie jest warte takiego ryzyka.— Mylisz się — rzucił.— Zrobię wszytko, żeby mieć pewność, że ten sukinsyn więcej się do ciebie nie zbliży.Nie będę się z tobą o to kłócił.To była moja decyzja.Pewne sprawy załatwiamy po mojemu.Wiedziałaś o tym od samego początku.Zasady nie zmieniają się tylko dlatego, że nagle coś ci się nie podoba.— Ale mówiłeś…— Co takiego mówiłem, kochanie?Wydęła usta i wypuściła powietrze.— Mówiłeś, że to nie tak.Że mam wybór i że nie zrobisz czegoś, czego nie będę chciała.Ash westchnął i spojrzał na nią.— Kochanie, to już postanowione.Nie masz wyboru, bo decyzja została już podjęta.I nie zamierzam przepraszać, że nie przedyskutowałem tego z tobą.To ja podjąłem decyzję.Należysz do mnie.Od początku mówiłem ci, że traktuję to bardzo poważnie.To znaczy, że będę cię chronił.Zrobię co trzeba, żeby zapewnić ci bezpieczeństwo.— Powiedziałbyś mi o tym, gdybym na niego nie wpadła? — szepnęła.Ash pokręcił głową.Patrzył na nią uporczywym wzrokiem, w którym nie było ani cienia skruchy.— Nie.Nie chciałem, żebyś o tym wiedziała, a tym bardziej myślała.Jestem wściekły, że w ogóle go zobaczyłaś.Josie zamknęła oczy i pokręciła głową, próbując zagłuszyć dzwonienie w uszach.To zakrawało na szaleństwo.Ash podjął ogromne ryzyko.Dla niej.Nie chciała tego.Za żadne skarby.Jak mógł być pewien,że nic mu się nie stanie? Miała wrażenie, że jest zły wyłącznie o to, że wpadła na Michaela.Najwyraźniej nie chciał, żeby się o tym dowiedziała.A ona nie była pewna, co myśleć na ten temat.Mówi się, że niewiedza to błogosławieństwo, i chyba w tym przypadku rzeczywiście tak było.Wolałaby o niczym nie wiedzieć.Możewówczas nie czułaby się tak niespokojna.I niepewna mężczyzny, z którym zgodziła się być.— Za dużo o tym myślisz, Josie — skarcił ją.— Właśnie dlatego nie chciałem, żebyś wiedziała.Zdawałem sobie sprawę, że będziesz się zamartwiać i nic dobrego z tego nie wyjdzie.A skoro o nas mowa, to wiedz, że byłem z tobą absolutnie szczery.Niczego nie ukrywałem.Od początku wiedziałaś, jaki jestem.I już na wstępie powiedziałem ci, że będziemy robić wszystko po mojemu.Mam cię chronić.Dbać o ciebie.Gwarantuję ci, że to, co zrobiłem, w żaden sposób cię nie dotknie.Nie chcę, żebyś o tym myślała.Postarasz się?Wstrzymała oddech, czując na sobie jego spojrzenie i wiedząc, że czeka na odpowiedź [ Pobierz całość w formacie PDF ]