[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pani domu i Sweyn zaprotestowali:— Ależ to jest trzy mile stąd — rzekł Sweyn — i nie ma tam jakiegokolwiek schronienia, jeśli nie liczyć opuszczonego szałasu.Zostań z nami na noc.Jutro pokażę ci drogę.Wydawało się, że White Fell waha się.— Trzy mile — odparła — wobec tego powinnam dostrzec lub usłyszeć sygnały.— Wyjrzę na zewnątrz — powiedział Sweyn — ale jeśli nie będzie żadnego sygnału, musisz zostać z nami.Udał się w kierunku drzwi.Chrystian milcząco poszedł za nim.— Sweyn, czy wiesz, kim ona jest?Zaskoczony gwałtownością ruchów i natarczywością brata, Sweyn zapytał:— Ona? Kto? White Fell?— Tak.Jest wilkołakiem.Sweyn wybuchnął śmiechem.— Czyś ty oszalał? — zapytał.— Nie, zobacz sam.Chrystian wyprowadził go z ganku na miejsce, gdzie widział tropy — widział, ponieważ teraz już ich tam nie było.Padał właśnie śnieg, który pokrył wszystkie ślady.— No więc? — zapytał Sweyn.— Gdybyś przyszedł, kiedy dawałem ci znaki, zobaczyłbyś na własne oczy.— Co bym zobaczył?— Tropy wilka, prowadzące wprost do drzwi.Tropów powrotnych nie było.Trudno było nie przejąć się choćby samym tonem wypowiedzi Chrystiana, mimo że mówiłszeptem.Sweyn przyglądał.się badawczo bratu, ale w ciemności nie widział dobrze jego twarzy.Położył łagodnie rękę na jego ramieniu, chcąc dodać mu otuchy, poczuł, jak drży cały z przejęcia i przerażenia.— Nieraz widzi się straszne rzeczy, kiedy mróz cię przeniknie.Wróciłeś przemarznięty i wyczerpany.— Nie — przerwał Chrystian — dostrzegłem trop na szczycie skarpy i szedłem nim aż tu, do drzwi.To nie było przywidzenie.Sweyn jednak czuł inaczej.Chrystian zawsze łatwo poddawał się marzeniom i dziwnym nastrojom, choć nigdy nie opętało go tak niedorzeczne podejrzenie.— Nie wierzysz mi? — rzucił Chrystian z desperacją.—Musisz, przysięgam, że to prawda.Czy jesteś ślepy? Nawet Tyr to widzi!— Twoje myśli staną się jaśniejsze jutro, kiedy odpoczniesz przez noc.Pójdź wraz ze mną i White Fell do Hill Cairn, i jeśli nadal będziesz coś podejrzewał, sprawdzisz, jakie zostawia ślady.Urażony tak wyraźnym zlekceważeniem swych przestróg, Chrystian gwałtownie odwróciłsię ku drzwiom.Sweyn zatrzymał go.— Co teraz? Co zamierzasz zrobić?— Jeśli ty mi nie wierzysz, to może uwierzy mi matka!Uchwyt Sweyna zacieśnił się.— Nic jej nie powiesz — stwierdził z naciskiem.Zazwyczaj Chrystian był uległy wobec starszego brata, teraz jednak wyrwał się i równie stanowczo odparł:— Dowie się o tym!Sweyn jednak stał bliżej drzwi i nie dopuścił go do nich.— Dość już strachu jak na jeden wieczór.Jeśli utwierdzisz się w swoim podejrzeniu, poinformujesz ją o tym jutro.Chrystian jednak nie ustępował.— Kobiety tak łatwo dają się wystraszyć — perswadował Sweyn.— Gotowe są uwierzyć w każde głupstwo nie poparte faktami.Bądź mężczyzną, Chrystianie, daj sobie sam radę ze swą wizją wilkołaka.— Gdybyś mi uwierzył … — zaczął Chrystian.— Za chwilę uwierzę, że jesteś głupcem — przerwał Sweyn, tracąc cierpliwość.— Ktoś mógłby posądzić cię o niegodziwość.Zamieniłeś White Fell w wilkołaka, ponieważ częściej uśmiechała się do mnie niż do ciebie.Żart ten miał swoje podstawy, gdyż faktycznie White Fell obdarzała swymi pełnymi uroku spojrzeniami właśnie jego, całkowicie ignorując Chrystiana.Zarozumiałość Sweyna zawsze była szczera i poniekąd usprawiedliwiona.— Jeśli potrzeba ci powiernika, zwierz się starej Trelli.Ze skarbnicy jej mądrości — jeśli jej pamięć dopisze — dowiesz się o starych sposobach rozprawiania się z wilkołakami.O ile pamiętam, nie wolno spuszczać podejrzanej osoby z oczu o północy, kiedy to musi ona na powrót przybrać postać wilka.Jeśli przemianę tę ujrzy oko ludzkie, pozostanie już w tej postaci na zawsze.Albo jeszcze lepiej jest pokropić jej ręce i stopy wodą święconą, co stanowi dla niej pewną śmierć.Och, nie obawiaj się, staruszka Trella będzie mnóstwo na ten temat wiedziała.Lekceważenie Sweyna nie było już dobroduszne, czuł wściekłość z powodu tak niedorzecznego oskarżenia White Fell.Ale Chrystian był zbyt przygnębiony, by się obrażać.— Mówisz o tym jak o wymysłach starych kobiet, ale gdybyś widział to co ja, chciałbyś, aby nie były to tylko rojenia.Zamierzam wypróbować ich skuteczność!— Dobrze — odparł Sweyn z szyderczym śmiechem.— Zrób to.Nie mam nic przeciwko temu, jeśli tylko nie zdradzisz się ze swoimi podejrzeniami.A teraz daj mi słowo, że zachowasz milczenie i nic będziemy musieli już dłużej tu marznąć.Chrystian milczał.Sweyn ponownie położył mu rękę na ramieniu i na próżno usiłował w ciemności dojrzeć wyraz jego twarzy.— Nigdy dotąd nie kłóciliśmy się, Chrystianie.— To ja nigdy dotąd się nie kłóciłem — odparł tamten, uśmiechając się po raz pierwszy.Pamiętał, że jego własny brat nieraz dawał powody do kłótni.— Dobrze — powiedział dobitnie Sweyn.— Jeśli powiesz cokolwiek przeciwko White Fell, pożałujesz tego.Wypowiedział te słowa jak ultimatum, po czym odwrócił się i wszedł do środka.Za nim wszedł Chrystian, jeszcze bardziej zgnębiony niż poprzednio.— Pada śnieg, nic nie widać.Oczy White Fell zwróciły się ku nim, jakby nie dostrzegając Chrystiana zatrzymały się na postaci Sweyna.— Czy nie było słychać żadnych sygnałów? — zapytała.— Czy nie słyszałeś dźwięków rogu?— Nic nie widziałem i nic nie słyszałem — ale nawet gdyby było inaczej, zamieć śnieżna by cię tu zatrzymała.Uśmiechnęła się z wdzięcznością.Serce Chrystiana stężało na widok uczuć, jakie roznieciłw oczach Sweyna jej uśmiech.Nocą, kiedy wszyscy już spali, Chrystian pomimo zmęczenia czatował na zewnątrz izby gościnnej, czekając, aż wybije północ.Nic nie słyszał.Czyżby stare podanie o przemianie o północy było nieprawdziwe? Co znajdowało się po drugiej stronie drzwi? Kobieta czy bestia?Dałby sobie uciąć prawą rękę, aby poznać odpowiedź.Instynktownie położył dłoń na klamce i delikatnie nacisnął, oczekując w gruncie rzeczy, że drzwi będą zamknięte od środka.Drzwi jednak ustąpiły, stanął na progu, a twarz owiało mu chłodne powietrze.Okno było otwarte, pokój pusty.A więc Chrystian mógł spać nieco spokojniej.Z wielkim zdumieniem przyjęto rano nieobecność White Fell i snuto na ten temat najrozmaitsze domysły.Chrystian milczał — nawet bratu nie powiedział o tym, że zniknęła przed północą — a Sweyn, choć wyraźnie zasmucony, udawał, że lekceważy całą sprawę.Sweyn musiał sam wybrać się na polowanie na niedźwiedzia, Chrystian został pod jakimś pretekstem w domu.Sweyn, zły z tego powodu, nie skąpił mu złośliwych uwag.Przez cały dzień i część następnego Chrystian nie spuszczał domostwa z oczu.Sweyn widział to i był wyraźnie zdenerwowany [ Pobierz całość w formacie PDF ]