[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pozostało wiele do zrobienia.* * *Znaleźli Thrauna leżącego w nogach łóżka Willa.Personel szpitala nie odważył się poruszyć potężnego wojownika o jasnych włosach, okryli tylko kocem jego nagość, by zapewnić mu ciepło i dodać godności.To wszystko, co mogli dla niego uczynić, albowiem drzwiami bez przerwy napływali kolejni ranni i umierający Julatsańczycy.Wszystkie łóżka były zajęte.Ciemna czerwień dołączyła do jasnych kolorów szpitala, a jęki bólu i strachu mieszały się ze stukotem wiader z wodą, szeptaniem magów, naglącymi okrzykami opiekunów i tupotem stóp ludzi biegających we wszystkich kierunkach.Ciało Willa leżało na łóżku, z twarzą zakrytą prześcieradłem, czekając, aż Krucy zabiorą je i oddadzą należną mu cześć.Pośród gwaru szpitala obszar wokół niego i Thrauna stał się wysepką smutnej ciszy.Odbyło się Czuwanie, ale nie pogrzeb.Polegli w oblężeniu mieli być znoszeni do piwnic po Szkołą Many, gdzie było chłodno i sucho, a powietrze pachniało kadzidłami.Unieśli Thrauna, a potem położyli go na łóżku, by spał.Jego oczy ziały ciemną pustką, a usta poruszały się bezgłośnie, układając się w słowa pełne żalu i bólu.Spod jego zamkniętych powiek płynęły łzy.Krucy przeszli do jednej z komnat Wieży i usiedli tam, by porozmawiać w ciszy i spokoju.Za murami Wesmeni zbierali siły, ustawiali wieże oblężnicze i katapulty, przygotowując się do ataku.Słońce wisiało na niebie, niosąc ciepło i świeżość oblężonej Julatsie.Hirad przyjrzał się wszystkim, zdając sobie sprawę, że przede wszystkim powinni przespać cały dzień.Nie zaznali odpoczynku od czasu spotkania z Sha-Kaanem, walczyli niemal bezustannie, a Ilkar i Erienne z pewnością byli wyczerpani rzucaniem zaklęć.Co do Densera – nie był pewien.Xeteskianin wydawał się zachowywać świeżość i czujność, siedząc jak zwykle z fajką pomiędzy zębami.Lecz jego oczy patrzyły tym nieobecnym, odległym spojrzeniem, którego Hirad nie mógł pojąć.Jakby myślał o czymś większym, zbyt ważnym, by dzielić się tym z towarzyszami.Mimo to w porównaniu z ponurą obojętnością, jaka cechowała go po opuszczeniu Parvy, była to znaczna poprawa.– To śmierć Willa, jak sądzę, spowodowała powrót do ludzkiej formy – powiedział Ilkar.Erienne pokiwała głową.– Nic innego – zgodził się Bezimienny.– Myślę jednak, że zostawmy te rozważania na później, nie zatrzymujmy się nad tym teraz, kiedy mamy tak mało czasu.– Musimy spróbować go zrozumieć albo nie będziemy w stanie mu pomóc – zaprotestowała Erienne.– Wiem.Ale mamy też inne poważne problemy poza Thraunem, o których, obawiam się, część z was zdążyła zapomnieć pośród ogólnej radości – uciął Bezimienny, tonem nieznoszącym sprzeciwu.Hirad zdusił uśmiech.Denser i Erienne nigdy go takim naprawdę nie widzieli.A to był właśnie Bezimienny, jakiego potrzebował.Chłodna ocena, praktyczne planowanie i olbrzymie umiejętności bojowe.– Przybyliśmy tu, by odnaleźć prace Septerna – wielki wojownik mówił dalej.– Nie zapominajmy o tym.Nie wiemy jednak, jak długo kolegium wytrzyma napór Wesmenów.Zadanie jest tym trudniejsze, że część zbiorów biblioteki znajduje się w Sercu, pod nami.Nie mamy pojęcia, ile potrwają poszukiwania, a Barras nie może nam dać wielu magów do pomocy, jeżeli w ogóle jakichś.Będziemy musieli pomóc w przygotowaniu obrony kolegium przed Wesmenami choćby po to, by zyskać czas na przeszukanie Serca i biblioteki.Powinniśmy też oczywiście zająć się Thraunem, żeby był gotowy do podróży, a kiedy już znajdziemy to, po co przyszliśmy, musimy wydostać się z Julatsy, niezależnie od tego, czy oblężenie się skończy, czy nie.Każdego dnia szczelina się powiększa.Nie będzie na nas czekać, a i tak jesteśmy już spóźnieni.Jeżeli pomiary są poprawne, mamy zaledwie siedem dni na jej zamknięcie, a jedyna brama do wymiaru smoków, o jakiej wiemy, jest co najmniej o trzy dni drogi stąd.– Bezimienny skończył, oparł się o krzesło i upił napoju z kubka.– Ale spójrz na nas, Bezimienny – powiedział Hirad.– W tej chwili nie możemy ani sprawnie walczyć, ani czarować.Jesteśmy wykończeni.Po pierwsze, musimy odpocząć.– Ukręciliśmy bicz na własną skórę, prawda? – stwierdził Denser zapalając fajkę.– Po tym bohaterskim ratunku będą oczekiwać od nas dalszych podobnych wyczynów.– Dziękujemy za tę celną uwagę.– Ilkar nie skrywał ironii.– Chciałbyś się z nami podzielić jeszcze jakąś mądrością?– Po prostu czułem, że trzeba to sobie powiedzieć – odparł Denser, wzruszając ramionami.– Nieważne, czego oczekują ludzie – wtrącił się Hirad.– Krucy zrobią to, co muszą.A w tej chwili powinniśmy odpocząć.Nie chcę dziś widzieć nikogo z was na murach, chyba że Wesmeni się przedrą, w co wątpię.– Nie uważasz, że będą potrzebować naszych rad albo przynajmniej obecności, by podnieść morale? – zapytał Denser.– Przekazaliśmy Kardowi wszystko, co powinien wiedzieć – odparł Bezimienny.– Teraz musimy zająć się sobą.Ilkar, w jakim jesteś stanie?– Nie najgorszym.A tu, w kolegium, mogę szybko odzyskać energię.Wszyscy możemy, chociaż Denser i Erienne będą musieli modulować strumień, który ich napełni.To ty, Hirad i Thraun potrzebujecie odpoczynku.Ja zejdę do Serca i rozpocznę poszukiwania.Prześpię się w nocy, jak Wesmeni pozwolą.Jeśli Denser i Erienne chcą pomóc, biblioteka zostanie dla nich otwarta – dwójka magów skinęła głowami.– Świetnie.– Jeszcze jedno, zanim się rozejdziemy – powiedział Hirad.– Krucy nie walczą osobno.Nie chcę widzieć nikogo z was machającego mieczem albo rzucającego zaklęcia.Ja sam też nie stanę na murach bez was.Jesteśmy Krukami.Pamiętajcie o tym.– Nie pozwoliłbyś nam zapomnieć – mruknął Ciemny Mag.– Nadal żyjesz, co Denser? – odpalił Hirad.– Zastanów się dlaczego.* * *Styliann stracił jedynie dwudziestu trzech Protektorów.Było to porażające świadectwo potęgi i zdolności armii połączonych dusz.Oceniał, iż niemal połowa Wesmenów leżała martwa pod niebem, na którym krążyli już padlinożercy, łakomi świeżej uczty z ciał poległych.Reszta rozbitej armii zaniesie wiadomość Tessayi, a ich przerażenie wywoła na dłuższą metę więcej szkód niż jakiekolwiek ostrza.Bramy Xetesku zostały zamknięte przed byłym władcą.Nie, żeby Styliann był zaskoczony.Dystran nie miał obecnie wielu środków obrony, a prawdopodobnie jeszcze mniej przyjaciół.Wietrzny, pochmurny dzień zbliżał się ku końcowi, kiedy dojeżdżał do bram.Wzmocnił tarczę wokół swego umysłu.Uśmiechnął się, czując, jak macki zaklęcia usiłują przebić tę barierę.Kimkolwiek byli, nie mieli szans na jej sforsowanie, ale czułby się rozczarowany, gdyby nie próbowali.Pełnienie funkcji władcy Xetesku wymagało mistrzostwa w chronieniu własnego umysłu [ Pobierz całość w formacie PDF ]