[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Należało jak najszybciej pozbyć się tych pachołków WiedźMistrzów.Tuż obok jeden z jeźdźców został ściągnięty na ziemię przez dwóch Wesmenów.Darrick błyskawicznie ściągnął wodze, koń stanął dęba i kopytami uderzył w głowę jednego z nich.Drugi odwrócił się zaskoczony i wtedy poczuł, jak miecz kawalerzysty wbija mu się w plecy.Generał pochylił się i ciął mieczem.Chybił, ale zmusił kolejnego przeciwnika do cofnięcia się, dając w ten sposób swojemu człowiekowi czas, by wskoczył na konia.Na podziękowania nie było czasu.Z tyłu Krucy szukali słabego punktu w wesmeńskiej linii obrony.Hirad drżał z niecierpliwości.Po stokroć wolałby być już w ogniu walki i pomagać ludziom Darricka.Bezimienny przejechał obok niego i odjechał kilka metrów w prawo.– Tam – powiedział.– Przygotujcie się.Wskazywał punkt oddalony o jakieś dwadzieścia metrów od miejsca, gdzie walczył Darrick.Wesmeni wycofywali się tam gwałtownie pod naporem kawalerii, zaś szamani ukryli się po tym, jak ich zaklęcia odbiły się od tarcz wschodnich Balaianczyków.W pewnej chwili kawaleria skoczyła do przodu i Hirad zobaczył wyłom w wesmeńskiej obronie.– Tarcza gotowa – powiedział Ilkar.– Krucy! – wykrzyknął Hirad.– Krucy, za mną!* * *Na dźwięk rogu nad Sępimi Skałami pojawił się grad strzał i Ognisty-Deszcz.Ostre groty i fale ognia uderzyły w nieprzygotowanych Wesmenów, czyniąc poważne szkody i zatrzymując marsz.Momentalnie maszerujący rozbiegli się na boki i zaczęli wspinać się na skały, podczas gdy w dole szamani zaczęli przygotowywać tarcze i swoje potworne zaklęcia ofensywne.Na kolejny odgłos rogu Blackthorne i Gresse wypadli zza północnej krawędzi wzgórz i runęli na przód pochodu, z rozpędu wcinając się na siedem szeregów w głąb, zanim Wesmeni powstrzymali ich impet.Magowie na skałach rzucali zaklęcia ofensywne na lewo i prawo, więc nikt nie chronił szarżującej jazdy.Jeżeli nie uda się powstrzymać szamanów, będą mogli zabić, kogo będą chcieli.Ze skał spłynęła następna fala ognia, topiąc Wesmenów uwięzionych w wąskiej, trzydziestometrowej, stromej niecce.Po pierwszej salwie łucznicy skupili swoje wysiłki na szamanach, kładąc, ilu mogli, zanim pojawiły się tarcze.Część strzelała do wspinających się Wesmenów.Z przodu walka stawała się coraz bardziej zaciekła.Wesmeni przegrupowali się i natarli z nową mocą.Ranny w nogę Blackthorne poprowadził konia w lewo, po drodze nie przestając rąbać mieczem na wszystkie strony.Gresse został nieco z tyłu i teraz obserwował walkę, ciężko dysząc.Wtedy uderzył ogień.Na lewo i prawo wystrzeliły białe promienie, wbijając się w podstawy skał, a z przodu, z palców szamanów wysnuły się czarne pasma, poszukując ciał, które mogłyby rwać i palić.Oczy znajdującego się obok barona Gresse żołnierza eksplodowały, kiedy czarny ogień dotknął jego czoła.Ciało padło na ziemię w straszliwych konwulsjach.Wszędzie wokół niego przerażająca magia masakrowała ludzi i konie, ale front Wesmenów wycofał się.Gresse zmienił zdanie.Uderzył konia piętami, przywołał do siebie ludzi i ruszył za szamanami.Skały eksplodowały, zrzucając magów i łuczników i spuszczając w dół olbrzymie głazy.Szamani nieświadomie sprowadzili zagładę na siebie samych.Lawiny kamieni runęły na trakt, przewracając i miażdżąc ludzi.Z przodu ludzie Blackthorne’a zdwoili wysiłki, wyrąbując sobie drogę przez szeregi Wesmenów.Gresse i jego ludzie byli już bardzo blisko grupy szamanów, która, nieświadoma niebezpieczeństwa, rzucała nowe zaklęcia.Gresse powalił stojącego przed nim wojownika ciosem zza głowy w klatkę piersiową.Obok jeden z jego ludzi spadł na ziemię i zginął pod gradem ciosów.Baron popędził konia, tratując wszystko przed sobą, i ruszył w stronę rzucających zaklęcie szamanów.Kiedy wzniósł miecz, by uderzyć, słudzy WiedźMistrzów otworzyli oczy, a na ich dłoniach pojawił się czarny ogień.***Krucy wjechali w pełnym galopie na ulice Parvy i ruszyli w stronę placu.Za nimi Darrick i jego ludzie spychali Wesmenów coraz dalej, sami jednak ponosząc ciężkie straty.Na przedzie galopowali Hirad i Bezimienny.Tylną straż stanowił Thraun, a reszta jechała w środku.Pędzili pustymi ulicami, kierując się w stronę ogni płonących na piramidzie i w chwilę później wpadli od północnej strony na centralny plac miasta.Był pełen akolitów.Ignorując trwającą bitwę, setki mężczyzn w czerwonych płaszczach intonowały coś w rodzaju mantry.Niski, buczący dźwięk odbijał się echem w centrum Parvy.Musiało ich być co najmniej pięciuset.Siedzieli w równych rzędach, z których pierwszy znajdował się dobre sto metrów od wejścia do tunelu.– Szybciej! – wykrzyknął Hirad, widząc, że Krucy zwalniają.Ruszył wzdłuż boku placu, skręcając w lewo w stronę piramidy, kiedy pierwszy z akolitów wydał z siebie ostrzegawczy krzyk.Pieśń urwała się, ustępując miejsca gniewnym wrzaskom.Krucy jechali dalej [ Pobierz całość w formacie PDF ]