[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W milczeniu gapiłam się na moją skromną listę zalet iwad.– Paige?– Podasz mi swój numer? – Odłożyłam listę.– IDK – powiedziała mama lekko.– Słucham?– IDK – powtórzyła.– Matko, Paige.Naprawdę nie wiesz, co toznaczy IDK? „Nie mam pojęcia”.– Przecież wiem, ale nie sądziłam, że ty wiesz.Poza tym, mamo,nikt tak nie mówi, to jest tylko do SMS-ów.– LOL – rzuciła wesoło.– MOM.– Teraz już obie się śmiałyśmy.– Aha, coś jeszcze chcę ci powiedzieć…– Słucham – ponagliłam ją, gdy nagle zamilkła.– Zgadnij, na kogo wpadłam parę dni temu.– Samochodem?– Straszna mądrala z ciebie – mruknęła mama.– IDK.Na kogo więc wpadłaś?Znowu zamilkła.Czekałam, aż usłyszę dźwięk pękającego szkłai metalu, ale najwyraźniej po prostu wjeżdżała na miejsce parkingowe,a nie w budkę telefoniczną.– Na matkę Austina.Znowu igraszki losu.I nie chodziło mi o tytuł średniointeresującego filmu z Johnem Cusackiem.– O.– Tylko tyle zdołałam z siebie wydobyć.– Kazała cię pozdrowić.– Mhm.– Jak mi doniesiono, pani Miller bardzo się ucieszyła,gdy ja i jej syn zakończyliśmy nasz związek.– Nie rób takich min, Paige.– Skąd niby to wiesz?– Jestem twoją matką i nie muszę cię widzieć, by wiedzieć, żemarszczysz nos.W ten sposób dorobisz się koszmarnych kurzychłapek.– Na nosie?– Och… Lepiej zgadnij, co powiedziała.– Tak…? – Czekałam, a matka dręczyła mnie jak marchewką nakiju.– Że Austin się przeprowadził, zamieszkał blisko ciebie.Przynajmniej na chwilę zapomniałam o wpatrywaniu się w listwygłodniałym wzrokiem.– Tak się składa, że Harrisburg nie leży za granicą.– Starałam sięnie mówić z rozdrażnieniem, ale się nie udało.– To tylko czterdzieściminut drogi.Jednak matka widziała to inaczej.Skoro zwykła wyprawa dosklepu była dla niej „wyjazdem”, to czterdzieści minut podróżykojarzyło się z wiecznością.Innymi słowy, zniknęłam gdzieś hen, zahoryzontem.A jeśli chodzi o Austina, to i tak już wiedziałam o jegoprzeprowadzce.Harrisburg był dla mnie, nie dla niego.On tu nie pasował.Powinien był zostać w Lebanon, gdzie żyła jego rodzina i gdzie nazawsze miała pozostać.Powinien był mieszkać tam, gdzie każda ulicaprzypominałaby mu o mnie, żeby mógł gorzko płakać nad swojąstratą.– Lemoyne – poinformowała mnie lekkim tonem.– Jego mamamówi, że Austin zatrudnił się w wielkiej firmie produkującej grzejnikii klimatyzatory.Już nie pracuje u ojca.– I dobrze.– Mogę dla ciebie zdobyć jego numer.– Mam go.Mama milczała czas jakiś, bo jej zdaniem Austin i ja nierozmawialiśmy od dnia, w którym wymaszerowałam z naszegomieszkania.– Dobrze – powiedziała wreszcie.– Niech tak będzie.Po prostupomyślałam, że chciałabyś wiedzieć.Ma dobrą pracę.– Zależy, co uważasz za dobrą.Milczenie mamy trwało jeszcze dłużej, nim zareagowała:– Coś takiego! Od kiedy to jesteś taką snobką?– Nie jestem snobką – odparłam z ciężkim westchnieniem.– Poprostu próbuję coś zmienić w swoim życiu, i tyle.– Nie dało się tegolepiej ująć, żeby jej nie obrazić.Moja matka miała wszystko, czegonigdy nie pragnęłam dla siebie.Większość rodziców chce, żeby dzieciwiodły lepsze życie niż oni, i pod tym względem mama się od nich nieróżniła.Zawsze jednak pozostawał ból wynikający ze świadomości,że to, co komuś ofiarowałeś, nie wystarcza, nawet jeśli zrobiłeśabsolutnie wszystko, co w twojej mocy.– Po prostu pomyślałam, że mogłabyś… – Urwała gwałtownie.– Co?Mama odkaszlnęła, a ja wiedziałam, czego to symptom.Próbowała udawać, że nic takiego nie zrobiła, by mnie wkurzyć, choćdoskonale wiedziała, jak bardzo gra mi na nerwach.– Pomyślałam, że może spotka się z tobą.No wiesz, skontaktuje [ Pobierz całość w formacie PDF ]