[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W skokach i obrotach szalał na scenie i wreszcie wypadł za prawe kulisy w ślad za wypuszczoną strzałą.Posypały się oklaski, w orkiestrze odezwało się pizzicato, i na scenie ukazała się Gruzińska.W największym pośpiechu zdążyła jeszcze narzucić na siebie kostium zranionej gołębicy z dużą krwistorubinową kroplą, wiszącą u jedwabnego białego staniczka.Zmęczona jest śmiertelnie, lecz płynie lekko, leciutko małymi, drgającymi jak skrzydła ruchami ramion, płynie naprzeciw swej śmierci.Trzykrotnie stara się jeszcze poderwać, lecz na próżno, wznieść się już nie może.Wreszcie jej smukła długa szyja opada naprzód, głowa pochyla się na kolana, i biedna postrzelona gołębica umiera, krwawiąc z wielkiej rany w sercu, oświetlonej błękitno reflektorem.Kurtyna spadła, rozległy się brawa, nawet dość silne jak na pustkę w teatrze i małą liczbę klaszczących dłoni.- Da capo? - pyta Gruzińska, leżąc jeszcze pośrodku sceny.- Nie! - odrzuca Pimenoff głośnym, zrozpaczonym szeptem zza kulis.Brawa zamilkły, skończyło się wszystko.Gruzińska leżała jeszcze chwil kilka, lekka jak puch, zamarła w tańcu, a ramiona jej, skronie i ręce pokryte były kurzem z podłogi sceny.Po raz pierwszy w życiu nie powtórzyła ostatniego tańca.“A więc dosyć - myśli - dosyć, napracowałam się dość i nie mam już sił.“- Na bok! - krzyczy inspicjent - przestawiamy scenę.Gruzińska nie chce wstać, wolałaby tu leżeć pośrodku sceny i zasnąć, zapomnieć o wszystkim.Wreszcie zbliża się Michael, podnosi ją i stawia na nogi.- Spasibo - mówi Gruzińska i sztywno oddala się w stronę garderób damskich.Michael skręcił w pierwsze przejście na lewo, by się przygotować do pas-de-deux.Gruzińska weszła do swej garderoby, otworzywszy drzwi pchnięciem nogi; upadła na fotel przed lustrem i zapatrzyła się w zakurzony i trochę przetarty jedwab swego baletowego pantofelka.Stopy miała zmęczone, zmęczone bezgranicznie i ciężkie: dość już miały tańca, były go syte.W ostrym świetle lamp w lustrze zbliżyła się stara, stroskana twarz Susette, szeleszczącej kostiumem do pas-de-deux.- Daj spokój - szepnęła Gruzińska wyschniętym gardłem - niedobrze mi.nie mogę więcej, daj mi spokój.Ach, dajcież mi już spokój wszyscy! Pić! - dodała jeszcze, walcząc z sobą, by nie uderzyć Susette w bezradną, zwiędłą twarz, gdyż odkryła w niej nagle nieokreślone podobieństwo do swojej własnej.- Fiche-moi la paix! - wyrzekła rozkazująco; Susette zniknęła.Gruzińska siedziała jeszcze chwilę bezwładnie, po czym zdarła raptownie jedwabne pantofelki z nóg.“Dosyć - myślała w kółko - dosyć już, dosyć!” I tak w trykotach, w kostiumie gołębia rzuciła się do ucieczki.Zdjąwszy pantofle baletowe, włożyła inne, otuliła się starym paltem i pełna rozżalenia, podchodzącego kurczem do gardła, zdezerterowała z teatru.Susette, powróciwszy z kieliszkiem portweinu, po który pobiegła do bufetu, zastała garderobę pustą i milczącą.Za lustrem tkwiła kartka: “Nie mam już sił, niech Lucille tańczy za mnie.“ Susette, na wpół przytomna, pobiegła na scenę, po czym w teatrze przez dziesięć minut panowało zamieszanie; wreszcie kurtyna się podniosła, i program, jak co wieczór, szedł dalej z narodowym tańcem rosyjskim, z pas-de-deux i z bachanalią.Pimenoff i Witte ujęli ster rządów jak dwaj starzy generałowie, których król uciekł i którzy zmuszeni są zręcznym odwrotem ukryć porażkę.Baletnice, rozwiewając bachicznie muślinowe szale, sypały z koszów na deski sceny setki róż papierowych, Michael wykonywał zadziwiające skoki fauna, a Susette prowadziła telefonicznie z teatralnej kancelarii bezradne rozmowy z angielskim szoferem, Berkleyem.Gruzińska w tym czasie, potykając się, szła zrozpaczona i ślepa, przez Tauentzienstrasse.Ulica była jaskrawo oświetlona, gwarna i zatłoczona.Ludzie patrzyli szyderczo i ze zdziwieniem w uszminkowaną, rozmazaną, na wpół przytomną twarz [ Pobierz całość w formacie PDF ]