[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Mackenzie ucisnął grzbiet nosa.Był zły i miał zaczerwienione oczy.- Chloroform.- Powiedział to z odrazą.- Nie wiem nawet, czy nie złamaliście prawa, przechowując coś takiego w domu.Lekarze chyba już tego nie używają.- Nie.Ta butla była perełką kolekcjonerską zbioru Henry 'ego, swego rodzaju osobliwością.Ma tu gdzieś nawet starą ssawę do wypompowywania żołądka.- Ssawę do żołądka mam gdzieś, ale ten sukinsyn jest niebezpieczny i bez butli tego pieprzonego usypiacza! - Wziął się w garść.- Jak on się tu, do diabła, dostał?- To ja go wpuściłem.Odwróciliśmy się.W drzwiach siedział na wózku Henry.Rozmawialiśmy w moim gabinecie, w jednym z kilku pokojów na parterze, bo tu nie istniało niebezpieczeństwo zatarcia śladów; wieczorem zawsze zamykałem go na klucz.Poprosiłem Mackenziego, żeby dali mu trochę odpocząć.Włamanie bardzo nim wstrząsnęło, a po godzinnym przesłuchaniu na pewno nie poczuł się lepiej.Wyglądało na to, że doszedł już do siebie, chociaż wciąż był blady.- Aha, wpuścił go pan - powtórzył beznamiętnie Mackenzie.- Mówiliście przedtem, że był w pańskim gabinecie.- Tak.Ale to moja wina.Bo kiedy teraz o tym myślę, to.Henry wziął głęboki oddech.- To nie pamiętam dokładnie, czy przed pójściem spać zamknąłem kuchenne drzwi.- Przedtem mówił pan, że były zamknięte.- Tak, bo założyłem, że były.Zawsze je zamykam.To znaczy, z reguły.- Ale nie dzisiaj.- Nie jestem pewien.- Henry odchrząknął.Widać było, że czuje się nieswojo.- Najwyraźniej dzisiaj nie.- A ta gablotka? Też była otwarta?- Nie wiem - odparł znużonym głosem Henry.- Klucze są w biurku.Mógł je znaleźć albo.- Urwał i zamilkł.Mackenzie wyglądał tak, jakby miał za chwilę wybuchnąć.- Ile osób wiedziało o tym chloroformie?- Bóg wie.Był tu, zanim przyjechałem do Manham.Nigdy nie robiłem z tego tajemnicy.- A więc mógł go widzieć każdy, kto tu przychodził, tak?- Tak - przyznał niechętnie Henry.- Chyba tak.- To jest gabinet lekarski - wtrąciłem.- Wszyscy wiedzą że są tu niebezpieczne substancje.Leki uspokajające i tak dalej.- Które powinno trzymać się pod kluczem - syknął Mackenzie.- A on mógł tu spokojnie wejść i częstować się do woli.- Do ciężkiej cholery, czyja go tu zapraszałem? -nie wytrzymał Henry.-Nie sądzi pan, że i bez tego paskudnie się czuję? Jestem lekarzem od trzydziestu lat i nic takiego nigdy mi się nie przydarzyło!- Aż do dzisiaj - mruknął Mackenzie.- Bo dzisiaj zapomniał pan zamknąć drzwi.Henry spuścił oczy.- Szczerze mówiąc, nie tylko dzisiaj.Ostatnio nie zamknąłem ich.tak ze dwa razy.Ale tylko dwa - dodał szybko - bo zwykle o tym pamiętam.Cóż, wygląda na to, że jestem coraz bardziej.roztargniony.- Roztargniony - powtórzył bezbarwnym głosem Mackenzie.- Ale do włamania doszło pierwszy raz, tak?Już miałem wyręczyć Henry'ego i powiedzieć, że oczywiście, ale wtedy zobaczyłem jego udręczoną twarz.- Widzi pan.- Skrzyżował i rozłożył ręce.- Nie jestem pewien.Mackenzie tylko na niego patrzył.Henry wzruszył ramionami jak zagubione dziecko.- Parę razy zauważyłem, że ktoś poprzestawiał rzeczy w gablotce.Tak mi się przynajmniej wydawało.- Poprzestawiał? To znaczy, że coś z niej zginęło?- Nie wiem, naprawdę nie wiem.Może pamięć mnie zawodzi.- Henry spojrzał na mnie zawstydzony.- Przepraszam, Davidzie.Powinienem był ci powiedzieć.Ale miałem nadzieję, że.Myślałem, że jak trochę bardziej się postaram, to.- Podniósł ręce i bezwładnie je opuścił.Nie wiedziałem, co powiedzieć.Czułem się potwornie.Tyle razy mnie ostatnio zastępował, a ja zawsze myślałem, że - nie licząc jego kalectwa-jest silny i zdrowy.Dopiero teraz, wczesnym rankiem, dostrzegłem to, co przedtem mi umykało.Podkrążone oczy, obwisła skóra na szyi i porośniętym srebrzystą szczeciną podbródku - nawet biorąc pod uwagę silny wstrząs, jaki niedawno przeżył, Henry robił wrażenie chorego i starego.Popatrzyłem znacząco na Mackenziego, dając mu do zrozumienia, żeby sobie odpuścił.Ten zacisnął usta i odprowadził mnie na bok, pozostawiając Henry'ego z filiżanką herbaty, którą podała mu młoda policjantka.- Wie pan, co to znaczy? - spytał.- Wiem.- Niewykluczone, że to nie pierwszy raz.- Wiem.- To dobrze, bo pańskiemu przyjacielowi może grozić utrata licencji.Miałby poważne kłopoty nawet wtedy, gdyby był to tylko jakiś ćpun, ale my mówimy tu o seryjnym mordercy.Wygląda na to, że ten facet bywał tu i podbierał towar od Bóg wie kiedy!Chciałem znowu powiedzieć: „Wiem", ale ugryzłem się w język.- Żeby podbierać towar, musiałby znać się trochę na medycynie.Wiedzieć, co kradnie i ile się tego bierze.- Daj pan spokój.Ten człowiek to morderca! Myśli pan, że zawracałby sobie głowę odmierzaniem prawidłowej dawki? Poza tym nie trzeba być neurochirurgiem, żeby wiedzieć, do czego służy chloroform [ Pobierz całość w formacie PDF ]