[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Doskonaliłeś technikę, szlifowałeś rzemiosło, zmieniając je w sztukę.Teraz już dokładnie wiesz, czego chcesz i co musisz zrobić, żeby to osiągnąć.Mimo wszyst¬ko wspominasz tę niezgrabną próbę w zaułku z pewną czułością.To był twój pierwszy raz, a każdy pierwszy raz zawsze jest katastrofą.Praktyka prowadzi do doskonałości.Rozdział 8(Trzynaście?!Gardner wziął słoiczek na próbki z całej kolekcji stojącej na wózku z nie¬rdzewnej stali i podniósł go, żeby zobaczyć zawartość.Podobnie jak w pozostałych, tkwiła w nim jedna igła do zastrzyków, wyjęta z ekshumo¬wanych zwłok – srebrzysty kawałek stali, oblepiony czarną materią.–Znaleźliśmy kolejnych dwanaście – powiedział Tom.Stres związa¬ny z wydarzeniami tego dnia był wyraźnie widoczny w jego głosie i wy¬glądzie.– Większość tkwiła w rękach, nogach, barkach, w miejscach, za które najprawdopodobniej chwyci ktoś, kto próbowałby wyjąć zwłoki.Gardner odstawił słoik i jego zmęczona twarz wykrzywiła się z obrzy-niem.Przyjechał sam i próbowałem nie zwracać uwagi na rozcza¬rowanie, które poczułem, widząc, że nie ma z nim Jacobsen.Byliśmy w trójkę w kolejnej sali prosektoryjnej.Tom i ja przenieśliśmy tu szczątki po zrobieniu im zdjęć rentgenowskich.Igły widniały na nich jako wyraź¬ne białe kreski, odcinające się od szarego i czarnego tła.Tom uparł się, że usunie je bez mojej pomocy.Gdyby tylko zdołał, sam też wyjąłby zwłoki z trumny.Nie mógł jednak tego zrobić, ale zanim pozwolił komukolwiek dotknąć zmarłego, najpierw dokładnie sprawdził go ręcznym wykrywa¬czem metalu.Po tym, co przydarzyło się Kyle'owi, nie zamierzał ryzykować.Po¬mocnik spędził całe popołudnie w pogotowiu, potem wysłano go do domu.Nafaszerowano antybiotykami o szerokim spektrum, ale ani one, ani nic innego nie dawało skutecznej ochrony przed niektórymi patogenami, jakie igła mogła wprowadzić do krwiobiegu.Wyniki testów miały być gotowe za kilka dni, ale na część trzeba będzie czekać o wiele dłużej.Mogą minąć miesiące, zanim Kyle zyska pewność, czy nie został zakażony.–Igły wbito ostrzami do góry, więc każdy, kto zajmował się ciałem, musiałby się na nie nadziać – wyjaśniał Tom.Twarz miał ściągniętą i wy¬raźnie był z siebie niezadowolony.– To moja wina.Nie powinienem po¬zwolić, by ktokolwiek oprócz mnie dotykał zwłok.–Przestań – powiedziałem.– Przecież absolutnie nie mogłeś tego przewidzieć.Gardner popatrzył na mnie nadal niezadowolony z mojej obecności, ale nic nie powiedział.Tom wyraźnie stwierdził, że mam takie same pra¬wo być tutaj jak on.Przy okazji zwrócił uwagę, że równie dobrze to ja mogłem się ukłuć.Gdvbv Tom nie ulitował sie nad Kvle'em.pewnie tak hv się stało.–Winę ponosi tylko jeden człowiek – oznajmił Gardner.– Ten, kto to zrobił.Szczęście, że nikt inny nie odniósł obrażeń.–Spróbuj powiedzieć to Kyle'owi.– Tom patrzył na słoiczki do pró¬bek, oczy miał podkrążone ze zmęczenia.– Czyje ciało było w trumnie?Gardner zerknął na zwłoki na aluminiowym stole.Dokładnie opłu¬kaliśmy je wodą z węża, zmywając większą część płynu powstałego w czasie rozkładu.Dopiero potem Tom usunął igły.Odór nie był już tak intensywny jak podczas pierwszego otwarcia trumny, ale mimo wszystko wyraźnie się go czuło.–Badamy sprawę.–Ktoś w domu pogrzebowym musi coś wiedzieć! – zaprotestował Tom.– Co York mówi na ten temat?–Nadal go przesłuchujemy.–Przesłuchujecie? Boże Wszechmogący, Dan, mniejsza o to, że zwłoki zostały podmienione.Przecież kiedy znajdowały się w Steeple Hill, ktoś wbił w nie trzynaście igieł do zastrzyków! Jak mogło się to zda¬rzyć bez wiedzy Yorka!Twarz agenta TBI stężała.–Nie wiem, Tom.Dlatego przesłuchujemy faceta.Tom westchnął głęboko.–Przepraszam.To był ciężki dzień.–W porządku.– Gardner chyba żałował wcześniejszej powściągli¬wości.Napięcie w sali prosektoryjnej trochę zelżało, kiedy oparł się o stół i zaczął rozcierać kark.Jaskrawe górne światło niemal całkowicie odbar¬wiało jego twarz.– York twierdzi, że jakieś osiem miesięcy temu zatrudnił niejakiego Dwighta Chambersa.Według niego facet był darem niebios: ciężko pracował, chciał się uczyć, bez gadania zostawał po godzinach.Aż nagle pewnego dnia się nie pokazał i w Steeple Hill więcej już go nie zo¬baczył.York upiera się, że to Chambers zajmował się pochówkiem Dexte-ra, przygotowywał ciało i zamykał trumnę.–A ty mu wierzysz? Gardner uśmiechnął się blado.–Dobrze wiesz, że nie wierzę nikomu.York bardzo się martwi, ale nie sądzę, że z powodu morderstw.Steeple Hill jest w dołku.Dlatego tak chętnie współpracował.Miał nadzieję, że jeżeli będzie miły, szybko so¬bie pójdziemy.Ale wygląda na to, że od lat walczy, by utrzymać firmę na powierzchni.Idzie na skróty i żeby obniżyć koszty, zatrudnia na czarno przypadkowych ludzi.Nie odprowadza podatku, nic płaci ubezpieczenia i nie zadaje pytań.Zła wiadomość: nie ma też żadnych danych dawnych pracowników.–A czy jest jakiś dowód, że ów Dwight Chambers w ogóle istniał? – Do tej pory nie odzywałem się, bo i tak ledwo tolerowano moją obec¬ność.Gardner zrobił minę, jakby zamierzał odpowiedzieć, ale Tom mu na to nie pozwolił.–Słuszne pytanie, Dan.Gardner westchnął.–Pracownicy domu pogrzebowego tak często przychodzą i odcho¬dzą, że Chambers był jednym z bardzo wielu.Niełatwo odszukać kogoś, kto pracował tam wystarczająco długo, by go zapamiętać, ale znaleźliśmy dwóch takich gości [ Pobierz całość w formacie PDF ]