[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Och, mistrzu.– Oddałbym oczy, by mu uwierzyć, lecz zbyt długo żyłem z prawdą.– Sprawdź księcia i powiedz, co widzisz.Właśnie wtedy Aleksander się roześmiał, a Catrin, z oczami błyszczącymi w świetle lampy, zaczęła śmiać się wraz z nim; w ich młodych głosach brzmiała harmonia życia i piękno dźwięku.– Verdonne niech będzie łaskawa – powiedział Galadon.– Troszczysz się o niego.Jak to możliwe?– Sprawdź go, mistrzu.Stary człowiek popatrzył na mnie tak, jakbym położył mu na kolanach królicze wnętrzności.– Catia, przyprowadź proszącego.Gdybym znowu był uczniem, stalowe brzmienie głosu Galadona kazałoby mi schować się w mysiej dziurze.Aleksander nie wiedział nic o likai.* * *– O co ci chodzi? Sądziłem, że wasze słodkie spotkanie doprowadzi mnie do łez niczym suzaińską babunię, a potem, gdy ten stary myszołów wywrócił mnie na lewą stronę i zostawił, kiedy czułem się jak kałuża plwocin, zaczęliście się na siebie drzeć.– Nie krzyczałem.– Cóż, on darł się za was obu, a zwracał się do ciebie.Aleksander i ja spieszyliśmy zaśnieżoną leśną ścieżką z powrotem do wioski.Catrin zamierzała nam towarzyszyć, ale dziadek był zmęczony i potrzebował jej pomocy.Galadon miał już przynajmniej osiemdziesiątkę i choć jego uparty duch nie chciał się do tego przyznać, ciało wiedziało o tym doskonale.Księżyc był w pełni.Nie mogliśmy się zgubić.Nie chciałem wracać do domu dla gości, gdzie mogłem siedzieć w mroku i myśleć.Musiałem posprzątać błoto, które Galadon zostawił w mojej głowie.Nie pomogło, że kazał mi znowu coś recytować, jakbym miał dziesięć lat: wiersz o statkach, słowa piosenki, zaklęcie przyspieszające dojrzewanie owoców, drugie proroctwo Meddryna, pięćset innych skrawków informacji.Wyciągałem je z zakamarków pamięci, połykałem słowa i końcówki, starałem się nie odmówić niczego temu, który próbował dać mi wszystko.Trwało to tak długo, że nie mogłem już niczego zapamiętać.Nigdy nie dawał mi chwili na odpoczynek.albo zadanie mu tych wszystkich pytań, na które tak bardzo chciałem usłyszeć odpowiedź.Jego plan był gotów i nie uważał za stosowne oświecić mnie co do jego szczegółów.– O co więc się kłóciliście?– To wszystko zostało zapisane w proroctwie – odparłem, chcąc powstrzymać księcia przed zadawaniem kolejnych pytań.– Przez wieki nasi Wieszczowie przepowiadali, że świat zniszczy rasa wojowników z północy.Rozegrają się dwie bitwy.Pierwsza pozostawi lud płaczący z przerażenia, a świat skąpany we krwi i zniszczony.Druga bitwa będzie jeszcze gorsza, gdyż wojownicy z północy zjednoczą się z demonami.Jedyną nadzieją będzie inny wojownik – wojownik o dwóch duszach – przeznaczony do tego, by przywrócić ludowi jego wielkości.Ta osoba wyzwie Gai Kyalleta, władcę demonów, na pojedynek, który określi losy świata.– A ty wierzysz w ten bełkot?– Widzieliśmy, jak z północy przybywa rasa wojowników.Nie można powiedzieć, że nie widzieliśmy krwi i nie słyszeliśmy płaczu.Książę zatrzymał się na środku oświetlonej księżycem ścieżki.– Sądzisz, że wasi prorocy przewidzieli nasze nadejście.przybycie Derzhich?– Tak wierzy mój lud – odparłem znużony, drepcząc dalej, marząc o ogniu i kocach, które czekały na nas w domu dla gości.Od strony ukrytych między drzewami domów zauważyłem migoczący blask ognia.Zimny wiatr przyniósł do nas słabe głosy i śmiech.Tych światełek było tak wiele, że przez chwilę sądziłem, że Ezzarian pozostało więcej, niż Llyr mi powiedział.Książę zrównał się ze mną i znów mnie zatrzymał, tym razem łapiąc za ramię.– Myślałeś o czymś innym.– Jak po tych męczących dniach mógł być tak denerwująco uparty?– Nie obraź się, panie, ale sądzę, że Derzhi to przypadek.Proroctwo czy nie, prawdziwym zagrożeniem są Khelidowie.Są pozbawionymi dusz najeźdźcami z północy.Musimy stawić im czoła, a szeregi Ezzarian i tak zostały przerzedzone.– Galadon mówił, że ocalało tylko trzech Strażników.Tylko trzech.Dwóch z nich to niewyszkoleni uczniowie, a trzeci to Rhys.Mój przyjaciel, który z trudem przeszedł trening, pięć razy prawie zrezygnował, aż wreszcie przebrnął przez testy.Byłem jednym z dziesięciu doświadczonych Strażników.Jak Rhys dał sobie radę z tym ciężarem?– Sądziliśmy, że mamy czas, nim Derzhi zjednoczą się z demonami.Że ktoś lub coś nas wcześniej uprzedzi.Skoro istnieje wojownik o dwóch duszach, lepiej go znajdźmy.– To jakiś niepokojący bałagan.dwie dusze.Twoim zdaniem nie potrafię sobie dobrze dać rady nawet z jedną.A ten Galadon? Czy on może uwolnić mnie od przekleństwa? Nie odpowiedział, gdy go o to zapytałem.– Powiedział mi, że to będzie bardzo trudne.– Galadon uznał, że to niemożliwe, że uszkodzenia już poczynione są zbyt poważne.Próba usunięcia zaklęcia zniszczyłaby Aleksandra i ściągnęła uwagę demonów akurat wtedy, gdy będziemy tego najmniej potrzebowali.Galadon twierdził, że nic nie może zagrozić jego planom, włączając w to mnie.– Mimo to ktoś się tym zajmie.Zostaniesz uzdrowiony.To konieczne.Niezbędne.Dopilnują tego.– A niech to.Nie zamierzasz ich chyba przekonywać, że jestem wojownikiem o dwóch duszach? O to chodzi z tym głupim feadnach?– Nie wiem, co o tym sądzić.Nie mogę o tym myśleć.Nie jestem pewien, czy chcę o tym myśleć.– Odepchnąłem jego rękę, jakby nie była to ręka zdolna natychmiast odebrać mi życie.– Galadon ma całkiem inne poglądy niż ja.– A przekonanie upartego starucha zdawało się niemożliwe.– Cóż, niezależnie od tego, co myślisz, wyciągnij mnie z tego, Ezzarianinie.Nie jestem tu, aby udawać, że wierzę w jakieś wasze barbarzyńskie proroctwa.Równie dobrze mógłbym uwierzyć w wojownika z gobelinu, który pokazała mi ta kobieta, skrzydlatego wojownika pokonującego bestię, uzbrojonego tylko w nóż i zwierciadło.Uporam się z Khelidem, kiedy tylko znów zdołam utrzymać miecz.– Brzmi głupio, nieprawdaż? – Próbowałem wyrzucić to wszystko z głowy.– Niezależnie od tego, co się wydarzy, jutro rano nie wspominaj, proszę, królowej o Galadonie ani Catrin.Jeśli ktokolwiek się dowie, że tu jestem i że ze mną rozmawiali, ich życie stanie się koszmarem.Pogwałcili nasze prawa.Aleksander pokręcił głową [ Pobierz całość w formacie PDF ]