[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Czyste barbarzyństwo.- We francuskiej armii nie ma chłosty, sir?- Oczywiście, że nie ma - parsknął Gudin.Położył dłoń na ramieniu Shar-pe’a i obrócił go.- Kiedy ci to zrobili?- Kilka dni temu, sir.- Zmieniałeś bandaże?- Nie, sir.Ale moczyłem je.- Za tydzień będziesz martwy, jeśli czegoś z tym nie zrobimy - stwierdził Gudin i powiedział coś, zwracając się do sierżanta, który żwawo opuścił dziedziniec.Gudin raz jeszcze spojrzał na okrutnie pokaleczone plecy Sharpe’a.- Co takiego zrobiliście, by zasłużyć na takie barbarzyństwo, szeregowySharpe?- Nic, sir.- A poza tym?- Uderzyłem sierżanta, sir.- A ty? - rzucił ostro do Lawforda.- Czemu uciekłeś?- Mieli mnie wychłostać, sir.Lawford denerwował się tym, że kłamie i ta nerwowość zaciekawiła Gudina.- Za nic? - spytał.- Za kradzież zegarka, sir - mówiąc te słowa Lawford zaczerwienił się.-Który ukradłem, sir - dodał, próbując być jak najbardziej przekonującym.Nie zdołał ukryć zdradzającego wykształcenie akcentu i pozostało mieć nadzieję, że ucho Gudina nie przywykło do angielskiego na tyle, by wychwycić taki drobiazg.Tak czy owak Francuz był wyraźnie zaintrygowany Lawfordem.- Powiedziałeś, że jak się nazywasz? - spytał.- Lawford, sir.Gudin przyglądał się Lawfordowi badawczo.Francuz był wysoki i szczupły, miał smętną, zmęczoną twarz i jak ocenił Richard, bystre i dobre oczy.Sharpe uznał, że to dżentelmen, typ oficera do szpiku kości.Zupełnie jak Lawford i to było problemem.Czy przejrzał Lawforda?- Nie wyglądacie mi, szeregowy Lawford, na typowego brytyjskiego żołnierza - powiedział Gudin spełniając najgorsze obawy Sharpe’a.- We Francji nie dziwiłbym się temu, dbamy, by wszyscy młodzi mężczyźni służyli swemu krajowi.Ale w waszym kraju, jeśli się nie mylę, przyjmuje się do armii tylko męty z ulicy, ludzi z rynsztoka.- Ludzi takich jak ja - wtrącił Richard.- Cisza! - Gudin zgromił Sharpe’a z nagłą złością.- Nie mówiłem do was!Francuz ujął dłoń Lawforda i w skupieniu oglądał jego palce.- Jak to się stało, że jesteś w armii, Lawford?- Mój ojciec zbankrutował, sir.- Przecież syn ojca-bankruta może znaleźć sobie posadę, prawda? - Gudin znów spojrzał na delikatne palce Anglika i puścił jego dłoń.- Z pewnością każda praca jest lepsza, niż życie brytyjskiego żołnierza?Bezmyślne kłamstwo Lawforda sprawiło, że porucznik znalazł się na skraju przepaści.Katastrofa wydawała się nie do uniknięcia.- Upiłem się, sir - żałośnie wyznał Lawford - i spotkałem sierżanta, zajmującego się rekrutacją.Żałość porucznika nie wynikała z wyimaginowanych wspomnień, lecz z bezradności bolesnej i świadomości, jak marnym jest kłamcą.Jednakże jego zachowanie osłabiło podejrzenia Gudina.- To było w pubie w Sheffield - kontynuował Lawford.-„Łajba w sadzawce”, sir.W Sheffield, sir.W Pond Lane, w dzień targowy.- jego głos zamarł, gdy zorientował się, że nie wie, w jaki dzień odbywa się targ.- W Sheffield? - spytał Gudin.- Czy to nie tam robią stal? I.jak to się nazywa.sztućce? Nie wyglądasz na wytwórcę sztućców, Lawford.- Byłem praktykantem u prawnika, sir.Lawford gwałtownie zaczerwienił się.Wiedział, że pogubił się przy nazwie pubu, choć było raczej wątpliwe, żeby pułkownik Gudin kiedykolwiek odkrył pomyłkę.Ale w tej chwili zdesperowany porucznik był pewien, że Francuz przejrzał jego kłamstwa.- Czym zajmujesz się w armii? - Gudin zadał kolejne pytanie.- Jestem sekretarzem kompanii, sir.Gudin się uśmiechnął.- Nie masz atramentu na bryczesach, Lawford.W naszej armii sekretarze chlapią atramentem na lewo i prawo.Przez chwilę wydawało się, że Lawford, zupełnie skołatany, wyzna Francuzowi całą prawdę, ale nagle go olśniło.- Podczas pisania nosiłem fartuch.Nie chciałem dostać kary za brudny mundur, sir.Gudin zaśmiał się.Nie wątpił w historię Lawforda.Zakłopotanie Anglika tłumaczył sobie jego wstydem z powodu bankructwa rodziny.Raczej współczuł wysokiemu, jasnowłosemu, delikatnemu młodzieńcowi, który nigdy nie powinien był zostać żołnierzem, stanowiło to dla Gudina wystarczające wytłumaczenie nerwowości Lawforda.- Jesteś sekretarzem, tak? Co oznacza, że masz dostęp do dokumentów.- Do wielu, sir.- Wiesz, ile dział wezmą tu ze sobą Brytyjczycy? - spytał Gudin.- I ile amunicji?Lawford, zaskoczony, pokręcił przecząco głową.Zabrało mu parę chwil nim udało mu się wyksztusić, że tego rodzaju dokumentów nigdy nie widział.- Mam dostęp tylko do dokumentów kompanii, sir.Księgi kar i takie tam.- Cholerne tysiące - przerwał mu Sharpe.- Za pozwoleniem, sir.- Tysiące, czego? - spytał Gudin.- Wołów, sir.Każdy ciągnie sześć osiemnastofuntowych pocisków, a niektóre łajdaki to nawet po osiem.W każdym razie to tysiące kul.- Dwa tysiące? Trzy? - spytał Gudin.- Znacznie więcej, sir.Gudin wzruszył ramionami.Wątpił, by ci dwaj oberwańcy dostarczyli mu użytecznych informacji, w każdym razie nie spodziewał się dowiedzieć czegoś, o czym wcześniej nie donieśliby mu szpiedzy i zwiadowcy Tipu.Mimo to musiał zadać te pytania.Teraz, odganiając muchy z twarzy, powiedział dwóm dezerterom, czego mogą się spodziewać.- Jego Wysokość sułtan Tipu zdecyduje o waszym losie i jeśli będzie łaskawy, pozwoli wam przyłączyć się do któregoś ze swoich oddziałów.Rozumiem, że tego chcecie.- Tak, sir - ochoczo przytaknął Sharpe.- Po to tu przyszliśmy, sir.- Dobrze - powiedział Gudin.- Tipu może umieścić was w jego własnych cushoon.Tak mówi się tu na regiment, cushoon.Są tam porządni i dobrze wyszkoleni żołnierze, przywitają was z otwartymi ramionami, jest tylko jedna mała przeszkoda.Oboje musicie zostać obrzezani.Lawford gwałtownie zbladł, a Sharpe tylko wzruszył ramionami.- To coś złego, sir?- Wiecie, co to jest obrzezanie, szeregowy?- Coś, czego wymaga armia, sir.Jak zaprzysiężenie?Gudin uśmiechnął się.- Niezupełnie Sharpe.Tipu jest muzułmaninem i chce, by zagraniczni ochotnicy przeszli na jego wiarę.Co oznacza, że jeden z jego świętych ludzi obetnie wam napletek.To bardzo szybka procedura, jak ścięcie czubka z jajka na miękko.- Z mojego.? - Richard był teraz równie przerażony jak Lawford.- To trwa dosłownie sekundy- zapewniał Gudin - choć krwawienie może potrwać trochę dłużej i nie można, jakby to ująć.?Spojrzał na Mary, potem znów na Sharpe’a.- Przez kilka tygodni nie możesz dopuścić by twoja armatka strzelała.- A niech, mnie, sir - powiedział Sharpe.- Takie rzeczy dla religii?- My, chrześcijanie, skrapiamy dzieci wodą - powiedział Gudin - a muzułmanie odcinają im napletki.Francuz zamilkł, a potem się uśmiechnął.- Myślę jednak, że mężczyzna z krwawiącym członkiem nie może być dobrym żołnierzem, a wasze armie będą tu za kilka dni, więc zasugeruję Jego Wysokości byście służyli z moimi ludźmi.Jest nas niewielu, ale żaden z nas nie jest muzułmaninem i nasze klejnoty pozostały nietknięte [ Pobierz całość w formacie PDF ]