[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Żadnych falbanek? Koronek? Co za pospolitość! - narzekał lekko zachrypniętym, lecz kobiecym głosem.- Sądzę jednak, że pasuje do równie okropnej chusty.Do kogo należą te rzeczy?Chastity wolała nie odpowiadać na to pytanie.- Niczego innego nie ma - powiedziała surowo.- Verity nie posiada kolekcji wyjściowych ubrań.Jeśli jednak przeszkadza ci ta zwyczajność, możesz go wyhaftować w powozie - dodała słodko.- Zajęcie w sam raz stosowne dla matrony.- Absolutnie nie - odparł, naśladując jej ton.- Jestem pewien, że nawet ty obchodzisz się z igłą lepiej niż ja.-.Odwrócił się, by przymierzyć czepek przed lustrem.Uszyto go tak, by zakrywał wszystkie włosy, ale Cyn umieścił go z tyłu głowy, by odsłaniał loczki na czole.Gdy wiązał kokardę pod prawym uchem, nawet w tym okropnym nakryciu głowy wyglądał uwodzicielsko.Chastity odkryła, że rozumne postanowienia nie zawsze można zrealizować.Poprzysięgła sobie wprawdzie, że nie będzie prowokować potyczek słownych, ale sama wciąż była narażona na niebezpieczeństwo.Była ciekawa, czy na kobiety, podobnie jak na klacze przychodzi pora, bo właśnie tak się czuła.Jakby była lekkomyślną klaczą, która zwietrzyła swojego pierwszego ogiera.Tyle że Cyn nie był pierwszym mężczyzną, jakiego miała okazję poznać.Spotykała różnych mężczyzn, szczególnie w Londynie.Byli tacy, którzy cytowali poezję.Inni czynili niestosowne propozycje.Jedni z szacunkiem całowali jej dłonie, drudzy, pod pretekstem tańca, dotykali lubieżnie jej ciała.A potem nadeszły czasy Henry’ego Vernhama, który sądził, że ma prawo ją obmacywać, dopóki nie przebiła go na wylot nożyczkami ostrymi jak igła.Przy żadnym z nich nie czuła się jednak tak, jak przy tym tu, a on się nawet o to nie starał.To wszystko było naprawdę nierozsądne.Niemożliwe.A ponadto niezwykle niebezpieczne i nie mogła sobie na to pozwolić.Do licha, przecież flirtowała nawet z Rothgarem, a był to typ mężczyzny, przed którym matki ostrzegały swoje córki.Otaczała go aura ogromnej siły, która miała jakieś dziwne magnetyczne właściwości, a był równie przystojny, jak Cyn piękny.Pamiętała jedno spotkanie w ciemnym kącie ogrodu, podczas balu.Zdawała sobie wówczas sprawę, że wykazuje ogromną odwagę, decydując się na wyjście z nim sam na sam i była bardzo ciekawa, jak zachowa się markiz.A Rothgar z uśmiechem uniósł palcem podbródek Chas i zaledwie dotknął ustami jej warg.Poczuła, jak zaczyna płonąć - to lekkie muśnięcie wywarło na niej znacznie większe wrażenie niż głębokie pocałunki, na jakie pozwoliła dotąd kilku innym mężczyznom.Chastity lubiła podniecające sytuacje, a jednak nie żywiła żadnych szczególnych uczuć do Rothgara i miała poczucie bezpieczeństwa, wiedząc, iż on również ich nie żywi.Lecz wówczas nie towarzyszyła jej obsesyjna świadomość każdego ruchu tego mężczyzny ani obezwładniające drżenie przy każdym jego dotyku.Modliła się w duchu, by Cyn nigdy nie odkrył, że jest kobietą, gdyż wówczas mógłby wytoczyć przeciw niej całą armię forteli, a wtedy byłaby zgubiona.Wkładając zwykły, szorstki czepek, Cyn się skrzywił.Odgadł, że zarówno czepek, jak i chusta należą z pewnością do damy jego serca, lecz dlaczego zdecydowała się kupić tak brzydkie rzeczy? Nadawały się raczej dla rezydentki zakładu karnego.Pomyślał o jej równie brzydkiej sukni i zaczął się zastanawiać, czy ona czasem nie nienawidzi swojej kobiecości.Na przykład teraz.W jej twarzy było dokładnie tyle ciepła, co w masce śmierci.Dlaczego, u licha, pociągało go takie dziwadło? Dlaczego podniecała go bardziej niż najzręczniejsza dziwka czy zalotna dama? Od czasów choroby nie miał kobiety.Być może ta reakcja świadczyła o tym, że wraca do zdrowia.W takim razie potrzebował wyłącznie chętnej, rozwiązłej dziewuchy, by jego obsesja na punkcie tej kobiety wreszcie się skończyła.Niestety żadna inna go nie pociągała.I to było alarmujące w najwyższym stopniu.Przejrzał żałośnie skromną kolekcję biżuterii i przypiął sobie do uszu dwa klipsy z malowanej blaszki.Z reszty zrezygnował i poprosił o swoje własne klejnoty.Ubarwił nimi skromną suknię, a następnie zwrócił uwagę na słomiany kapelusz.Owinął beżową wstążkę wokół niskiego ronda, następnie zrobił podwójną kokardkę na przodzie i przypiął ją szpilką z perłą i diamentem.Pozostałą część wstążki wpuścił w dwie szczeliny po obu stronach kapelusza, włożył go sobie na głowę i związał wstążki na dużą kokardę.Chastity wydawała się oszołomiona jego wprawą.- Często się tak ubierasz, prawda? Odwrócił się i uśmiechnął w niepokojąco kobiecy sposób.- Nie, ale ubierałem i rozbierałem już w życiu sporo kobiet.- Zatrzepotał oburzająco długimi rzęsami.- Nie martw się.Jesteś jeszcze młody.I na ciebie przyjdzie pora.Ciało Chastity zareagowało natychmiast na znaczenie jego słów, którego z pewnością nie zamierzał im nadać.Na chwilę wizja długich opalonych palców Cyna zdejmujących jej ubranie przyćmiła jej rozum.Poczuła na ramieniu dotyk ręki i natychmiast się wzdrygnęła.Udał, że tego nie zauważył i wypchnął ją delikatnie na zewnątrz.- Zobaczymy, co też Verity sądzi o mojej przemianie.Verity podniosła na niego wzrok.- Mój Boże! Gdybym nie wiedziała, na pewno bym się nie domyśliła!- Miejmy nadzieję, że inni również się nie domyśla.Cyn przyglądał się tymczasem przebraniu Verity.Wyglądała jak uosobienie dość niechlujnej pokojówki.Wciąż miała na sobie zwykłą bluzkę z rękawami, spódnicę z materiału w paski i sznurowany stanik w praktycznym i brzydkim kolorze błota.Do tego założyła fartuch i chustę zawiązaną z przodu.Czepek zakrywał jej włosy.W głowie Cyna zalęgło się pewne niemiłe podejrzenie [ Pobierz całość w formacie PDF ]