[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Minęła kolejna chwila i teraz ona wykonała ruch, przesuwając dłonie po jego kształtnych barkach, ramionach, potem wróciła do szyi, by ją objąć, lub też półobjąć, naśladując jego wcześniejszą pieszczotę.Wtem przesunęła dłonie na kark.Jej płomienna nagość była tak blisko, czekała w gotowości! Udało mu się pozostać w bezruchu.Nieoczekiwanie pochyliła się - z pewnością nieświadoma, jak niszczycielsko ten ruch na niego podziałał - i zbliżyła twarz do nasady jego szyi.Tym razem to on chciał się odepchnąć, nie mogąc znieść myśli o pocałunku przez maskę.Czuł tylko jej język.Starannie uważała, by nie dotykać go maską, pieszcząc jego skórę wilgotnym językiem.Stracił samokontrolę.Gwałtownie wsunął ręce pod koronki sukni, uwalniając się.Zajęczał z ulgi.Wyczuł pod palcami gorącą wilgoć i wszedł w nią, starając się zrobić to powoli, lecz nie miał szans, bo myślał już tylko o jednym.Chwyciła go za włosy.Poruszała się, jakby pragnęła posiąść go chciwie, jeszcze głębiej, otoczyć go sobą.A on wchodził jeszcze dalej w ten płonący ogień.Zajęczał coś.Miał nadzieję, że zabrzmiało to pochlebnie, bo taka właśnie była intencja.Ona była doskonałą kochanką, dawała mu cudowną rozkosz, lecz w tej chwili nie była dlań nikim więcej.Tylko jego przyjemnością.Czerpał ją bez wytchnienia, przytrzymując jej biodra, aż w końcu doszedł, wybuchając w nią, tak jak ona w nim, uwięziona w mocnym uścisku, z włosami mokrymi od jego ust.Niech to diabli! Jakże pragnął ją pocałować.Odciągnął do tyłu głowę Rosamunde, uchylił dolną część maski - przy wtórze trzasku pękającego materiału - i przywarł ustami do jej warg.Wrzasnęła, szarpiąc się, ale i tak dopiął swego.Miał przecież prawo całować swoją kobietę.Po chwilowym oporze ustąpiła.Błogość.W końcu oderwał się od niej, jednocześnie poczuł, że wyślizguje się z jej wnętrza, zaspokojony, rozluźniony, spełniony.- Zaprawdę, moja słodka damo, zawsze cię rozpoznam, jeśli jeszcze kiedyś złączymy usta w pocałunku.Zaczęła się szamotać.Wiedział, że teraz nasuwa maskę z powrotem na miejsce.- A więc jestem bezpieczna - ucięła.- Bo na co dzień nie całuję się z obcymi mężczyznami.- Ja nie jestem obcy.Teraz już nie.Jednakże złamał zasady, więc przytrzymał ją za suknię, na wypadek gdyby zechciała uciec.Ale ona powiedziała tylko:- Obiecaj, że nigdy więcej tego nie zrobisz.- Nie podobało ci się?- Owszem, podobało.Aż zamruczał, ujęty tą cudowną szczerością.Wziął Rosamunde w ramiona.- Więc dlaczego mam tego nie zrobić? Po co ci ta maska w zupełnej ciemności?- Mam swoje powody.Musisz mi obiecać.- Ale przecież jesteś moją niewolnicą.Poddałaś się mej woli.- Jednak tego nie zrobię.- Powiedziałaś, że zrobisz wszystko.- Nie.- Próbowała poruszyć się, lecz nie mogła.- Przestań.- szepnęła.- Nie psuj wszystkiego.Chciał nalegać, całkowicie poddać ją swej władzy.Pomyślał, że przecież mógłby, a zarazem wiedział, że to niemożliwe.- Powiedz, dlaczego musisz nosić maskę.- Nie mogę.- Jest ciemno.I tak cię nie widzę.Jeśli chcesz, zawiąż mi oczy!- Nie o to chodzi.Przestań, bo w przeciwnym razie będę musiała wyjść.Przygryzł wargi, by powstrzymać pełne złości słowa, które miał już na końcu języka.- Ale nie masz nic przeciwko pocałunkom?- Samym w sobie pocałunkom, nie.- Więc powiedz mi, jak mam cię całować.Bardzo tego potrzebuję.Leżała przytulona do niego, oddychając nierówno, tak samo jak on.Po chwili milczenia, którego nie chciał przerywać, odezwała się:- Pozwól mi wyjść, to spróbuję naprawić maskę.Chciał ją jeszcze przekonać, lecz najwyraźniej doszła do granicy, której nie była w stanie przekroczyć.Wbrew swej woli pomógł jej wstać i słuchał, jak wychodzi z pokoju.Być może już nie wróci.Co to oznacza, gdy mężczyzna ryzykuje noc soczystego seksu w zamian za szansę na pocałunek?Usiadł, opierając głowę na rękach.Z trudem to wszystko ogarniał.Nigdy nie lubił przejaskrawionych dramatów.I teraz czuł się podobnie.Tkwił po uszy w prawdziwej tragedii.Wierzył, że magia między nimi i tak by powstała, bez względu na okoliczności spotkania.Gdyby los okazał się łaskawy, poznaliby się na zgromadzeniu, na herbacie, może nawet na wiejskim festynie.Wtedy mógłby zabiegać o jej względy i zdobyć jej serce w należyty sposób.Zamiast tego znaleźli się tu i teraz.Maski, dramat i bolesne sekrety nocy.Otworzyły się drzwi.W myślach podziękował Bogu za to, że przynajmniej wróciła.Po omacku podeszła bliżej, dotknęła niepewną dłonią jego policzka [ Pobierz całość w formacie PDF ]