[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wcale nie czuła, żeby miała jakąkolwiek kontrolę nad przyszłością, ale ogólnie rzecz biorąc, miał rację.Ojciec nie żyje.Jej rodzina straciła Summer-bourne.W jakimś sensie nie była lepsza od Thomasa.Gdzieś głęboko w sercu wciąż jeszcze się łudziła, że za sprawą jakiegoś cudu to wszystko zniknie, a ona znów znajdzie się tam, gdzie była - szczęśliwa z ojcem w Summerbourne.Wolna od tego małżeństwa.Dotknął delikatnie jej dłoni.- Claire, z Bożą pomocą i nadzieją w sercach możemy coś z tego wykrzesać.Pracuj na naszą przyszłość i przekonaj brata, żeby zrobił to samo.Świadoma dotyku jego ciepłej skóry spojrzała na dąsającego się Thomasa.- Potrafi być bardzo uparty.- A więc musi się zmienić, zanim wstąpi na królewski dwór.Claire przygryzła wargę na myśl o konsekwencjach buntowniczej postawy w takim miejscu.- Tu byłby bezpieczniejszy.- Na mojej łasce? - Jego dłoń zacisnęła się delikatnie.- A może zamierzasz mnie kontrolować?Popatrzyła na niego, zdając sobie sprawę, że dokładnie to pomyślała.- Żona ma chyba prawo prosić.- Nie o rzeczy niemożliwe bądź fatalne w skutkach.- Pozostawienie Thomasa na jakiś czas w Sum-merbourne nie może być przecież fatalne w skutkach.- Fatalne w skutkach byłoby przeciwstawianie się woli króla.- Ale.- Nie.To było kategoryczne, władcze, stanowcze „nie”.Wyrwała dłoń z jego uścisku.- Nie potrafię się ślepo podporządkować, panie!- A więc radzę się tego nauczyć.- Albo zmusisz mnie do tego chłostą? Uniósł brwi, jakby pytanie całkowicie go zaskoczyło.- Jeśli zajdzie potrzeba, tak.Claire uzmysłowiła sobie nagle, że zacisnęła dłonie w pięści, żałosne małe piąstki, spoczywające na stole.Chwycił jedną z nich ogromną ciemną dłonią i nie było w tym geście ani krzty delikatności.- Wykonujemy nakazy króla.Zawsze.- A co, jeśli te nakazy są złe?- To już Bóg oceni.Ponownie spróbowała się uwolnić, jednak bezskutecznie.- Niektórzy z nas mają własne sumienie za przewodnika, panie.- Jak twój ojciec? Widzisz, dokąd sumienie go doprowadziło.Przysunęła się do niego.- Co najmniej do nieba! - szepnęła.- Podczas gdy mnie przeznaczone jest piekło? Przygryzła język, by powstrzymać się przed przytaknięciem.To byłoby podle niechrześcijańskie.- Powiedziałeś, że odpokutowałeś już za swoje grzechy, panie.- Powiedziałem, że to możliwe.- Jeśli nie, powinieneś to zrobić.Każdy grzech jest wybaczalny, jeśli naprawdę go żałujesz.Nawet twój, panie.- Przynosisz mi wielkie pocieszenie tymi słowami, pani - rzeki tak sucho, że aż dziw, iż nie stanął w płomieniach.W tym momencie na środek sali wyszedł pulchny mężczyzna w średnim wieku i uniósł dłoń, żądając ciszy.Claire z ulgą przyjęła ucieczkę przed tak łatwopalną dyskusją.A jeśli się nie wyspowiadał? Jeśli nie żałuje tych wszystkich istnień, które odebrał?Co to mówiło o ich wspólnej przyszłości?Jej ulga pierzchła natychmiast, gdy okazało się, że występujący nie będzie opowiadał żadnej historii, lecz zadawał zagadki.Nie była przygotowana na słuchanie zagadek właśnie tutaj, w domu człowieka, który nie miał sobie równych w tej dziedzinie.Zmusiła się do pozostania na miejscu i uśmiechu, ale pociągnęła ogromny łyk trunku dla uspokojenia nerwów.Mężczyzna o rumianej twarzy wykazał się biegłością.Choć Claire od kołyski rozwiązywała zagadki i zwykle potrafiła odgadnąć rozwiązanie, doceniała umiejętności artysty.Pomogło jej to, że jego styl różnił się od stylu ojca.Więcej gestykulował i chodził po całym holu, zabawiając publiczność.W jego zagadkach pojawiała się też odrobina pikanterii, której ojciec zwykle starał się unikać.- Teraz jedna dla ciebie, młody panie! - zawołał zatrzymując się przy Josce, otoczonym przez gorliwe służki Claire.Giermek wyprostował się zaskoczony.Najwyraźniej nie miał teraz głowy do zagadek i wśród widzów rozległ się śmiech.- Powstaję sztywno i wysoko w mym łożu, młody panie - rzekł artysta, szczerząc się od ucha do ucha.- Unoszę się prosto i dumnie, lecz pod spodem skrywam włochaty cień.Piegowata twarz Josce przybrała odcień szkarłatu, wywołując wśród zebranych kolejną salwę śmiechu.Claire domyśliła się, że giermek nigdy wcześniej nie słyszał tej zagadki.- Lordzie Renaldzie - szepnęła - czy myślisz, że.?Potrząsnął przecząco głową.- Jedna z wielu życiowych nauk.- Kobiety delektują się mną - ciągnął mężczyzna.- Niektóre powiadają nawet, że życie beze mnie nie ma smaku.Te śmiałe panie chwytają mnie i wkładają w specjalne ciemne miejsce, dla swojej przyjemności.Ale mszczę się, kiedy doprowadzam niewiasty do łez.Czym więc jestem, młody panie?Josce rozdziawił usta i popatrzył z przerażeniem na dwie służki siedzące po obu jego bokach.Pris-sy, która najwyraźniej rozpoznała zagadkę, chichotała pod nosem.Maria była równie czerwona jak giermek.- A więc, Josce? - zapytał lord Renald.- Dobry wojownik nigdy nie widzi tylko tego, co oczywiste.A to, o czym myślisz, przy odrobinie ostrożności nie powinno doprowadzać panien do płaczu.Dzięki spokojnemu głosowi swojego pana Josce odzyskał przytomność umysłu.Pąs odpłynął mu nieco z twarzy, ustępując miejsca intensywnemu zamyśleniu.Po chwili roześmiał się.- Bardzo dobra, świetna zagadka! To cebula.Tak myślę.Artysta zachęcił zebranych do oklasków.- I dobra dla ciebie, młody panie! Jak powiada twój mądry pan, nikt nie powinien patrzeć tylko na oczywiste.I na tym polega sztuka układania zagadek - uczyć ludzi patrzeć głębiej.- Ukłonił się i powrócił na swoje miejsce, żeby mógł wystąpić pieśniarz.Mądry pan.Claire nigdy nie myślała o lordzie Renaldzie jak o mądrym.Spojrzała na niego kątem oka.- Słyszałeś to już wcześniej, panie, czy jesteś po prostu dobry w odnajdywaniu mniej oczywistych dróg?- Jedno i drugie.- Powstał i podał jej dłoń.- Myślę, że możemy już udać się na spoczynek.- De Lisie poprowadził ją na tyły holu, ku schodom wiodącym na piętro, zatrzymując się po drodze przy gabinecie ojca.- Jest tu wiele ksiąg.Czy życzysz sobie, pani, wziąć którąś ze sobą na górę?Ta uprzejmość zaskoczyła ją.- Dziękuję, panie, ale teraz jest zbyt ciemno na czytanie, a poza tym jestem bardzo zmęczona.Oparł się o ścianę, sam też wyglądając na znużonego.- Brat Nils powiedział mi, że znalazł tu jakieś luźne zapiski twojego ojca.Historie i ilustracje.Czy chcesz, bym kazał je dla ciebie oprawić, pani?Claire miała nadzieję, że nie będzie musiała tak szybko zajmować się tym problemem.- To moje - wyznała.- Ojciec tworzył magię za pomocą słów, ale nie miał cierpliwości do ładnego pisania ani talentu do rysunku.Pracowaliśmy razem nad zbiorem jego opowieści i zagadek.- Rozumiem.Próbowała wyczytać coś z jego mrocznej twarzy.- Czy chcesz, panie, żebym przestała się tym zajmować?Wyprostował się.- Nie.Oczywiście, że nie.Brat Nils pokazał mi ilustracje.Są bardzo dobre.Musisz to skończyć.Już miała podziękować mu ciepło i szczerze, kiedy dodał:- Oprawimy to, każemy zrobić kopię i przekażemy w prezencie królowi.- Za żadne skarby! - żachnęła się.- Henryk Beau-clerc nie zasługuje.- Przycisnął ją do ściany, zakrywając dłonią jej usta.- Pohamuj język [ Pobierz całość w formacie PDF ]