[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Proszę mi dać te spodnie, postaram się jakoś je naprawić.- To nie jest możliwe.Nie mogę iść bez spodni do hotelu -odpowiedział Piotr.- Przecież może pan przenocować u nas, miejsca tu nie brakuje.- Dziękuję, ale nie chciałbym sprawiać kłopotu, zresztą musiałbym uprzedzić hotel.- Możemy to załatwić telefonicznie.- Zostawiłem tam zaliczkę.- Wobec tego przejdźmy się tam obaj po kolacji - zaproponowałTeofil.- Przy okazji porozmawiamy o sprawach zawodowych, bo przecież obaj pełnimy funkcję pedagogów akademickich.A przez ten czas nasze panie zajmą się dziećmi i pogadają sobie o swoich babskich sprawach.Zofia spojrzała z wdzięcznością na męża, bo rzeczywiście marzyła o szczerej rozmowie z córką sam na sam.Kasia też była wdzięczna Teofilowi za ten gest, ponieważ wydawało się jej, że tym samym przyjmuje Piotra do rodziny.Jak tylko zostały same, od razu poczuły się tak, jakby nigdy się nie rozstawały.Młodsza z nich opowiedziała matce wszystko o tym, jak się toczyło wzajemne zauroczenie i zakochanie jej i Piotra, o tym, jak jest szanowany przez studentów, jak pozbawiony egoizmu i dobry dla niej.- Wyobraź sobie, że on i cała jego rodzina też spędzili wojnę na Syberii.Tylko byli tam dłużej niż my, bo wcześniej ich wywieźli i po amnestii nie zdążyli dołączyć do transportów.Dwoje starszego rodzeństwa Piotrusia zgłosiło się do Armii Andersa, ale zachorowali na tyfus i też nie zdążyli, a potem wcielono ich do Armii Ludowej.Nie masz mamuś pojęcia, jak on jadąc tutaj się denerwował.A teraz mnie to czeka, bo za tydzień mamy jechać do jego rodziców.Czy on ci się podoba? - nic na ten temat nie mówisz.- A co ja mam powiedzieć po trzech godzinach znajomości o człowieku, z którym moje dziecko zamierza iść przez życie?Obserwuję i tyle.- I co zaobserwowałaś?- Że jest, owszem, przystojny, sympatyczny, niegłupi i najwyraźniej zakochany, ale to jeszcze nie wystarczy, żebym skakała z radości.Musisz mnie zrozumieć, jesteś moim skarbem i drżę o to, czy będziesz szczęśliwa.- Ale nie możesz powiedzieć z ręką na sercu, że ci się nie podoba.- On nie mnie ma się podobać.On ma być dla ciebie.- A mnie się on bardzo podoba - wtrąciła się Pelasia - i ja ci go zaraz zabiorę.- Dla ciebie, moja panno, to on jest za stary - odpaliła Kasia.- Nieprawda! Jest młody, śliczniutki.- A w jaki sposób mi go zabierzesz?- Zwyczajnie, wejdę mu na kolana i tak go przytulę, że go uduszę.- Jeśli go udusisz, żadna z nas go nie będzie miała.- A kto? Ania?- Odczep się ode mnie.Ja chłopaków nie znoszę.- A ja znoszę - oświadczył Piotruś - ja też go wezmę i będziemy dwa Piotrki jak dwa Michały.Jeden duży, drugi mały.- Guzik z pętelką, on jest mój i nikomu go nie oddam - powiedziała Kasia.- A jak będzie wolał mnie? — nie dawała za wygraną Pelasia.- Jak będzie wolał, to już nic nie poradzę.Do Hotelu Staromiejskiego było z ich domu około czterystu metrów, a mężczyznom droga tam i z powrotem zajęła ponad dwie godziny.Zofia z Kasią przez ten czas zdążyły sobie pogadać, posprzątać po kolacji, ułożyć dzieci do snu i przygotować pokoik dla gościa.Matka zadając pytania podchwytliwe usiłowała wysondować, jak daleko młodzi posunęli się w swoich zapędach miłosnych, ale z entuzjastycznych opowieści córki nic pewnego nie wynikało ani na tak, ani na nie.Żeby zadać pytanie wprost, nie starczyło jej odwagi.Panowie wrócili w dobrych humorach i niezłej komitywie.Okazało się, że nie skończyło się na spacerze do hotelu.Poszli na wydziałTeofila, zwiedzili jego gabinet i wypili tam po lampce koniaku.Wieczorem, kiedy układali plany na dzień następny, matka powiedziała:- Przed południem musicie sobie poradzić beze mnie.Muszę być na działce, mają mi przywieźć nawóz.- My też tam pojedziemy, prawda Kasiątko? Może się na coś przydamy - pośpieszył z propozycją Piotr.- No, nie wiem.Przyjechaliście przecież na krótko.- Koniec dyskusji.Jeśli chodzi o pracę w polu, to jestem ekspertem, praktykuję w każde wakacje.Kiedy cały dom był uśpiony, Teofil gasząc lampkę przy łóżku powiedział do żony.- To świetny chłopak.Jeśli go zniechęcisz, policzę się z tobą.- Łatwo ci mówić.- westchnęła i nadal dobierała starannie przędzę, żeby swoim haftem artystycznym uzupełnić brak w nogawce pretendenta do ręki swojej córki.- Kiedy ty wreszcie się położysz? - zamruczał sennie jej małżonek.- Dokładnie wtedy, kiedy już załatam spodnie twego pupila.Dobrze się zaczyna!Rankiem okazało się, że nie ma śladu po dziurze.Artystka maleńką igłą utkała brakujący kawałek materiału.Nazajutrz Piotr przeszedł sam siebie.Nie dość, że skopał prawie całą działkę i rozrzucił na niej nawóz, to jeszcze opowiadał przez cały czas o swoich rodzicach dowcipnie i z miłością [ Pobierz całość w formacie PDF ]