[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Dzień jak co dzień.Obłąkany model i wściekły pitbull imieniem Kicia.Przeklęta Kicia zżarła mi najlepszy puder.Szkoda gadać.Mam dla ciebie świeżą porcję ploteczek i jestem niedaleko.Do zobaczenia za dziesięć minut.Rozmowa schodzi na dylematy moralno-seksualne Tary.Idę na górę, zajrzeć do Danny'ego.Siadam na brzegu łóżeczka i wpatruję się w niego z czułością, kocham go nad życie.Kilka minut póź-niej do kuchni wkracza Chloe, słyszę śmiechy i podekscytowane głosy.Przypominam sobie pytanie Eddiego.Schodzę do gości.Chloe opiera się o zlew, ma na sobie obcisłe dżinsy, sportowe buty i bluzę.Jest piękna, radosna i pełna życia.Oczywiście, że Eddie oszalał na jej punkcie, podobnie jak każdy zdrowy mężczyzna.- Dobra.- Przytula mnie mocno na powitanie.- Opowiadaj.- Masz wielbiciela - mówię od razu.- Uuu! - piszczy Tara.- Tak? Kogo? - pyta podejrzliwie Chloe.- Eddiego.T L RNie dostrzegam żadnej reakcji.Biedny Eddie.Chloe z pewnością w ogóle go nie pamięta.- Seksowny ogrodnik Enid ma na ciebie chętkę.Pytał, czy jesteś do wzięcia.- Uuu.Ogrodnik.- Ruth wymierza Chloe żartobliwego kuksańca w bok.- Jak w „Gotowych na wszystko".- Cudownie - wzdycha Tara.- Dobry materiał na męża? - chce wiedzieć Pam.- Bardzo - zapewniam.- Powiedział ci? - Chloe wygląda na przerażoną.- Pytał, czy jesteś wolna.- Lubię go, ale nie jest w moim typie - oświadcza Chloe, jakby chciała zamknąć temat.- Uuu - chichocze Tara.- Przyjmujemy postawę obronną.- On chyba jest strasznie miły - rozpływa się w zachwycie Pam.- Przestańcie mnie swatać, wstrętne baby.Do cholery, nie zamierzam dołączyć do kółka gospodyń.Możemy porozmawiać na ciekawsze tematy?Wszystkie jesteśmy nieco zaskoczone reakcją Chloe.- Jakie ploteczki nam przywiozłaś? - Szybko zmieniam temat, żałując, że poruszyłam drażliwą dla przyjaciółki kwestię.- A tak, ploty.- Krzywi się i wzdycha.- Powinnam ci powiedzieć, choć to nic przyjemnego.Znajomy fryzjer słyszał o przyjęciu.- Świetnie - mówię.- Wiadomości rozchodzą się lotem błyskawicy.- Podobno wszyscy w firmie o tym mówią, ma tam paru klientów.Mniejsza z tym.Chodzi o to, że Annette podobno rezygnuje z usług agencji.Przykro mi, kochana.Wolałam ci powiedzieć.38Potrzebuję odwagi, żeby przeprowadzić pewien plan.Dzwonię do Trish z prośbą, by zaopieko-wała się Dannym.Smaruję wypryski na jego ciałku różową maścią.- Mamusia przyniesie ci śniadanko do łóżka, a jak zjesz, zasłonimy z powrotem żaluzje - szepczę mu do uszka.- Pośpisz sobie.Potem mamusia wyjdzie na chwileczkę, a Trish z tobą posiedzi.- Tęsknię za tatusiem.- Danny zaczyna płakać.- Tatuś wróci za parę dni, maleńki - mówię przez zaciśnięte gardło.Mnie także brakuje Toma.Tęsknię nawet za tym, co wcześniej drażniło: porannym marudzeniem, demonstracyjnym rozkładaniem gazety, robieniem zbyt mocnej herbaty i zostawianiem w zlewie parujących torebek po niej.Brakuje mi tego, jak przekręcał się na drugi bok, spychając mnie z łóżka.Jego chrapania.Całego naszego popapranego małżeńskiego życia.Świadomości, że wróci wieczorem.Wszystkiego, czego wcześniej T L Rnie doceniałam.Wracają do mnie piękne wspomnienia z czasów narzeczeńskich.Jak życie, które przelatuje przed oczami umierającego, tylko że w tym wypadku umiera związek.Wyciągam z zakamarków pa-mięci dawno zapomniane szczegóły; kolor jego skarpetek na pierwszej randce (obrzydliwy odcień zieleni i szare paski), to, że piliśmy wtedy wytrawne martini, choć było wczesne popołudnie, kawałek oliwki, który przylgnął mi do zębów, zawstydzając śmiertelnie.Wyjął go i zjadł, a ja z miejsca się zakochałam.Wspominam także ważniejsze miłe gesty, które pogrzebałam w ostatnich miesiącach wśród morza pretensji.W zeszłym roku na moje urodziny sprawił mamie przelot pierwszą klasą do Toronto, chociaż ledwie mógł sobie na to pozwolić finansowo.Zjawiła się w progu, promieniejąc szczęściem, mimo przeraźliwej chudości i obwiązanej chustką łysej głowy.To był najpiękniejszy prezent urodzi-nowy w moim życiu.Wtedy po raz ostatni widziałam ją żywą.Ocieram łzy rękawem, nie mam czasu na sentymenty.Muszę spróbować naprawić, co zepsu-łam.Przetrząsam szafę w poszukiwaniu czegokolwiek czystego i niepogniecionego.Nie mam zbyt dużego wyboru.Wkładam czarne spodnie i białą bluzkę, połączenie, w którym wyglądam jak kelnerka.Staję przed lustrem.Staram się wcielić w rolę, jak radziła mi niegdyś Enid.W powietrzu wiruje pełno pyłków, moje oczy schowane za ciemnymi szkłami okularów zaczynają łzawić.Wsiadam w autobus jadący do Belsize Park.Obok mnie siada staruszka, wokół której unosi się nikła woń uryny, wyjmuje paczkę chipsów bekonowych i zaczyna jeść.Niespokojny męż-czyzna w czapce z daszkiem agresywnie zaczepia żółtą poręcz.Wysiadam i ruszam wolno w stronę mieszkania Annette, krzywiąc się na wspomnienie mojej ostatniej w nim wizyty.Nie mogę się zdecydować, żeby wejść do środka.Chodzę tam i z powrotem przed drzwiami budynku.Portier przygląda mi się podejrzliwie, zapewne podejrzewając, iż jestem ogarniętą obsesją fanką.Biorę głęboki oddech i przekraczam próg.- W czym mogę pomóc? - pyta uprzejmie.- Przyszłam do.- Nagle robi mi się słabo.- Do pani Eastern.Portier próbuje się bezskutecznie połączyć z numerem.- Przykro mi.Zdaje się, że jej nie ma w domu Wychodzę z poczuciem porażki, ze spuszczoną głową.Słyszę jakiś hałas, kroki i głosy.- A, to pani.Przed chwilą ktoś o panią pytał.Nie nie zostawiła swojego nazwiska.Miłego dnia, pani Eastern - Obcasy uderzają w marmurową posadzkę.Staję pod ścianą i odwracam twarz, żeby mnie nie zauważyła.Wystraszyłam się, nie jestem przygotowana.W polu mojego widzenia pojawia się najpierw stopa w szpilce z wężowej skóry, opalona szczupła kostka.Następnie szerokie niebieskie spodnie i żakiet w marynarskim stylu.Kaskada lśniących włosów.To ona.Przyciskam plecy do ściany, pragnąc z całych sił wtopić się w tło.Patrzę bezradnie, T L Rjak wychodzi na ulicę.Zrób coś, Sadie, ponaglam sama siebie.Idź za nią! Przez chwilę przebieram w miejscu nogami, zbierając się na odwagę.Wybiegam.- Annette! - wrzeszczę.- Annette!Zatrzymuje się w pół kroku, odwraca powoli, odgarniając włosy z twarzy.- Tak? Znamy się? Zdejmuję okulary.- Sadie.Żona Toma Harrisona.Florystka.- Ty! - Wykrzywia się w gniewnym grymasie.- Czy mogłabyś poświęcić mi chwilę? Chciałabym przeprosić.Prycha pogardliwie i zaczyna odchodzić.- Dziękuję.Wysłałam Tomowi rachunek za pralnię.Muszę biec, żeby za nią nadążyć.- Zajmę ci tylko pięć minut, Annette.- Nie, dziękuję.- Błagam.Chyba wyczuwa moją desperację, ponieważ zatrzymuje się i spogląda na mnie z mniejszą zło-ścią.- Pięć minut.Stoimy tuż obok wejścia do dość przytulnie wyglądającej kawiarenki [ Pobierz całość w formacie PDF ]