[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Panujący tu klimat przesady i fantazji przyciągał ich jak magnes.Spotykali się z przyjaciółmi, żeby tańczyć, pić, rozmawiać i zmieniać świat.Ta paryska dzielnica stała się rajem dla tych, którzy delektowali się urokami młodości.Ich zuchwałość i radość życia udzielała się wszystkim.Uznali, że jest to sprawiedliwe zadośćuczynienie za lata pełne wyrzeczeń, i starali się ignorować restrykcje, które nadal zatruwały codzienne życie paryżan.Jazz, swoboda, beztroska rozpalały ich zmysły i wyostrzały apetyt na życie.Byli młodzi, piękni i nic ani nikt nie mógł stanąć im na drodze.Felix i Natasza dostrzegli w tłumie znajomych.Pozdrowili ich skinieniem głowy.Jeden z nich, wielki diabeł o zmierzwionej, gęstej czuprynie, wykonał w ich stronę kilka tajemniczych gestów.Zrozumieli, że towarzystwo przenosi się do Rhumerie.W piwnicach, z których kilku entuzjastów wyniosło beczki po winie i skromne zapasy węgla, rodził się nowy język.Świat, który miał swoje własne, sekretne kody.Wtajemniczeni porozumiewali się za pomocą spojrzeń, elementów stroju, systemu gestów.Zmieniając miejsca zabawy, nie kierowali się żadnymi zasadami.Poruszali się w pewnym określonym rewirze o granicach niewidocznych, lecz wytatuowanych w ich umysłach, rozciągających się pomiędzy nabrzeżami Malaquais i Conti, placem Saint-Sulpice oraz ulicami Saint-Pères Dauphine i Ancienne Comédie.To był ich teren.Tu łapali oddech.Słuchali tylko własnych uczuć, umawiali się i nie przychodzili na spotkania, ponieważ wiedzieli, że prędzej czy później i tak zejdą się na którejś z uliczek.Zachowywali się jak członkowie klubu, do którego należeli tylko uprzywilejowani.Mieli swoich ulubieńców: artystów i ludzi utalentowanych.Ale byli i tacy, którzy budzili w nich odrazę: nudziarze i pozerzy nie mieli szans na otrzymanie klucza do sezamu.Usiedli na twardych taboretach.Natasza wygładziła spódnicę, a Felix ocierał czoło chusteczką.Nieharmonijne dźwięki wypełniały ich ciała i sprawiały, że podrygiwali na miejscach tak jak reszta.Dziewczyna kochała to poczucie wspólnoty, tę buntowniczą gorączkę.Przez kilka godzin czerpała z życia pełnymi garściami.Nic więcej się nie liczyło.Żyła intensywnie tu i teraz, i popadała w stan słodkiego upojenia.Felix tak samo jak ona oszalał na punkcie zabawy.Zostawiał niepokój i rozpacz w szatni, razem z płaszczem, i wchodził na wąskie schody, przezornie schylając głowę, by nie uderzyć w sufit.Od razu zrozumiał, że to jedyny sposób na odnalezienie się w grupie.„Nie chcę siedzieć jak kretyn, sam, z boku" - wyznał któregoś dnia Nataszy.Spodobało jej się to, bo wiedziała, że Felix Seligsohn traktował dotąd beztroskę jak niedostępną nagrodę.Jedli niewiele i mało spali.Przy życiu trzymało ich coś w rodzaju wiecznej gorączki.Kilkoro ich przyjaciół chodziło na lekcje aktorstwa lub muzyki.Wszyscy przesiadywali w okolicznych księgarniach, myszkowali na straganach bu-kinistów, biegali z wystawy na wystawę.Byli nienasyceni i wszystkiego ciekawi.Impertynenccy.Pragnęli zaskoczenia,gardzilikonformizmem,rodzinnymiobiadami,sztywniac-twem.Używali pseudonimów i nie chcieli niczego wiedzieć o swoim pochodzeniu.Nie mieli rodziców ani przeszłości.Właśnie się narodzili.A przyszłość? Planowali się nią zająć, gdy przyjdzie na to czas.Felix pochylił się nagle i pocałował Nataszę w usta.Przeszył ją dreszcz.Czasem zaskakiwała ją spontaniczność przyjaciela.Co ciekawe, nigdy nie rozmawiali o miłości, jakby nie chcieli zapeszać.Nie chcieli wiązać się obietnicami, zbyt mocno przypominającymi pęta, które krępowały dorosłych.Choć byli jeszcze bardzo młodzi, nie mieli w sobie nic z romantyków.Dzięki temu udawało im się zachować powściągliwość.Byli blisko, ale jeszcze nie zostali kochankami.Wysłuchali wierszy kilku śmiałków, którzy wzięli we władanie estradę zaraz po tym, jak muzycy zarządzili przerwę [ Pobierz całość w formacie PDF ]