[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.„Nie potrafię się kontrolować i boję się, że powiem komuś coś, czego będę później żałować".Tym razem sytuacja była odwrotna, Sara była gościem składającym wyrazy współczucia; przez następne pół godziny witała uprzejmie tych, których należało powitać i przypominała sobie tych, których należało pamiętać sprzed trzech lat, w końcu wzięła go w kuchni na bok.- Przydałoby ci się trochę świeżego powietrza - powiedziała.-Przejdziesz się ze mną?W odpowiedzi włożył buty.Pogoda tego niedzielnego popołudnia nie pasowała zupełnie do żałobnego nastroju: niezwykle łagodny jak na to miasto sierpień z życzliwie przyświecającym słońcem i lekko podmuchującym wiatrem.Wzięła go pod ramię i gdy szli tak w dół Wydown Avenue mijając okazałe drzewa, dostojne rezydencje z czerwonej cegły, czasem jakiegoś niedzielnego biegacza czy staruszkę wyprowadzającą psa, czuł się jak kaleki, a może nawet już umierający człowiek, którego przybyły w odwiedziny krewniak wziął na krótki spacer wzdłuż szpitala, zanim odda go z powrotem w ręce pielęgniarek.Żadne z nich nie czuło przez dłuższy czas potrzeby mówienia.Wreszcie Sara przełamała milczenie:- Jak się potoczyły sprawy z tamtą kobietą? Nie pamiętam jej imienia.- Nora.- Wymówienie tych dwóch dźwięcznych, otwartych sylab wciąż było rozdzieraniem rany.Serce ma wiele komór, pomyślał, wystarczająco dużo, aby pomieścić w nich każdą przeszłą i przyszłą miłość, i właśnie poczuł świeży ból w jednej z nich, obok tej wypełnionej bólem już wcześniej, jak gdyby dla zharmonizowania strat.- Zerwała ze mną w zimie- dodał.- Ona? Tego bym się nie spodziewała.- Okazało się, że miała więcej odwagi niż ja.Sara przyśpieszyła nieco kroku.- A zatem wszystko skończone i spokój? - zapytała.Najchętniej powiedziałby „tak", by zamknąć dyskusję, ale nie potrafiłkłamać: do końca utożsamiał się ze swoim uczuciem.- Chyba dalej ją kocham - przyznał.- Wciąż masz ją w sercu, to chciałeś powiedzieć?- Wciąż jej chcę.- Przejdzie ci - stwierdziła.- Spotkasz inną kobietę, znów się zakochasz i przejdzie ci, zobaczysz.To tylko kwestia czasu.Polemika z nią niczego nie mogła dać, poza tym z upływem czasu coraz trudniej było mu tłumaczyć - nawet sobie samemu - obsesję, jaką była dla niego Nora: płomień, który wbrew wszelkim prawom fizyki nie chciałzgasnąć.Nie wspominał jej zresztą w rozmowach.Horowitz, na przykład, odniósł wrażenie, że Max dawno już wyzbył się bzika na punkcie tej postaci rodem z Caldwella, i jego obecny brak zainteresowania kobietami kładł na karb patologicznie wytrwałej rozpaczy po Janey.Szacowała go spojrzeniem.- Utyłeś.Instynktownie dotknął wystającego nieco brzucha.- Zauważyłaś.- Ile ci przybyło od naszego ostatniego spotkania?- Siedem, może osiem kilo.- Jednym z nieoczekiwanych efektów tego, że popadł w biedę czy też, że w ogóle opuściło go szczęście, był głód, znacznie silniejszy i trudniejszy do zaspokojenia niż w czasach, kiedy zarabiał wystarczająco dużo.Twarz mu się wypełniła, a leżąc na wznak mógł podziwiać zaokrąglony horyzont brzucha.- Niedobrze ci z taką tuszą - orzekła.- Powinieneś się jej pozbyć.- Może teraz mi się uda.Pamiętam, że po śmierci Janey prawie w ogóle przestałem jeść.- Ja też.Rozchorowałam się w końcu z tego.- Ścisnęła go mocno za ramię i odetchnęła chrapliwie.- Tak mi przykro, Max.Żal mi ciebie i twojej matki, i tego jej okropnego życia.Ty byłeś jej jedynym dobrem, wiesz?Poczuł znów łkanie ściskające mu gardło, ale przełknął łzy.Miał już dość płaczu.- Kochałem ją - powiedział.- Wiem, że ją kochałeś.- Ale nie wiesz, że nigdy jej nie znosiłem.- Ja też nie potrafiłam jej znieść.Ale kto potrafił?- Horowitz.Janey.- Chciał dodać Norę, ale powstrzymał się.- Bardzo to zacnie z ich strony.Problem w tym, że nie dawała się lubić.- Byłem jej synem, powinienem się był nauczyć, jak ją lubić.- Nie możesz się zmusić do lubienia kogoś ani nie możesz się z tego powodu potępiać.Nie przysłuchiwał się w gruncie rzeczy jej uwagom; chciał, idąc z nią tą pełną słońca ulicą, wyłącznie mówić.- Pamiętam jedną Paschę, kiedy Horowitzowie zaprosili nas na seder, musiałem mieć dziesięć albo jedenaście lat.W pewnym momencie, po wstępnych modlitwach, zaczęliśmy dzielić się charosetem; matka Horowitza popełniła, jak się okazało, niewybaczalny błąd częstując wszystkich potrawą z orzechami.Moja matka była przekonana, że nie może jeść orzechów - przyklejały jej się do ścianek jelita czy coś równie głupiego - więc zrobiła okropną scenę z tego powodu [ Pobierz całość w formacie PDF ]