[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Co on sobie wyobrażał? Jeśliodwołam ślub, zrobię to z osobistych powodów, a nie dlatego, że życzy sobieR Stego mój były mąż.- Nie mów mi, co mam robić - burknęłam, czując w środku znajomeukłucie.Znów ktoś zadzwonił do drzwi.Tym razem to musiał być Marco (niekryłam już żadnych absztyfikantów w zanadrzu).Serce podskoczyło mi dogardła.Wyślizgnęłam się z pokoju i zbiegłam na dół, gdzie Luca właśnie witałsię z synem.- Wiedziałem, że to ty - oznajmił Marco, gdy onieśmielona stanęłam ustóp schodów.- Chociaż spodziewałem się ujrzeć blondynkę.Miał na sobie białą koszulkę, granatowe dżinsy i skórzane mokasyny.Beżową marynarkę nonszalancko przerzucił przez jedno ramię.- A o co chodzi? - dopytywał się Luca.- O to, że u ciebie mieszka - odrzekł Marco, a następnie podszedł bliżej ipocałował mnie w policzek.Uścisk ręki trwał odrobinę dłużej, niż było to ko-nieczne.- A ten to, kurwa, kto? - spytał Tom, złażąc na dół dokładnie w chwili,gdy tonęłam w płomiennych oczach Marca.- Mój syn, Marc - odpowiedział uprzejmie Luca.- Właśnie stanął w ko-lejce.- W kolejce? - Marco rozejrzał się dokoła i ogarnął wzrokiem monsieurDuCroix w kuchni, spoconego Tya na ganku oraz Toma, który złowieszczozawisł na poręczy schodów tuż nade mną.- Co się tu dzieje?- To mój były mąż, Tom - dokonałam prezentacji.- A to mój narzeczonyTy.Ten pan w kuchni to monsieur DuCroix, który przygotowuje dla nas kola-cję.- Po moim trupie - oświadczył Tom, spychając mnie z drogi i krocząc dokuchni, gdzie wyśmiał zawartość misek i talerzy, a następnie pokręcił nosemna bordeaux.Monsieur DuCroix zawołał coś histerycznie do Tya, który wszedłR Sdo domu, przywitał się z Markiem i na widok Toma ponownie zrejterował naganek.Brakowało nam tylko Bustera Keatona.To była farsa, mówię wam.Spojrzałam błagalnie na Lucę, mojego jedynego prawdziwego sprzymierzeńca,ale on tylko rzucił mi złośliwy uśmieszek i zaproponował synowi piwo.- Nie, dziękuję - odpowiedział chłodno Marco.Następnie zwrócił wzrokna mnie.- Właściwie to przyjechałem do ciebie.Oczywiście zarumieniłam się jak idiotka i utkwiłam wzrok w jego klam-rze od paska.- Jak sobie chcesz - skwitował gładko Luca i poszedł, pozostawiając nasw salonie.Z kuchni dobiegały odgłosy sprzeczki, a Ty trajkotał na ganku przezkomórkę.- Chodźmy na spacer - zaproponował Marco.Podreptałam za nim jakowieczka na rzeź, po schodkach w dół, przez drogę, aż na gładkie kamyki pla-ży.- Przyjechałeś, chociaż nie byłeś pewien, że to ja? - zapytałam, kiedy wę-drowaliśmy wzdłuż brzegu.Z uśmiechem skinął głową.Te zęby.Te usta.Ten dołek w brodzie.- Wywarłaś na mnie niesamowite wrażenie, Connie - przyznał.- Chciał-bym cię lepiej poznać.- Cha, cha - powiedziałam ponuro.Było jak we śnie.Moim śnie.Przy-stojny gondolier zwraca uwagę na niepozorną gęś o fioletowym upierzeniu.- Prawdę mówiąc, zarezerwowałem dla nas stolik na dziś wieczór, w re-stauracji Swawolna Ostryga w Greenport - poinformował.- Tylko my dwoje.Zwykle trzeba robić rezerwacje z dużym wyprzedzeniem, ale udało mi sięskołować szefową sali.To najlepszy lokal na North Fork, prawdziwa perełka.- Zarezerwowałeś stolik dla nas dwojga? - upewniłam się z niedowierza-R Sniem.- Masz na myśli randkę?- Tak - roześmiał się.- Właśnie tak.Miałam ochotę przystanąć i przewrócić go na piasek.Co tam SwawolnaOstryga, ja byłam swawolną ostrygą.Nie musiał mnie karmić, wykosztowywaćsię na kolację ani przechwalać swoją władzą nad szefową sali.Wystarczyło, żeprzyjechał tu specjalnie z mojego powodu.Czułam bezgraniczną wdzięczność,że ktoś tak zabójczo przystojny jak Marco, ktoś, kogo nawet Fleur (moja była,obecna, a wkrótce znów była najlepsza przyjaciółka) uznałaby za zbyt wysokieprogi na nogi zwykłej śmiertelniczki, raczył skierować na mnie swoje boskiespojrzenie.Mnie nigdy nie przytrafiały się takie rzeczy.- A moje włosy? - zapytałam, szarpiąc za fioletowy kosmyk.- Lepiej nałóż kapelusz - poradził.- Idziemy.- Lepiej zajrzyjmy do twojego taty.- To nie ma nic wspólnego z moim tatą - warknął Marco, niecierpliwiekopiąc kamyk.- Nie chcesz spędzić z nim trochę czasu?- Constanzio.- Aksamitny głos Marca niósł obietnicę spełnienia moichnajskrytszych i najbardziej obscenicznych marzeń.- Przecież mówiłem, żeprzyjechałem do ciebie.Przyciągnął mnie bliżej, bardzo blisko, i poczułam, że on też cieszy się namój widok.Ale zamiast, jak przy Tomie, skromnie cofnąć biodra, zrobiłam cośdokładnie wręcz przeciwnego.Poczułam, jak gorączka ogarnia mnie od stóp ażpo czubek głowy i (o wstydzie!) z moich ust wyrwał się donośny jęk, dobitnieświadczący o tym, jak dawno nie byłam w podobnej sytuacji.Ale jęk nie trwał długo.Marco położył mi na ustach jeden ze swoich cu-downych palców, mocno przytrzymując mnie drugą ręką.Pogładził mnie popoliczku i zatknął za ucho fioletowe pasmo włosów.Był tak piękny, że prawieR Smusiałam odwrócić głowę.Lecz jego oczy, mroczne i pełne pożądania, nie-ubłaganie ciągnęły mnie ku sobie.- Proszę - powiedziałam.- Proszę.- Nie miałam pojęcia, o co prosiłam.Wiedziałam tylko, że obecny stan rzeczy absolutnie mi nie wystarczał.Marcoprzytłaczał mnie, nie wiedziałam, jak mam się zachować.Odeszliśmy od wo-dy, a następnie Marco powoli, delikatnie położył mnie na piasku pomiędzydwoma przewróconymi czółnami, leżącymi pod wierzbą.Nie odrywając odemnie wzroku, wsunął mi kolano pomiędzy uda i opuścił się na łokciach.Nawetnie zdążyłam sobie przypomnieć, że jestem siedem lat starsza od niego.- Jesteś taka piękna - szepnął, przesuwając usta na moją szyję i prowa-dząc mnie w rejony, których dawno nie miałam okazji odwiedzić.- Taka pięk-na, Connie - mruknął.- Chcę cię mieć tutaj, na plaży.Tak bardzo cię pragnę.Doprowadzasz mnie do szaleństwa.Przyznaję, gadka wydała mi się dość niedorzeczna, nigdy nie byłamzwolenniczką relacji na bieżąco, lecz istotne było to, co robił, a nie co mówił.Postanowiłam wyłączyć nadwerężony mózg, niech ciało odwali całą robotę.- Jesteś niesamowita.- Przymknęłam oczy, a on dalej szeptał mi do ucha,powodując wyładowania elektryczne w moim układzie nerwowym.- Cudow-na.Jesteś.Kurwa mać! - Zmiana nastąpiła bez ostrzeżenia: Marco zaczął po-drygiwać jak raniony.- Co to, kurwa, jest? - wrzasnął, rzucając się na wszyst-kie strony, co było dla mnie dość bolesne.- Zdejmij to ze mnie! Do jasnej cho-lery, natychmiast to ze mnie zdejmij!Zerwał się na równe nogi, pozostawiając mnie leżącą plackiem na ziemi,dzięki czemu zobaczyłam, o co chodzi.Gertruda [ Pobierz całość w formacie PDF ]