[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wydajesz się dziś znacznie mniej zmęczona niż wczoraj.Znajdziemy ci 42ładny, spokojny rok - na przykład 1953? Gideon mówi, że w pra.w pomieszczeniu z chronogra-fem było wtedy całkiem przytulnie.Ponoć stała tam nawet sofa.- 1953 rok jest idealny - powiedziałam, starając się nie zdradzać swojego entuzjazmu.Pięć lat po moim ostatnim spotkaniu z Lucasem! Można było oczekiwać, że przez ten czas się czegośdowiedział.- Aha, Charlotto, pani Jenkins zamówiła ci samochód, możesz już skończyć na dzisiaj.Charlotta przestała grać.- Tak, panie George - odrzekła uprzejmie, po czym przekrzywiła głowę i uśmiechnęła się do Gideona.- Ty też już skończyłeś na dzisiaj?Co takiego? Może go jeszcze zapyta, czy pójdzie z nią do kina? W napięciu wstrzymałam oddech.Ale Gideon potrząsnął głową.- Nie.Będę towarzyszył Gwendolyn.Charlotta i ja spojrzałyśmy na siebie jednakowo zaskoczone.- Nie będziesz - wtrącił pan George.- Już dawno wyczerpałeś swój kontyngent na dzisiaj.- Wyglądasz na zmęczonego - zauważyła Charlotta.-1 trudno się dziwić.Powinieneś wykorzystać ten czas na sen.Wyjątkowo byłam tego samego zdania co ona.Jeśli Gideon uda się ze mną, nie będę mogła ani wyciągnąćklucza, ani spotkać się z moim dziadkiem.- Beze mnie Gwendolyn spędzi cztery zupełnie bezsensowne godziny w piwnicy - powiedział Gideon.- A jeśli z nią pójdę, będzie mogła się w tym czasie czegoś nauczyć.- I dodał z lekkim uśmiechem: - Na przykład jak odróżnić lewą stronę od prawej.Menueta też przecież można się nauczyć.Co proszę? Rany boskie - tylko nie znowu lekcje tańca!- Próżny trud - rzekł Wydętousty.- Muszę jeszcze odrobić lekcje - powiedziałam tak nieuprzejmie, jak to tylko było możliwe.- Poza tym na jutro mam napisać wypracowanie z Szekspira.- W tym też ci mogę pomóc - zaoferował się Gideon i spojrzał na mnie.Nie potrafiłam zinterpretować jego spojrzenia.Komuś, kto go nie znał, mogłoby się wydawać niewinne, ale nie mnie.Charlotta wprawdzie dalej się uśmiechała, lecz już bez tych ślicznych dołeczków.Pan George wzruszył ramionami.- Jak chcecie.Gwendolyn nie będzie przynajmniej sama i nie będzie się musiała bać.- Ja właściwie czasami bardzo lubię być sama - powiedziałam z desperacją.- Przede wszystkim wtedy, kiedy cały dzień jestem wśród ludzi, tak jak dzisiaj.Wśród ludzi głupich jak but.- Ach, tak? - wtrąciła drwiąco Charlotta.- Ale i tak nigdy nie jesteś tak całkiem sama, przecież koło ciebie sązawsze twoi niewidzialni przyjaciele, nieprawdaż?- No właśnie - potwierdziłam.- Tylko byś mi przeszkadzał, Gideonie.Idź lepiej z Charlotta do kina.Jeśli o mnie chodzi, możecie nawet założyć razem klub książki!Tak sobie pomyślałam.Ale czy faktycznie to miałam na myśli? Z jednej strony, niczego nie pragnęłam bardziej, niż porozmawiać z moim dziadkiem i wypytać go, czy dowiedział się czegoś na temat zielonego jeźdźca.Z drugiej strony, w moim mózgu pojawiły się wspomnienia tych „och" i „mmm", i „jeszcze" z poprzedniego dnia.Cholera! Musiałam się wziąć w garść i pomyśleć o tym wszystkim, co uważałam w Gideonie za godne pogardy.Ale on nie dał mi na to czasu.Otworzył przede mną i panem George'em drzwi.- Chodź, Gwendolyn! Ruszamy do 1953 roku!Byłam niemal pewna, że Charlotta wypaliłaby mi wzrokiem dziury w plecach, gdyby tylko potrafiła.W drodze do dawnej pracowni alchemicznej pan George zawiązał mi oczy - nie zapominając mnie za to przeprosić -a potem, wzdychając, ujął moją dłoń.Gideon musiał nieść moją torbę.- Wiem, że pan Giordano nie jest łatwym człowiekiem - powiedział pan George, kiedy szliśmy w dół krętymi schodami.-Ale może mogłabyś się trochę postarać.- To on mógłby się trochę postarać! - parsknęłam.- Mistrz reiki, genialny projektant biżuterii, kreator mody.czegóż on szuka u Strażników? Myślałam, że to są najwyższej próby naukowcy i politycy!- Pan Giordano jest swego rodzaju barwnym ptakiem wśród Strażników - przyznał pan George.- Ale to znakomity umysł.Prócz jego egzotycznych.hmmm.profesji jest uznanym historykiem i.-.i kiedy pięć lat temu opublikował artykuł na temat nieznanych do tej pory źródeł dotyczących pewnego tajnego londyńskiego stowarzyszenia powiązanego z wolnomularzami i legendarnym hrabią de Saint Germain, Strażnicy niezwłocznie postanowili bliżej go poznać - uzupełnił idący z przodu Gideon.Jego głos odbijał sięod kamiennych ścian.Pan George chrząknął.- Ekhm, tak, to też.Uwaga, stopień.43- Rozumiem - powiedziałam.- A więc Giordano został przyjęty do stowarzyszenia Strażników, aby nic nie rozgadał.A cóż to były za nieznane źródła?- Każdy członek daje stowarzyszeniu coś, co je wzmacnia - rzekł pan George, puszczając mimo uszu moje pytanie.-A umiejętności pana Giordana są szczególnie rozległe.- Bez wątpienia - rzuciłam.- Który mężczyzna potrafi sam sobie przylepić na paznokciu kamyczek z ulicy?Usłyszałam, że pan George kaszle, jakby się zakrztusił.Przez chwilę szliśmy obok siebie w milczeniu.Nie było nawet słychać kroków Gideona, więc przyjęłam, że poszedł przodem (przez moją opaskę na oczach posuwaliśmy się bowiem w ślimaczym tempie) [ Pobierz całość w formacie PDF ]