[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.−Och, wy, naukowcy - westchnął ciężko Logan.- Nigdy nie godzicie się zprozaicznością.−Czy „prozaiczność" to jakiś czarny charakter? - zainteresował się Lukę.−Prozaiczny oznacza codzienna, zwyczajni' sprawy - wyjaśniła Stella, -Na przykład, o wiele bardziej prozaiczne wydaje się jedzenie ziemniaków niżwymachiwanie nimi nad głową.Ale z przykrością muszę cię poinformować,że jest to jednocześnie o wiele grzeczniejsza forma zachowania przy stole.−Uch.- Lukę posłał matce rozbrajający uśmiech i zrzucił ziemniak z widelcana talerz.-W porządku.Po kolacji Stella od razu poszła do siebie, wymawiając się koniecznościąpołożenia synów do łóżek.Musiała ich wykąpać, odpowiedzieć na codziennąporcję niezliczonych pytań, a potem spokojnie poczekać, aż chłopcy wyrzucą zsiebie energię całego dnia - co z reguły polegało na bieganiu bez piżam popokoju.Następnie nadchodził jej ulubiony czas.Stawiała krzesło między łóżkami iczytała dzieciom na dobranoc, podczas gdy Parker pochrapywał u jej stóp.Ostatnio czytali o koniu zwanym Majestic.Kiedy Stella zamknęła książkę,zakończywszy kolejny rozdział, chłopcy tradycyjnie zaczęli prosić o jeszczetrochę.−O dalszych przygodach poczytamy jutro, bo teraz nadszedł czas na całuski.−Tylko nie całuski! - Gavin przewrócił się na brzuch i schował twarz wpoduszkę.- Ja nie chcę żadnych całusków.−Nie masz innego wyjścia! Musisz się poddać.- Zaczęła pokrywać tył jegogłowy pocałunkami, chłopiec zaś skręcał się ze śmiechu.−A teraz czas na moją drugą ofiarę.- Stella zwróciła się w stronę Luke'a,teatralnie zacierając dłonie.−Poczekaj, mamusiu! Poczekaj.- Lukę wyciągnął ręce przed siebie, byodeprzeć atak.- Czy myślisz, że mój ząb wypadnie już tej nocy?−Niech zerknę na niego raz jeszcze.- Usiadła przy synku na brzegu łóżka i zpoważną miną przyglądała się, jak językiem dotykał zęba.- Myślę, że tocałkiem możliwe.−Czy w zamian mogę dostać konia?−Koń nie zmieściłby się pod poduszką.Lukę wybuchnął śmiechem, a Stella zaczęła całować jego policzki, czoło iusta.W końcu podniosła się i zgasiła górne światło.−Wolno wam śnić tylko o fajnych rzeczach.−Ja będę śnił, że dostaję konia, bo czasami sny się spełniają w prawdziwymżyciu.−To prawda.Niekiedy się spełniają.A teraz dobranoc.Poszła do siebie, ale wciąż słyszała szepty dochodzące z pokoju chłopców.Przez ostatnie dwa lata - od śmierci Kevina - był to już rytuał.Na szczęście odjakiegoś czasu pośród szeptów pojawiały się też radosne chichoty.Ona w końcu też przestała odczuwać rwący ból każdej nocy, gdy kładła siędo łóżka.Owszem, tęskniła za przeszłością, ale już nie rozpaczała.Zerknęła na laptop i przypomniała sobie natychmiast, że miała jeszczepopracować tego wieczoru, ale najpierw wyszła na taras.Powietrze było chłodne, lecz lubiła ten chłód, idealny spokój i mrok.Wciąż jeszcze trudno jej było uwierzyć, że w środku stycznia może stać taklekko ubrana na tarasie, i nie zmarznąć przy tym na kość.Chociaż wedługostatnich prognoz pogody powinno padać, niebo było czyste i usianegwiazdami, a w bladym świetle księżyca Stella mogła już dostrzec pierwszepączki na kameliach.Kwiaty w zimie! To niewątpliwa zaleta przeprowadzki na Południe.Podobnie jak praca, którą zdążyła pokochać, mimo że była tu zaledwie oddwóch tygodni.Chciała być tutaj wiosną, zobaczyć, jak wszystko gwałtownierozkwita.Zdała sobie z tego sprawę dopiero w czasie stanowczej przemowy Roztego wieczoru.Zapewne zbytnio się zaangażowała.Ale na tym zawsze polegałjej problem.Cokolwiek rozpoczynała, musiała to doprowadzić do końca.Matkanazywała tę jej cechę „religijnym credo Stelli".Tym razem jednak chodziło o coś więcej - Stella czuła się związana emo-cjonalnie z tym miejscem, a to zapewne było błędem.Ale nie mogła się jużdoczekać, kiedy stoły i donice w sklepie zaczną się uginać od rabatowych roślin,z koszy będą się zwieszać wielobarwne kwiaty, a wszędzie zaroi się odklientów.Ponadto, czy to się spodoba Loganowi, czy też nie, postanowiła, że niedługoobejrzy jego różne dzieła oraz poobserwuje go podczas pracy.By zobaczyć, jakw praktyce funkcjonuje jego dział.Oczywiście o ile wcześniej Logan nie namówi Roz, by wyrzuciła ją z pracy.Tak czy owak, Stella nie mogła się zrelaksować ani skupić na obowiązkach, jeślijak najszybciej nie wyjaśni sytuacji.Zejdzie na dół pod pretekstem zaparzenia sobie herbaty.Jeżeli nie zauważyprzed domem ciężarówki Logana, postara się zamienić z Roz parę słów.Na dole panowała idealna cisza i nagle Stellę ogarnęło przeświadczenie, żeRoz i Logan poszli razem na górę.Z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu niespodobała jej się ta wizja.Przeszła na palcach do okna w salonie i wyjrzała nazewnątrz.Nie zobaczyła ciężarówki Logana, szybko jednak dotarło do niej, żeprzecież nie wie, gdzie zaparkował ani jakim samochodem tu przyjechał.Musi więc poczekać do jutra.Z samego rana poprosi Roz o chwilę rozmo-wy i wyjaśni całą sprawę.Tak nawet będzie lepiej, bo przez noc się zastanowi,co i jak powinna powiedzieć.Ale skoro już była na dole, zdecydowała, że jednak zaparzy sobie herbatę.Zabierze kubek na górę i spróbuje skoncentrować się na pracy.Cicho weszła do kuchni i w tym samym momencie wrzasnęła, bo w bladejpoświacie ujrzała jakąś postać.Postać odpowiedziała krzykiem i gwałtownieprzycisnęła włącznik światła.−Następnym razem lepiej od razu mnie zastrzel - powiedziała Roz, unoszącdłoń do serca.−Przepraszam.Ty też nieźle mnie przestraszyłaś.Wiedziałam przecież, żeDavid pojechał poszaleć do miasta, byłam więc pewna, że nikogo tu nie za-siane.−A tymczasem natknęłaś się na mnie.Właśnie parzę kawę.−Po ciemku?−Pali się światełko piekarnika [ Pobierz całość w formacie PDF ]