[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale bez nich nie wiedziałbym, co ze sobą zrobić.Co by było złego w tym, żeby się zabić? - pyta Babette.To właściwie kwestia metody.Nie przychodzi mi do głowy żadna, która naprawdę by mi się podobała, zauważa Florian.Tak, to problem.Jak się powiesisz, z ust okropnie zwisa ci język.Jak wyskoczysz oknem, leżysz w chyba niezbyt powabnej pozycji, z przekręconym swetrem i rozerwanym biustonoszem, a potem jeszcze piszą o tym w gazetach.Oboje wzdychają.Normalnie nikt nie lubi takich rozmów, mówi Florian z uśmieszkiem.Właśnie, potakuje Babette.To, że się poznaliśmy, zawdzięczamy tylko błękitnej sukience.53Widzisz, mówi Florian z tryumfem w głosie, naprawdę odmieniła twoje życie.Ale troszkę inaczej, niż to sobie wyobrażałam.Ciężko opiera głowę na dłoniach i patrzy na poplamiony blat stołu.Załóż ją, mówi Florian takim tonem, jakim inny mężczyzna powiedziałby „rozbierz się".Błękit sukienki przypomina kawałek nieba.Babette przechadza się przed Florianem długo i z godnością, chodząc tam i z powrotem jak na wybiegu.Florian spogląda na nią błyszczącymi oczami, obróć no się, mówi, a ona obraca się powoli, potem szybciej, coraz szybciej, aż on wstaje i podchodzi do niej, bierze ją w ramiona i wykonuje z nią kilka tanecznych kroków.Tutaj, mówi Florian, podnosi jej rękę i wskazuje na wycięcie pod pachą.Alfred uważał, że to bardzo ważne, aby wycięcia pod pachami nie były ani za duże, ani za małe.Kiedy są za szerokie, widać w tym miejscu pod pachami brzydką fałdę skóry.Kiedy jednak są za wąskie, robią się plamy od potu.A czy istnieje coś mniej apetycznego?Leżą na tapczanie i piją wino, piwo, cinzano i rum domowej roboty, wszystko naraz.W kopercie, pod pończochami, Babette znajduje trochę trawki.Ale i to nie pomaga.Kręcą się po swojej przeszłości jak po spirali bez końca.Wszystkie nasze wady chciał otulić i ukryć pod sukniami, mówi Florian ciężkim głosem, nasze straszne ludzkie przypadłości.Najbardziej jednak ceniłem w nim to, że dla niego właściwie nie istniało nic nieprzyjemnego.Naprawdę to podziwiałem.To ułatwiało mi jego pielęgnację.Każdą wadę swego ciała uważał za wadę wszystkich ciał, podobnie jak wady określonych marek samochodów, znanych z tego, że kiedyś coś się w nich psuje.Albo psują-54cych się odkurzaczy.We wszystkich odkurzaczach pojawia się przecież w końcu ten sam defekt.To nie było jego ciało, ale po prostu ciało.A każde ciało kiedyś trafi na ten przeklęty złom.Florian bierze poduszkę i przyciska ją do siebie, jakby bolał go brzuch.Wzdycha.Babette obserwuje go chłodno.Jest przekonana, że jego piekło było przyjemniejsze od jej własnego.W każdym razie ja wolałabym raczej pielęgnować Fritza, niż stracić go tak bez ostrzeżenia.To było jak grom z jasnego nieba, jak kiepski żart.W ogóle nie masz o tym pojęcia.Nie, mówi Babette, ty też nie masz.Pojęcia nie masz, jak to jest, kiedy twoje życie zmienia się w mgnieniu oka.A potem jest takie, jakbyś śnił i nie mógł się obudzić.Koniec roku chcieliśmy spędzić w obcych krajach.Daleko, daleko stąd.Tak daleko, jak jeszcze nigdy nie byliśmy.Wydaje mi się, że to był mój pomysł, nie pamiętam dokładnie.Gdyby to był naprawdę mój pomysł, nie zniosłabym tego.Wymień jakiekolwiek miejsce, powiedział Fritz.Siedzieliśmy w salonie, padał deszcz, w telewizji leciał jakiś okropnie kiepski film, który chciałam obejrzeć.Bali, rzuciłam, żeby szybko zakończyć dyskusję.Nie wiem, dlaczego akurat to słowo przyszło mi do głowy.Podobało mi się jego brzmienie, może dlatego.Tylko brzmienie.Bali, powtórzył powoli Fritz, a potem zamilkł.Co wieczór na okrągło oglądaliśmy telewizję, tak jakbyśmy wyglądali przez okno.Mieliśmy niejasne wyrzuty sumienia, bo nie wiedzieliśmy, co dalej począć z naszym życiem.A co by było tym „dalej"? Dzieci.Jasne.Wystarczająco długo bezskutecznie staraliśmy się o nie, a nie sprawiało 55nam to wystarczającego bólu, aby próbować coraz usilniej.Po kryjomu pogodziliśmy się z tym i postanowiliśmy zaakceptować nasze życie takim, jakie jest, zestarzeć się z godnością, nie być dla siebie nawzajem ciężarem i nie zgorzknieć.Mimo to często obwiniałam się o nasze nieudane życie.Niekiedy moje słowa brzmiały w moich własnych uszach jak wyrzuty, ale nie umiałabym powiedzieć, co mnie tak rozczarowało.Właśnie tak było.Nie wiedziałam tego.Wtedy ciągle jeszcze projektowałam papier na prezenty, to było takie widzimisię, stało się zajęciem przynoszącym dochód, ale nie satysfakcję, bo mój wyuczony zawód to projektant tkanin.Fritz zawsze mnie pytał, co to do diabła za różnica, czy projektuję materiał na pościel, czy papier na prezenty.Dla mnie jednak to była różnica.W pościeli dorośli się kochają, dzieci śnią.A co się dzieje z papierem na prezenty? Kiedy ja z zapałem rysowałam białe niedźwiadki na krach i wielkanocne zajączki wśród kolorowych tulipanów, od razu wyobrażałam sobie, jak niecierpliwie rozrywają je obdarowani, niedbale mną i wyrzucają do kosza.Moja praca była niczym innym jak idiotycznym produktem społeczeństwa konsumpcyjnego.Nie ma nic mniej pożytecznego od papieru na prezenty.Fritz dawno już przestał mnie pocieszać.Nie dlatego, że jego zawód był bardziej sensowny.Pracował jako kontroler w firmie produkującej wentyle, ale nic sobie z tego nie robił.Nie deprymowało go to, co deprymowało mnie.Boże, wołałam wtedy, jak możesz być tak nieczuły! Nasze życie mija, a my robimy wentyle i papier na prezenty.Inni robią gorsze rzeczy, odpowiadał zawsze, a kiedy moja złość sięgała zenitu, wychodził z domu i się upijał.Kiedy wracał, kryzys był już za nami [ Pobierz całość w formacie PDF ]