[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.— Mogę z nim jeździć konno i polować.Mogę z nim robić wycieczki, zwiedzać okolice.Jeżeli nawet Tom zetknąłsię już z nieodpowiednim towarzystwem, to kontakt z przyrodą rychło go uzdrowi.Ona przyczynia się pierwszorzędnie do uzdrowienia duszy i serca ludzkiego.A poza tym.Urwał.Zapatrzył się na śnieżne wierzchołkim rysujące się w dali, na tle błękitnego nieba.Wchłaniał w siebie piękno i szczęście, jakim darzyła go sama jej obecność.Milczenie przedłużało się tak dalece, że mimo woli Fay przerwała je pierwsza, bo zaczynało jej to ciążyć.— A poza tym co? spytała.Zdawał się budzić ze snu i odrzekł z wolna, mówiąc z większym naciskiem i większą powagą, niż przed chwilą:— Ja wiem, co jest niebezpiecznego w charakterze Toma.Przeszedłem sam to wszystko.Tylko ja nie miałem nikogo.— Byłeś takim gorącym zwolennikiem zabaw, wszelkich wrażeń z zewnątrz, Amosie, pardon, Lancie, chciałam powiedzieć.Ja nie mogłam pojąć.— Ja sam teraz nie mogę pojąć.Ale samotny młody człowiek łacno schodzi na manowce.A dziewczęta w dzisiejszej Europie nie troszczą się o los mężczyzny, byle dzięki niemu zaspokoiły na razie swą żądzę uciech.No, zapłaciłem za swą uległość, czyż nie? — dodał ze śmiechem.— Ale gdy słyszę, że twój własny brat jest na drodze do tejże przepaści, rozum mi staje, nie chcę myśleć o tym i muszę, muszę, być tym, który temu zapobiegnie.Milczał.Zapytał znienacka:— Powiedz, Fay, ufasz mi, że będę dawał dobre rady Tomowi?— Doprawdy, nie wiem — rzekła z wolna.— Masz słuszność.Nie wiesz.Ale spróbuję cię przekonać.A nie możesz mi przeszkodzić w układach z twym ojczymem, właśnie dlatego, że mogłabyś mu zaszkodzić tak łatwo.— Skąd ta pewność? Gdybym uważała.— O! Zapewne, gdybyś mnie posądzała, że jestem takim złoczyńcą, iż rozmyślnie będę psuł do reszty charakter Tomowi, nie cofnęłabyś się przed wydaniem mojej tajemnicy.Ale jak dalece ufasz mi, nie zdając sobie z tego sprawy, tego dowodzi fakt, że to ci nawet na myśl nie przyszło.— A czyją winą byłoby, gdyby mi podobne myśli przyszły do głowy?.Ale nie dał jej dokończyć.Milczenie jej wprawdzie też mu ciążyło, ale to zimne rozumowanie, ten chłód w obejściu tak były niepodobne do jego czułej, tkliwej Fay, że wolał, by nie mówiła.Obawiał się, że powie coś strasznego, coś, co zniweczy w nim wszelkie nadzieje, coś, czego nie można wymazać.Więc znów jej przerwał:— Jestem wyrzutkiem społeczeństwa w twoich oczach, wiem o tym.Ale nie chcę, byś mi to w twarz rzuciła.Czyż nie domyślasz się, że ja siebie obrzuciłem wszystkimi obelżywymi epitetami, jakie są w słowniku ludzkim? Ale zniosę je od siebie, od każdego człowieka, tylko nie od ciebie.Ty możesz mnie pchnąć do rozpaczy ostatecznej.Mógłbym zapomnieć o wszystkim, porwać cię przemocą w ramiona i całować cię, ażbym się nasycił, jeżeli to możliwe, twymi słodkimi ustami, a na to trzeba byłoby czekać wieczność w najlepszym razie.A wiem, że wtedy obraziłbym cię śmiertelnie, bezbronną, małą istotę, której bliskość tu, na mych piersiach roznamiętniłaby mnie do szaleństwa, aż uniósłbym cię bezwładną, uniósłbym cię gdzieś do kraju dzikich, gdzie już nikt nie zdołałby nas rozłączyć.Przerwał nagle te namiętne wynurzenia i rzekł z łkaniem w głosie:— Kocham cię dzisiaj więcej, niż kiedykolwiek w przeszłości.Wzruszyła ramionami i mruknęła obojętnie:— Ech!— Wiem, że ci na tym nie zależy —: ciągnął dalej.— Ale faktem jest, że nigdy nie przestałem cię kochać.— To jest oczywistym kłamstwem — odparła wzgardliwie.— To nie kłamstwo, to prawda.Ubóstwiam cię i nigdy ubóstwiać cię nie przestałem.— Głupstwa mówi pan teraz, sam pan wie o tym i.— Wiem, co powiesz.Że nie kochałem cię nigdy, ale to nieprawda.Że cię zapomniałem, że kochałem inne kobiety— to nieprawda— a przynajmniej to niezupełnie odpowiada rzeczywistości [ Pobierz całość w formacie PDF ]