[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kusiłblaskiem i gorącem, swoim magicznym pląsaniem.Musiała pokonać zarówno instynktowny lęk, jak i wewnętrzną fascynację, żeby skupić się na paliwie i sposobie podpalenia, na pozostawionych śladach.Tutaj jeszcze bardziej czuć było zapach benzyny przebijający przez ostrą woń dymu i ciężki odór błota.Mężczyźni walczący ze strzelającymi w górę serpentynami płomieni mieli osmalone twarze.W ich oczach dostrzegła ogromną koncentrację.Z zewnątrz przez wybite okna płynęły strumienie wody wypluwanej przez węże.Kolejna część dachu zawaliła się z euforycznym wstrząsem, dając ujście ogniowi i żywiąc go powietrzem, aż buchnął gwałtownie do góry.Skoczyła naprzód pomóc przy wężu.Przyszła jej na myśl tresura potężnych i groźnych lwów za pomocą pejcza i krzesła.Jej mięśnie były napięte z wysiłku od czubka głowy do stóp.Znalazła miejsce, gdzie ściana została zrąbana aż do konstrukcji, a przez błotnistą powłokę przebijał zwęglony wzór.On to zrobił - pomyślała.Pierwotne źródło zapłonu.I zrozumiała, z drżącymi rękami patrząc na powoli dogasający ogień, że nie zrobił tego po raz pierwszy.Gdy zobaczył, że wychodzi, poczuł dziką ulgę, jakby wszystko w nim nagle puściło.Pomimo kombinezonu i wysokiego wzrostu rozpoznał ją natychmiast, gdy wyłoniła się z dymu.Choć O'Donnell zdawał się całkiem na luzie i wbrew temu, co mówił, Bo usłyszał, jak wzdycha z ulgą, gdy Reena opuściła wreszcie strefę dymu, błota i gruzu.Twarz miała czarną od sadzy.Gdy zdjęła z siebie butlę z tlenem, z ubrania ochronnego posypał się popiół.- Oto i nasza dziewczyna - powiedział lekkim tonem O'Donnell.- Zaczekaj tutaj, kolego.Zaraz ci ją przyślę.Zdjęła hełm, spod którego wysypały się spirale ciemnozłotych włosów, po czym pochyliła się, opierając dłonie na kolanach, i splunęła na ziemię.Została tak, podnosząc tylko głowę na widok O'Donnella.Potem wyprostowała się, odsunęła sanitariusza i rozpinając kurtkę, ruszyła w stronę Bo.- Muszę zostać.Potem jeszcze raz wejdę do środka.Poproszę kogoś, żeby cię odwiózł do domu.- Z tobą wszystko OK?- Tak.Tam też nie jest aż tak źle.Mógł zrobić coś znacznie gorszego.Nie ma ofiar w ludziach, budynek byłpusty, akurat wakacje.To było tylko na pokaz.- Zostawił te zapałki z waszej pizzerii.Więc ten pokaz był dla ciebie.- Trudno zaprzeczyć.- Popatrzyła na dwóch mokrych i osmalonych sadzą strażaków, zapalających papierosy.- Zauważyłeś kogoś podejrzanego?- Raczej nie.Muszę przyznać, że gdy weszłaś do środka, nie bardzo się rozglądałem.Całą uwagę skupiłem na modlitwie.Uśmiechnęła się z lekka, a potem uniosła brwi, gdy zaczął jej ścierać kciukiem sadzę z policzka.- Nie wyglądam najlepiej - stwierdziła.- Nawet nie umiem ci powiedzieć, jak wyglądasz.Wystraszyłaś mnie na amen.Wyjaśnimy sobie wątpliwości, jak będziesz miała więcej czasu.- Włożył ręce do kieszeni.- Myślę, że mamy sobie nawzajem wiele do powiedzenia, ale wolałbym robić to bez świadków.Obejrzała się przez ramię.Strażacy już dogaszali pożar, najgorsze mieli za sobą.- Załatwię ci transport.Słuchaj, przykro mi, że to tak wyszło.- Mnie też.Odeszła poszukać kogoś, kto go odwiezie do domu.Pomyślała też, że wypalenie budynku to nie jedyne szkody, jakie wyrządził pożar.Jeśli źle nie odczytała tego, w jaki sposób Bo odsunął się od niej, obrócił on w popiół także ich rozkwitający związek.Wyjęła z samochodu swój zestaw polowy i butelkę wody.Podszedł do niej Steve.- Więc to ten facet, o którym mówiła mi Gina? To z nim się spotykasz?- Spotykałam się.Myślę, iż właśnie doszedł do wniosku, że cały ten korowód z gliną, podpalaniem i pożarami w środku nocy to dla niego zbyt wiele.- Jego strata, złotko.- Możliwe.Niewykluczone jednak, że to dla niego ocalenie.Jestem przekleństwem dla mężczyzn, Steve.Zamknęła bagażnik.Samochód był zasypany warstwą popiołu [ Pobierz całość w formacie PDF ]