[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Mówiłaś, że jesteś sierotą.Opowiedz mi o swoich rodzicach - poprosił.Louisa była zaszokowana i wzburzona.Nie miał prawa o to pytać.Skupiła się na lunecie, lecz niczego nie zobaczyła.Gniew ustąpił.Poczuła głęboką potrzebę mówienia o swej bolesnej stracie.Nigdy z nikim o tym nie rozmawiała, nawet z Elise, kiedy jeszcze ufała starej kucharce.- Tata był nauczycielem, dobrym i wyrozumiałym.Kochał książki i naukę.- Z początku jej głos był ledwie słyszalny, lecz nabierał mocy, kiedy przypominała sobie, jak wspaniali byli jej rodzice, jak cudowna była ich miłość i dobroć.Jim usiadł cicho obok; kiedy Louisie brakowało słów, zadawał Pytanie, żeby ją zachęcić.Było tak, jakby przeciął skalpelem wrzód na jej duszy i wypuścił ze środka całą truciznę i ból.Louisa darzyła go coraz większym zaufaniem, czuła, że może mu wszystko Powiedzieć, a on jakimś sposobem to zrozumie.Wydawało się, że straciła rachubę czasu; dopiero ciche drapanie w tylną ścianę szałasu wyrwało ją ze wspomnień.Bakkat zapytał o coś szeptem.Gdy Jim odpowiedział, Buszmen oddalił się równie cicho, jak się zjawił.- O co on pytał? - zwróciła się do Jima.- Przyszedł przejąć wartę, ale odesłałem go z powrotem.- Za bardzo się rozgadałam.Która godzina?- Tutaj czas się nie liczy.Mów dalej.Lubię cię słuchać.Kiedy opowiedziała mu to, co pamiętała o rodzicach, zaczęli rozmawiać o innych sprawach, o wszystkim, co przyszło jej do głowy albo o tym, o co spytał Jim.To była dla Louisy wielka radość, że znów może z kimś otwarcie pomówić.Teraz, gdy poczuła się swobodnie i opuściła gardę, Jim zauważył z radością, że ma cierpkie, kapryśne poczucie humoru; potrafi być zabawna i autoironiczna, czasem spostrzegawcza i przewrotnie kpiarska.Jej angielski był doskonały, nieporównanie lepszy od holenderskiego Jima, a akcent sprawiał, że to, co mówiła, miało posmak świeżości; sporadyczne przejęzyczenia i pomyłki dodawały jej tylko uroku.Wykształcenie zdobyte przy ojcu dało jej zaskakująco rozległą wiedzę, a poza tym odwiedziła wiele niezwykłych miejsc.Anglia była duchowym domem Jima, domem jego przodków, lecz nigdy w niej nie był; Louisa opisała mu miejsca i sceny, o których słyszał od rodziców i znał jedynie z książek.Godziny upływały szybko.Dopiero kiedy długie cienie gór padły na szałas, Jim spostrzegł, że dzień prawie się skończył.Z poczuciem winy uświadomił sobie, że zaniedbał wartę i prawie nie wyjrzał z kryjówki przez kilka godzin.Pochylił się i spojrzał na stok góry.Louisa podskoczyła, kiedy jego ręka spoczęła na jej ramieniu.- Są tutaj! - powiedział ostrym tonem, lecz w pier chwili nie zrozumiała.- Keyser i jego ludzie.Puls jej przyśpieszył, dostała gęsiej skórki na rękach.Wyjrzała z drżeniem serca i zobaczyła ruch w głębi doliny.Kolumna jeźdźców przekraczała strumień, ale z tej odległości nie sposób było rozróżnić poszczególnych ludzi.Jim wziął lunetę z kolan Lou i zerknął na słońce.Szałas znajdował się już w cieniu i nie ryzyka, że blask odbije się od soczewki.Szybko ustawił ostrość.- Prowadzi ich Buszmen Xhia.Znam od dawna tę małą świnia.Jest przebiegły jak pawian i niebezpieczny jak ranny lampart, i Bakkat to śmiertelni wrogowie.Bakkat przysięga, że Xhia zabił czarami jego żonę.Mówi, że zaczarował mambę, żeby ją zabiła.- Przesunął lunetę i opisał, co widzi: - Keyser jedzie tuż za Xhią na swoim siwku.To też dobry koń.Keyser wzbogacił się łapówkach i tym, co ukradł VOC.Ma jedną z najprzedniejszych stajni w Afryce.Nie jest tak miękki, jak można by sądzić po jego brzuchu.Przyjechali o cały dzień wcześniej, niż przewidywał Bakkat.Louisa przysunęła się do niego bliżej; czuła, jak strach pełza jej po plecach niczym zimny gad.Wiedziała, co ją czeka, jeśli wpadnie w ręce Keysera.Jim przesunął lunetę.- Za Keyserem jedzie kapitan Herminius Koots.Matko Boska, to dopiero jest łotr! Krążą o nim takie opowieści, że zarumieniłabyś się albo zemdlała, gdybym ci je powtórzył.Z tyłu widzę sierżanta Oudemana [ Pobierz całość w formacie PDF ]