[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Będziesz musiał podać jej ten adres – stwierdziła Elise.– Wtedy Pia nie będzie chciała się widywać ani z nią, ani ze mną.– To jej córka, Paul! Wyobraź sobie, jakbym się czuła, gdyby chodziło o Becky albo Joni.Nigdy, przenigdy bym ci nie wybaczyła, gdybyś coś takiego przede mną ukrywał.– Ale Pia ma dwadzieścia lat.– To nie jest żaden powód.Chyba coś knujesz.Domyślałam się, że coś jest nie tak… te ciągłe wyjazdy do Londynu były podejrzane.Myślałam, że to jakaś dziewczyna, a teraz okazuje się, że to tylko Pia.Pia w ciąży.VIIParę dni później obudził się rano od przenikliwego wycia i warkotu piły.Przez otwarte okno do pokoju wdarł się zapach rozgrzanego ciętego drewna.Paul, narzuciwszy na siebie szlafrok, pognał na dwór, gdzie Willis, w gęstej chmurze spalin i wiórów rozpryskujących się niczym krew, zdążył już przeciąć pół pnia pierwszej osiki.Towarzyszył mu James.Elise w swoim kimonie była już na zewnątrz, dziewczynki wstały od śniadania i przycupnęły zapłakane w drzwiach domu.Elise, wytrącona z równowagi, zrozpaczona wydzierała się na Willisa.W twarzy Willisa – przefiltrowanej przez drżący wachlarz liści zamordowanego i na wpół powalonego drzewa – widać było, że po to właśnie wycina osiki: żeby wygonić ich oboje w nocnych strojach z domowych pieleszy i w piękny ranek sprowokować ich do absurdalnych krzyków zza muru, obnażyć ich jako nierobów, podczas gdy ludzie pracy w pocie czoła zarabiają na chleb.Zachowywał się, jakby był egzorcystą i zmusił ich, by wreszcie ukazali się w prawdziwej postaci.To oburzające, krzyczeli.Osiki nie należą do niego, rosną na terenie Tre Rhiw (było to dyskusyjne, sprawy nie dawało się rozstrzygnąć na podstawie samego aktu własności), nie ma prawa tykać drzew bez ich pozwolenia, a oni nigdy go nie wydadzą.Wytoczą mu proces, wystąpią o zakaz sądowy.Zresztą czemu w ogóle chce je ścinać? Willis wysunął argument, że osiki przeszkadzają mu w użyciu maszyn rolniczych.– Gówno prawda – skwitował Paul.– To tylko brutalny akt pierdolonego wandalizmu, ot co.James tymczasem oparł się o piłę i rozbawiony uśmiechał się do trawy i wiórów pod stopami.– Te drzewa są piękne, nie widzi pan? – pytała rozgorączkowana Elise.– Drzewa to tylko drzewa – odparł Willis.Ostatecznie z niechęcią zgodził się pozostawić resztę osik przynajmniej na ten jeden dzień; prawdopodobnie sam nie był pewien, do kogo należą.Kiedy Paul wrócił do domu, odprowadziwszy dzieci na przystanek, Elise w kimonie wciąż siedziała przy kuchennym stole, tuląc w dłoni kubek zimnej kawy.Zaskoczyło go, że płakała – rzadko jej się to zdarzało.Ściskała w garści wilgotną chusteczkę.– Oni są tu u siebie, a my nie – powiedziała.– Bez względu na to, jak długo tu mieszkamy.– On wcale nie jest u siebie, El.Jest Anglikiem, przyjechał tutaj.Sama mi mówiłaś, że nie jest tutaj lubiany.Inni rolnicy ze wsi nie są tacy jak on, kochają tę ziemię.A on robi błąd nawet z rolniczego punktu widzenia.Drzewa stanowią barierę dla wiatru i korzeniami konsolidują glebę.Wcale nie musi ich ścinać, robi to tylko po to, żeby nam dopiec.– Ale powód, który za tym stoi, jest realny.Nienawidzi nas.Bo on pracuje na roli, a my kim jesteśmy? Jesteśmy nikim, tylko się tutaj bawimy.Ziemia, na której on zarabia na życie, jest naszym placem zabaw.I on to wie, i wie, że to czujemy.Nawet jeżeli będziemy tu mieszkać całe życie, nie uda nam się na tę ziemię zasłużyć.Paul się wściekł na jej fatalizm, bo sam był na niego podatny.– Nie zamierzam czuć się winny – odparł z naciskiem.– A my niby tutaj nie pracujemy? Kto mówi, że jego praca, która polega głównie na zatruwaniu i niszczeniu dzikiej przyrody, daje mu prawo do wycinania drzew? My, podatnicy, dopłacamy do rolników takich jak on, żeby byli opiekunami środowiska na wsi.Dzwonię do adwokata, żeby załatwił zakaz sądowy.– Nie rób tego, proszę.Nie pogłębiaj konfliktu.Nie chcę wdawać się z nimi w długoletni zatarg.Posadzimy nowe drzewa.Będą rosły po naszej stronie muru.Ruth mówi, że Willis chce zrobić sobie z nas wrogów.– Co Ruth ma z tym wspólnego? Zadzwoniłaś do niej, kiedy mnie nie było?– Jest stąd.Rozumie, jak się tutaj załatwia sprawy.Musimy szanować tutejszych mieszkańców.Nie zapominaj, że nie tylko Willis jest tu Anglikiem.– Nie podoba mi się, że wprowadzasz Ruth w coś, co dotyczy tylko nas.Pokłócili się po raz pierwszy od długiego czasu, a spór prawie od razu przerodził się w odwieczne, idiotyczne pretensje o to, kto robi najwięcej w domu, kto pracuje najciężej, komu jest najgorzej.W trakcie kłótni Elise sprzątała ze stołu, gniewnie zeskrobując resztki do wiadra na kompost i wylewając zimną herbatę do zlewu.Nikt dzisiaj rano nie zjadł porządnie śniadania.Paul coraz bardziej się nakręcał, wyładowując nagromadzoną złość.Zeszli na niebezpieczny temat rodziny Elise.Powiedział, że nigdy nie potrafił pojąć, co jej matka robiła całymi dniami oprócz wybierania sobie stroju i gnania służących do pracy.– Nie bądź śmieszny, nie mieliśmy służących.Tylko kiedy byliśmy w Waszyngtonie.Stwierdził, że jest coś niezdrowego w tym, jakie znaczenie jej rodzina przywiązuje do kufrów pełnych papierzysk: dzienników i pamiętników, pamiątek po psach i koniach, zdjęć domów, w których mieszkali, domowych nagrań filmowych.Jej siostry miały wielogodzinne nagrania, na których rodzice opowiadają swoje wspomnienia.– Dla kogo to trzymacie? Kogo to będzie interesować?– Jestem wstrząśnięta – odparła Elise.– Kiedy powiedziałam ci o tych taśmach, nie śniło mi się, że myślisz o nich w tak okropny sposób.– Mam gdzieś te taśmy.Ale musisz przyznać, że twoja rodzina ma całkiem ciężki bagaż.– Nie.To mówi nikczemność, którą w sobie chowasz.Jakaś małostkowa podłość, która pragnie zohydzić to, co jest ważne dla innych ludzi.Czy ta nikczemność wiąże się z twoim pochodzeniem, masz ją po rodzicach? Zazdrościsz mi wspomnień?– Nie mogę uwierzyć, że użyłaś słowa „pochodzenie”.Za kogo ty się, kurwa, uważasz? Mojego opiekuna społecznego?– Nie waż się mieszać do tego polityki!Willis byłby zadowolony, gdyby nas usłyszał, pomyślał Paul.Pewnie właśnie tak wyobrażał sobie intymne życie ludzi takich jak my, zdegenerowanych, bo mają za dużo czasu na myślenie.*Elise oświadczyła, że ma robotę, i poszła do warsztatu.Paul stał przez chwilę w maleńkiej, ciasnej sypialni na piętrze.Kołdra wciąż leżała skotłowana na łóżku, tak jak ją zostawił, gdy usłyszał warkot piły.Złość na Elise i gniew wywołany przez Willisa tworzyły bolesną mieszankę.Sypialnia wydawała się dławiąco kobieca.Toaletka z buteleczkami perfum i kosmetykami, muślinowe zasłony w oknach, mosiężne łóżko, pościel w różowe pas ki.Jak to się stało, że uległ temu wszystkiemu? Na dole Elise pewnie kończyła odnawianie kompletu secesyjnych krzeseł.Wycięła tkaninę tak, że pośrodku każdego siedziska była jedna róża, czarna na ciemnoróżowym tle.Ruth znalazła już kupca na cały dwunastoosobowy komplet i ktoś zamówił zdjęcia dla magazynu lifestyle'owego, co byłoby dobrą reklamą.Czasami, przygotowując się do takich zdjęć dla prasy, Elise zmieniała wystrój jednego z pokojów [ Pobierz całość w formacie PDF ]