[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Robiłam pauzę w odpowiednim momencie.A ludzie prawie zawsze dośpiewywali sobie to, co chcieli.Nauczyła mnie tego Clarice.Florence pomyślała zatem, że trzymałam się z daleka od Possett, bo byłam na nią wściekła z powodu jakiejś starej kłótni albo czegoś, co sobie ubzdurała.I cóż miałam na to zaradzić? Prawda była jedynym sposobem na to, by oczyścić jej sumienie.Przez moment oczyma duszy zobaczyłam Jima Beverly'ego, który leży w ziemi i czeka, aż Rose-Pop go odnajdzie.Odpędziłam tę wizję, potrząsając głową.Jak mogłam jej to powiedzieć? Do tej pory nie potrafiłam zwierzyć się nawet Burrowi.- A to zażarta kobieta.- Burr zagwizdał nisko i przeciągle.- Już wiem, po kim to masz.- Niby co? - zapytałam.-1 co mam teraz robić?- Teraz chodź na śniadanie.- Wziął mnie za rękę.- A potem pod prysznic.Wróciliśmy do domu i zasiedliśmy przy stole.Nikt nie robił takich sucharków jak ciocia Florence.Kiedy sama przyrządzałam sobie jajka, smażyłam je na margarynie w sprayu.To śniadanie było jak słodkie okruchy dzieciństwa, które wprawiały mnie w tak rzewny nastrój, że aż ścisnęło mnie w gardle.- Swoją drogą - zwróciłam się do Burra - chociaż siedzę tu jak idiotka, popłakując nad jajkami, nie myśl sobie, że nie widzę, jaki jesteś dobry.Mogło być tysiąc razy gorzej, gdybyś dał się sprowokować.- To dla mnie nic nowego.- Wzruszył ramionami.- Jestem czarny od urodzenia, a w Chicago też są rasiści.Proszę cię tylko, żebyś pamiętała, co jesteś mi winna, kiedy się pobierzemy, a moja siostra Geneva nazwie cię piratką, która odebrała czarnego mężczyznę prawowitej partnerce.176- Umowa stoi - przytaknęłam.Kiedy skończyliśmy jeść, Burr oznajmił, że zamierza wybiegać te trzy tysiące kalorii, póki ciotka Florence jest jeszcze zajęta w ogrodzie.Oddalił się w stronę frontowych drzwi, a ja wzięłam prysznic i ubrałam się.Szczotkowałam włosy w sypialni, kiedy rozdzwonił się telefon.Po sześciu dzwonkach, kiedy było oczywiste, że mama nie odbierze, sięgnęłam po słuchawkę.To była Clarice.- Miałam nadzieję, że odbierzesz - powiedziała.- Co się dzieje, Arlene? Musimy porozmawiać.- Właśnie miałam ostre spięcie z twoją mamą i potrzebuję trochę excedryny i rychłej śmierci.Może dałabyś radę później tu zajrzeć?Otworzyłam górną szufladę biurka.Stare ołówki Clarice i kolorowy papier zniknęły, a ich miejsce zajęła lokalna książka telefoniczna.Wyjęłam ją i zaczęłam przerzucać kartki w poszukiwaniu hotelu Holiday Inn we Fruiton.- Dziś po południu nie mogę.Chłopcy mają w szkole Dzień Sportu, zresztą musimy spotkać się gdzieś z dala od mamy.Umówiłyśmy się na następny dzień w centrum handlowym we Fruiton.I tak musiałam kupić coś Brusterowi.Tak się przejęłam Burrem i Rose Mae Lolley, że zapomniałam o prezencie z okazji jego odejścia na emeryturę.Kiedy tylko Clarice odłożyła słuchawkę, przełączyłam aparat na wybieranie tonowe i zadzwoniłam do Holiday Inn.Nikt o nazwisku Rose Mae Lolley ani Rose Mae Wheeler jeszcze się tam nie zameldował.Rose napisała w liście, że może nie dotrzeć do Fruiton przed czwartkowym wieczorem.Musiałam co jakiś czas się upewniać, abym zdążyła ją przechwycić, zanim skontaktuje się z Clarice i Budem.Poczułam ulgę, że jej nie ma.Nie przygotowałam sobie jeszcze tego cudownego kłamstwa, które miało sprawić, że Rose wyjedzie z Fruiton i przestanie szukać Jima Beverly'ego.Potrzebowałam umysłu Burra.Gdyby mi pomógł, obydwoje moglibyśmy coś wymyślić i ułożyć plan.Gdybyśmy tylko naprawdę byli 177małżeństwem.Wtedy byłoby już bezpiecznie i mogłabym wszystko mu opowiedzieć.Torba z laptopem Burra leżała w nogach łóżka.Ciotka Florence pewnie pomyślała, że to jedna z naszych walizek, i przyniosła ją wraz z innymi bagażami.Wyjęłam laptopa i położyłam na biurku Clarice.Znałam jego hasło, zalogowałam się więc i otworzyłam wyszukiwarkę.Po dwunastu minutach znalazłam stronę, z której dowiedziałam się wszystkiego, czego potrzebowałam.W Alabamie do zawarcia ślubu nie było wymagane badanie krwi, a osobom powyżej osiemnastego roku życia wydawano akt małżeństwa bez okresu uprawomocnienia.Fruiton było zbyt blisko.Ktoś, kto znał moją rodzinę, mógł nas zobaczyć.Ale do Mobile była tylko jakaś godzina drogi.Znalazłam stronę internetową urzędu Hrabstwa Mobile.Otworzyłam kilka linków i dowiedziałam się, że ślubu może w Alabamie udzielić pierwszy lepszy notariusz.Za trzydzieści cztery dolary mogliśmy się pobrać i dostać akt małżeństwa w tym samym dniu i w tym samym budynku.Mogliśmy uzyskać dziesięć dolarów zniżki, składając pisemne oświadczenie pod przysięgą, że przeczytaliśmy i zrozumieliśmy coś, co nazywało się Podręcznikiem Prawa Rodzinnego Stanu Alabama.Był on dostępny w postaci pliku w formacie PDF, co oznaczało, że nie został przepisany, tylko zeskanowano go i zamieszczono w internecie.Otworzyłam plik.Broszurka miała zieloną okładkę z liliowo-białym wizerunkiem szczęśliwej młodej pary.Obydwoje wyglądali zdrowo jak Ward i June Claeverowie.Usłyszałam, że Burr wraca po joggingu.- Już jestem.- Spocony i zdyszany wszedł do pokoju.- Te wzgórza omal mnie nie wykończyły.Przywykłem do biegania po płaskim.Swoją drogą, twoja mama jest na dziedzińcu przed domem.Coś tam robi.Ale co dokładnie, to już dla mnie tajemnica.Przeszłam do pierwszej strony broszurki i zaczęłam czytać.- Czy jest na drodze? - spytałam.- Nie.- Czy jest ubrana?178- T a k.- To prawdopodobnie wszystko w porządku.Uniosłam się na krześle, by wyjrzeć przez okno.Mama była na podwórzu, ubrana w błękitno-żółtą sukienkę i czerwone kalosze.Na sukienkę nałożyła przezroczystą obszerną pelerynę przeciwdeszczową z kapeluszem, chociaż niebo było całkowicie bezchmurne.Wlokła za sobą wielką torbę na śmieci, a w drugiej ręce trzymała szpikulec wuja Brustera do zbierania śmieci, którym zawzięcie dziobała sosnową szyszkę.Musiała ugodzić ją trzy albo cztery razy, zanim szyszka się nadziała, a wtedy wrzuciła ją do torby i rozglądając się, przeszła kilka kroków.Znalazła koleją szyszkę i zaczęła ją dźgać.- Ona tak ma.Ciekawe, czy ciotka nie zapomniała dziś rano zamknąć szafki z lekami.Mama czasem się do nich dobiera.- Nie powinnaś iść sprawdzić? - Burr stał za mną i zerkał mi przez ramię na ekran.- Jedyny klucz ma Florence, a zresztą jeśli mama coś wzięła, to już za późno.Trochę połknie, a resztę ukryje gdzieś na potem.Będziemy mieli ją na oku.- Co to jest? - spytał Burr, nie odrywając oczu od ekranu.- Jakaś tam broszurka przedślubna z Alabamy.Zasadniczo broszurka głosiła, że władze stanowe niepokoją się rosnącym wskaźnikiem rozwodów i dlatego nie chcą, aby nasze małżeństwo zawarte w Alabamie się rozpadło [ Pobierz całość w formacie PDF ]