[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jego raporty do RAK (Rosyjskiej Agencji Kosmicznej) były coraz krótsze i coraz bardziej lakoniczne; całkiem niedawno odłączył system “masowej komunikacji”, na którą składały się połączenia przeważnie z amerykańskimi stacjami telewizyjnymi.Dzień po dniu zajmował się z cichą rozpaczą niemą maszynerią: naprawiał, dokręcał, lepił, łączył, wymieniał.niczym dwudziestowieczny Herkules walczący z wielogłową hydrą starzejącego się statku.“Freedom” i “Independence” leciały trybem “grilla”, obracając się powoli wokół własnej osi w celu schłodzenia powłok zewnętrznych.Na pokładach ci, którzy nie zajmowali się pilotowaniem, podziwiali karuzelę widoków: błękitną ziemską atmosferę uciekającą w bok i ustępującą miejsca czerni kosmicznej pustki.Nad wszystkim unosił się jazgot wymiany radiowej: każda najmniejsza czynność na pokładach promów meldowana była w Houston.Meldunki przerywano komentarzami, żartami, komentarzami do komentarzy.tysiącami słów.Lecz oto dolatywali do Mira.Krótkie wybuchy manewrowych silników orbitalnych, umieszczonych na dziobach promów i w bliźniaczych modułach za ładowniami, wyniosły pojazdy na płaszczyznę Mira.Otwarto doki ładunkowe, by śluzy powietrzne stacji wsunęły się w amortyzowane włazy promów.- Rozpocząć sekwencję cumowania - polecił Da - vis na pokładzie “Independence”.Tucker wykonał rozkaz i potwierdził:- Latarnia cumownicza włączona.Sharp i Watts wykonywali tę samą procedurę na “Freedom”.Na ekranach monitorów ukazały się skrzyżowane porty cumownicze po obu stronach stacji.Pęd amerykańskich promów pobudził Mira do ruchu.Odpalili rakiety orbitalne - tłumaczył Sharp.- Będziemy się obracać razem z Mirem, co da nam trochę ciążenia i umożliwi szybszą pracę.Na początku może być wam niedobrze.Najwyższy czas! Od godziny nie rzygałem - mruknął sarkastycznie Rockhound w stronę pilota.Sharp nie skomentował jego słów.- Zespoły paliwowe! Przygotować się do wyjścia.Zielone światła oznaczały zakończenie dekompresji.Rozległ się cichy syk śluz powietrznych i w głębi tunelu ukazało się wnętrze Mira.Zespół z “Freedom”: Harry, Sharp, Gruber i Rockhound, wpłynął na stację z jednej strony; A.J., Davis, Tucker i Oscar - ludzie z “Independence” - pojawili się z drugiej.W głębi tunelu wisiała do góry nogami ludzka postać.Andropow witał Amerykanów jak nietoperz.Jego czarne oczy i ponury wyraz twarzy dały im do zrozumienia, że są tu intruzami.- Witam w moim królestwie - powiedział poważnie Rosjanin.- Kto wami dowodzi?Pułkownik Sharp przedstawił się gospodarzowi.- Powinniśmy natychmiast rozpocząć przetaczanie tlenu - zakończył bezceremonialnie powitanie.Czas miał teraz ogromne znaczenie.Sharp chciał zakończyć zabawę z płynnym tlenem na obcej stacji tak szybko, jak tylko się da.Andropowowi nigdzie się nie śpieszyło.- Wiecie, że ten wasz plan.rozbicia asteroidy na dwa kawałki.jest niewykonalny - powiedział, starannie dobierając słowa.Wyraz twarzy Sharpa wskazywał, że nie ma czasu i ochoty wdawać się w próżne dyskusje.- Mamy trzydziestopięciominutowe okno - rzucił w stronę Rosjanina.-Tu nie stacja benzynowa - odparł ostro Rosjanin.- Jesteście w laboratorium, w którym prowadzi się ważne, epokowe eksperymenty.Niczego nie wolno wam dotykać.Czy wyrażam się jasno?To było ponad ich siły.Za niecały tydzień z Ziemi zostanie mokra plama, a ten udaje ważniaka strzegącego zabawek w piaskownicy!Nad wyraz - powiedział Sharp nieco łagodniejszym tonem.To dobrze - Andropow wykrzywił się nieprzyjemnie.Nagle spadł głową na podłogę.jego mać! - zaklął szpetnie.Zły i zawstydzony zbierał się z ziemi.- Cholerne ciążenie! - Przebywał od tak dawna w stanie nieważkości, że jego osłabione nogi nie wytrzymały minimalnego ciążenia panującego od jakiegoś czasu na stacji.Każdemu może się zdarzyć! - rzucił nonszalancko, by Amerykanie nie pomyśleli czasem, że tylko Rosjanie cierpią z powodu choroby grawitacyjnej.Harry wyciągnął rękę w jego stronę, ale Andropow nie przyjął pomocy.- Dam sobie radę - powiedział i wyprostował się niepewnie.Chwiejnym krokiem wszedł do wnętrza stacji, nie czekając na gości.Rozbawiony A.J.spojrzał na Sharpa.- Wie pan, co mi się w nim podoba? Osobowość - rzucił lekko.Korytarze Mira były tak wąskie i zapchane rurami i sprzętem, że przypomniały Harry’emu pobyt na starej łodzi podwodnej.Gdy znaleźli się przed magazynem paliwowym, Andropow zatrzymał ich gestem i wskazał na skafandry termiczne.By oszczędzić energii na stacji, cała część magazynowa nie była ogrzewana.Andropow wyjął z wnęki skafander i zmierzywszy wszystkich wzrokiem, podał kombinezon A.J.’owi.- Będziesz pilnował ciśnieniomierza - powiedział.Chick - nie zastanawiając się nad tym, co robi - dotknął palcem jakiegoś przedmiotu wystającego ze skrzyni narzędziowej.W Rosjanina jakby piorun strzelił.Jak mówię nie dotykać, to nie żartuję! - wrzasnął.Przepraszam, chciałem tylko.- bąknął niepewnie Chick.Rosjanin machnął ręką.- Jak coś się zepsuje - powiedział głosem nauczyciela strofującego ucznia - agencja potrąca mi z pensji.Chick pokręcił z niedowierzaniem głową.Niewiarygodne - pomyślał - na jego miejscu rzuciłbym to w cholerę.Jeśli nasz plan się nie powiedzie - oznajmił głośno - to nie będzie komu potrącać ci z pensji.Myślisz, że to zabawne? - zapytał Rosjanin, zapinając ostatni zamek skafandra.Korytarz prowadzący do magazynu paliwowego był szybem długości siedem i pół metra i przypominał rurę kanalizacyjną.Nikt nie zadawał sobie trudu, by ogrzać tę część stacji.Ludzie przebywali tu bardzo rzadko, a na Mirze zawsze brakowało energii, nawet w pełnym słońcu.Rosjanie borykali się z problemami energetycznymi stacji od roku 1996, kiedy rakieta transportowa uderzyła w panele słoneczne modułu Skylar, dostarczającego pięćdziesiąt procent mocy Mira.Od tamtej pory brak prądu i awarie systemów pokładowych stały się chlebem powszednim na Mirze.A.J [ Pobierz całość w formacie PDF ]