[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Dobrze.Wdzięczna jestem, że zaczęłam ci się choć odrobinę podobać.Ale dlaczego raptem mówisz mi nieprawdę?- Olu, czy możesz mi powiedzieć, czym zawiniłem wobec ciebie? - zapytał tym samym przyjacielskim tonem, przerażony własną w stosunku do żony nieszczerością.- Wygląda na to, że nie jesteś zadowolona z mojego przyjazdu - ciągnął ująwszy ją za ciepłe od słońca ramiona.- A ja naprawdę się stęskniłem, cholernie jestem zmęczony, stęskniłem się do was wszystkich i wróciłem przed terminem.- Co cię napadło? - Olga westchnęła z determinacją.- Pogrążymy się zaraz w oceanie płytkich, lirycznych słów.Dajmy temu spokój.Błagam cię o jedno: porozmawiaj dzisiaj z Walentinem, moim zdaniem postępuje w sposób nieprzemyślany.kretyński.Wiesz, że zamierza się żenić? Naiwny, niedoświadczony chłopak.Ale on mnie nie słucha, bo nie traktuje mnie poważnie.Jak zresztą i ty.- Niech to diabli porwą, chcesz, to uklęknę i wyznam ci miłość.- Rozkoszny jesteś, Wiaczesławie, i jak zawsze zniewalający.Twój ukochany diabeł, diabeł i jeszcze raz diabeł.Masz w sobie tę żołnierską żyłkę.Cisną ci się na usta mocne słowa i zamiast nich: diabeł.Istny rycerz!Poszła ścieżką pierwsza i jej silne plecy i po młodzieńczemu jeszcze prężne biodra opięte spodniami, które wkładała do pracy, zaplamionymi farbą, obsypanymi kwietnym pyłem, przywiodły mu nagle na myśl ów niezapomniany okres długotrwałego szaleństwa w bezpowrotnie minionych latach nadziei po wojnie i w ciągu tej nocy noworocznej zawianej wichurą na daczy, szaleństwa, które w takim nasileniu nie powtórzyło się już, zwarzone chłodem z jej bądź z jego winy.I Krymów o mało nie powiedział: „Olu, kochanie, co się z nami dzieje?”, lecz nie powiedział i w milczeniu podążał za nią w stronę domu.7- No i co tam nowego u młodzieży? Słońce, przebijając się od rana przez liście, rozżarzyło już stół stojący na werandzie i wyplatane krzesła, i wiejskie bieżniki, lecz otwarte okna przesłaniały brzozy, tak więc mimo wszystko nie przypiekało tutaj tak piekielnie jak o tej samej porze w ogrodzie.Podczas obiadu chciało się pić i Krymów dolewał sobie od czasu do czasu lodowatej, studziennej wody, zawiesistej, II iskrzącej się w karafce, mało jadł, marzył tylko o tym, by porozkoszować się prysznicem, a potem położyć w ciszy gabinetu, wśród półek z książkami, w bezmyślnym rozleniwieniu przerzucić pisma.Był jednak panem domu (czego przy swoim nawale zajęć na ogół nie odczuwał, umykało to jego uwagi) i czyniąc zadość prośbie Olgi powinien był jako głowa rodziny przestrzegać w miarę etykiety podczas prezentacji narzeczonej syna.Walentin i jego narzeczona przyszli na obiad prosto znad rzeki, młodzi, opaleni na brąz - on niezgrabnie wyrośnięty, w szortach i sandałach, z włochatym ręcznikiem na szyi, ona na bosaka, w czerwonej koszulce, niezmiernie krótkiej, nie sięgającej dżinsów, ukazującej wspaniały, płaski brzuch, malutka jak miniaturka, olbrzymie, ciemne okulary zasłaniały jej pół twarzy.Nie zdjęła ich nawet wtedy, gdy Walentin, nie przejawiając żadnych uczuć, cmoknął przelotnie ojca w policzek i powiedział: „Poznajcie się.To moja narzeczona Ludmiła.” Ona zaś uczyniwszy zgrabny półprzysiad, wyciągnęła sztywno rączkę i zaśpiewała ptasim głosikiem: „Lusia” - i Krymów zauważył napięcie na chudej, poważnej twarzy syna, wyraźnie czekał, co ojciec odpowie, chciał się zorientować, jakie wrażenie wywarła na nim jego wybranka.Krymów ukłonił się uprzejmie i lekko uścisnął wilgotne paluszki, powiedział, że miło mu powitać w tym domu narzeczoną syna, powiedział to dziwiąc się w duchu Oldze i Tani, ich niewątpliwej zazdrości i niechęci wobec tej dziewczyny, niczym się specjalnie nie wyróżniającej spośród wszystkich współczesnych studentek.Cóż, narzeczona ma wszystko na swoim miejscu.Ale twarzyczkę, twarzyczkę choć na minutę powinna pokazać.Czy aby nie z nieśmiałości nie zdejmujesz tych okularów? myślał Krymów obserwując ukradkiem Ludmiłę, siedzącą naprzeciw obok Walentina, i domyślając się jej niespokojnych spojrzeń miotanych z niebieskiego mroku szkieł.- No i co tam nowego u młodzieży? - powtórzył.Zadał to pytanie dlatego, żeby przerwać przeciągające się milczenie, które stawało się już męczące, niezręczne, gdyż od początku obiadu Olga nie odezwała się ani słowem, z chłodną uprzejmością pełniła rolę gospodyni, uśmiechnęła się nawet lekko do Ludmiły podsuwając jej talerz z chlebem, gdy ta usiłowała sięgnąć do niego widelcem, i spojrzała wymownie na Tanie; córka, zerkając to w prawo, to w lewo, pochyliła się nad nakryciem, gotowa lada chwila parsknąć śmiechem, a w jej szarych oczach pełgały diabliki.- Tato, mam pytanie: czy uważasz mnie za młodzież? - spytała uśmiechając się figlarnie.- Czy też po prostu za głupiego podlotka?- Niewątpliwie za mądrego przedstawiciela postępowej młodzieży - odparł żartobliwie Krymów.- Pozbawionego przesądów.Tania potarła zmarszczony nosek.- Wobec tego nowiny są następujące: w gwiazdozbiorze Perseusza w wyniku potężnego wybuchu pojawiła się nowa gwiazda.Odległość od Ziemi: sto pięćdziesiąt milionów lat świetlnych.Takie samo zjawisko zaobserwowano w naszej galaktyce w drugim wieku.Oto co się wydarzyło, aż w głowie się nie mieści.- Interesujące - powiedział Krymów.- O jedną gwiazdę, chwała Bogu, mamy więcej.- To kollaps - odezwał się Walentin ostrym tonem.- Co? Co? - wykrzyknęła Tania podskakując na krześle.- Wyjaśnij, bardzo cię proszę, co to właściwie oznacza.Ty wszystko wiesz, co, gdzie, dlaczego i tak dalej.- Nie wszystko - sprostował Walentin spoglądając z ukosa na Ludmiłę; ona zaś odcinała starannie plastry ogórka, maczała je w śmietanie i pochyliwszy nos nad talerzem, skrupulatnie jadła.- Wiem to, co wiem [ Pobierz całość w formacie PDF ]