[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Augusta, nie spuszczając z Regeane pięknych fioletowych oczu, dotknęła warg palcem o lakierowanym paznokciu i zwilżywszy go śliną wygładziła sobie jedną z modnych, sztucznie uniesionych brwi, potem drugą.Widzę, że jest ułożona, matko – skomentowała i ciągnęła: – Powiedz mi, proszę, Regeane, z jakiego rodu się wywodzisz.Regeane, tak jak ją tego uczono, zaczęła wyliczać swoich przodków, poczynając od niejakiego Lupranda, który był nieślubnym synem Karola Martela i który, pomimo że został opatem, spłodził siedmioro dzieci.Augusta przerwała jej, zanim doszła do końca pierwszego pokolenia.Wspaniale, moja droga.Widzę, że wszystkich swoich przodków masz w małym palcu.I tak powinno być, znakomity ród, chociaż… bez tradycji.Bez tradycji? – zdumiała się Regeane.Ród mego męża – ciągnęła wyniośle Augusta – sięga korzeniami do czasów samego boskiego Juliusza.Tak, kochanie – wtrąciła ubawiona Lucilla.– Wiemy.Wcześniej czy później każdemu o tym mówisz, zazwyczaj wcześniej.Nie bądź złośliwa, matko – prychnęła Augusta.Nie będę, kochanie – odparła Lucilla – ale wybacz nam teraz, muszę dać Regeane kilka ostatnich instrukcji.Auguście udało się przybrać minę, która wyrażała jednocześnie pobłażliwe znudzenie i irytację, po czym odwróciła się i zeszła ze ścieżki, zatrzymując się na chwilę nad basenem w atrium, by podelektować się swoim odbiciem w ciemnej wodzie.Regeane musiała przyznać, że było się czym napawać.Smukłe, powabne ciało Augusty obleczone było w suknię z bladoróżowego jedwabiu, wyszywaną – 176 – bogato złotem i orientalnymi perłami.Kasztanowe włosy zebrane miała w kok, ujęty w siateczkę ze złotych łańcuszków i przyozdobiony szmaragdami.Jej twarz również była ucztą dla oka.Szczupła, o wydatnych kościach policzkowych, z charakterystycznym małym, wąskim noskiem i wielkimi oczami o ciężkich powiekach, które subtelnie i pięknie sugerowały tłumioną namiętność.– Ojej – zdumiała się Regeane.– Sam boski Juliusz.Czy ona naprawdę…?Nie bądź niemądra, dziecko – powiedziała Lucilla.– Ona jest moją córką.Chełpi się rodziną swojego męża.Muszę jednak przyznać, że patrząc teraz na nią nikt by nie odgadł, że jej babką była zawszona chłopka z Abruzji, która sypiała na wypchanym słomą sienniku.Regeane zachichotała.Matko! – zawołała przez ramię Augusta.– Co ty tam opowiadasz tej dziewczynie? Lucilla westchnęła głęboko.Nic takiego, kochanie – powiedziała słodko.– Jeszcze trochę cierpliwości.Zaraz kończymy.Pośpieszcie się, bo spóźnimy się na ucztę.A to nie do pomyślenia, matko.Lucilla ściągnęła na moment brwi, ale szybko pokryła swoją irytację kolejnym głębokim westchnieniem.Dobrze, kochanie! – zawołała i zgrzytając zębami, zwróciła się do Regeane: – Nic na to nie poradzimy, dziecko.Augusta jest nam potrzebna, jeśli chcemy cię zaprezentować rzymskiej szlachcie.W krąg notabli tego miasta możesz zostać wprowadzona tylko przez kogoś powszechnie szanowanego, l moja córka idealnie się na kogoś takiego nadaje.– Lucilla parsknęła gniewnie.– Sama nie wiem, jak do tego doszło.Ród, w którym jest chłopka i nierządnica, wydał wzór cnót starożytnego Rzymu w osobie mojej córki Augusty.Nie tylko wspaniale wyszła za mąż, ale też jej imienia nie splamił nigdy cień skandalu.Rodzina spokrewniona z boskim Juliuszem Cezarem… – zaczęła Regeane.Podejrzewam – wpadła jej w słowo Lucilla – że związki rodziny jej męża z pierwszym cesarzem są bardziej mityczne niż faktyczne.Ale nigdy nic nie wiadomo – rodzina Juliusza była liczna – i całkiem możliwe, że są oni rzeczywiście potomkami jakichś dalekich krewnych tego wielkiego człowieka.Ale – dodała – 177 – zgryźliwie – to samo można powiedzieć o wielu innych.Tak czy inaczej, wegetowali w biedzie i zapomnieniu w jakiejś zabitej deskami wioszczynie na wzgórzach Sabinę, ubierając się w zgrzebną wełnę.Stali niewiele wyżej od swoich sług, aż przed pięćdziesięciu laty wypłynęli szczęśliwie dzięki skoligaceniu z pewną lombardzką księżniczką.Kobieta ta miała wysokie aspiracje społeczne, żelazną wolę i przyprowadziła ze sobą dwa wozy złota.Regeane, ku swemu przerażeniu, znowu zachichotała.Lucillo – powiedziała – jeśli mam zachować szacunek, nie opowiadaj mi lepiej takich…Tak.Tak, oczywiście, że chcę, byś okazywała szacunek – to znaczy oficjalnie.Podjęłam się nauczyć cię światowych manier, a w ich zakres wchodzi sztuka hipokryzji.Poza tym, moja mała, musisz znać korzenie społecznych i politycznych eminencji; musisz wiedzieć, że wyrośli z tej samej kupy gnoju, z której wszyscy się wywodzimy [ Pobierz całość w formacie PDF ]