[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kazał rozstrzelać i deportować tysiące dowódców armii i brygad, regimentów i batalionów, przekazując dowodzenie nieudolnym i to wkrótce przed niemieckim najazdem.Stalin mianował go komisarzem do spraw wojskowych i morskich.Publicznie zademonstrował swoją miłość: „Ty jesteś idiotą, ale jesteś moim starym przyjacielem.Kocham Cię i szanuję”.Woroszyłow znalazł się teraz na półemeryturze, ale jest zawsze honorowany, obwieszany medalami, obdarowywany wspaniałymi daczami i końmi pod siodło.Ze swym wielkim nosem i małym wąsikiem, swą prezencją kawalerzysty, jest jedną z ulubionych osobistości oficjalnych malarzy.Ale Stalin odkrył, że marszałek Woroszyłow jest także angielskim szpiegiem.I bezpieczeństwo państwa zainstalowało u niego podsłuch.Anastazy Mikojan nie jest podejrzany o szpiegostwo na rzecz Anglików, jest szpiegiem tureckim.Tą egzotyczność zawdzięcza swemu ormiańskiemu pochodzeniu.Wynalazca „socjalizmu w jednym tylko kraju” ma odrazę do wszystkiego, co pachnie kosmopolityzmem.Nie podoba mu się, że Sowieci ormiańscy na zboczach swego skalistego Kaukazu, są bliskimi kuzynami tureckich Ormian z drugiej strony granicy.Nie podoba mu się, że ich wódz duchowy Catholicos rezyduje w Sowietach, podczas gdy ich religijna stolica jest na górze Ararat w pobliżu Turcji.Między tymi dwiema wspólnotami rozciąga się granica nie do przebycia, obramowana szerokim pasem zaoranej ziemi codziennie pieczołowicie grabionej, by były widoczne ślady.Bo nigdy nic nie wiadomo.Kiedy amerykański archeolog powiedział, że Arki Noego trzeba szukać na górze Ararat, oficjalny poeta Michałkow pokazał zęby: „Ale nasza straż graniczna nie śpi.Liczcie się z tym ‘archeologu’ Smith” („Prawda” 1.12.1952 r.).I oto dlaczego Anastazy Iwanowicz Mikojan jest tureckim agentem.Oskarżenie bowiem jest absurdalną obelgą.Mikojan jest tak zrusyfikowany, że kiedy udał się do Erewania, aby tam podeprzeć swą kandydaturę do Najwyższego Sowietu, czego wymagała etykieta, miał wielką trudność z wypowiedzeniem kilku słów po ormiańsku w czasie swego przemówienia w języku rosyjskim.Mały, przebiegły, o ostrym profilu, o oczach bardzo czarnych i cerze brunatnej, doszedł do polityki przez seminarium jak Stalin i przeżył dzięki swej legendarnej wprost zręczności.Jego domeną jest handel zagraniczny.Szybko zajął wysokie miejsce w hierarchii politycznej.Latem 1952 roku inżynier V.M.zamieszkał w Charkowie w swym nowym biurze i skonstatował z zadowoleniem, że to biuro jest ozdobione portretem Mikojana.Bo portrety również są rozprowadzane według stopni.Dyrektor ma prawo do Lenina, inżynier na stanowisku kierowniczym ma prawo do Stalina, jego pomocnik ma prawo do Mołotowa.„Mikojan - myślał V.M.- zdecydowanie mam piękną zapowiedź awansu”.Na lewo od Stalina na trybunie w Tuszino był Laurenty Pawłowicz Beria, zgarbiony, przysadkowaty, obserwujący samoloty przez binokle.Gdy NKWD powierzyło mu w 1938 roku stanowisko, nikt nie myślał, że ocali swą głowę przez tak długi czas.Jego dwaj poprzednicy zakończyli tragicznie.Pierwszy - Jagoda miał prawo do odejścia widocznego, jako oskarżony w wielkich procesach.Drugi - Jeżow znikł po cichu.Cała Moskwa go szukała.Jedni mówili, że znalazł się w domu wariatów, inni utrzymywali, że mieszka w tajemniczym małym domku w pobliżu Kolczo.W rzeczywistości został zastrzelony.Stalin po czystkach lekko rozluźniał kleszcze wypierając się jak zwykle tego, że Jeżow działał wyłącznie na jego rozkazy.Beria uwolnił kilka tysięcy osób spośród milionów aresztowanych przez jego poprzednika.Zdobył sobie przez to opinię liberała.Ale jego opinia w rodzinnym Kaukazie była przerażająca - krwawy awanturnik, ekspert od prowokacji politycznych.Jako dworak był genialny.Czarował Stalina gorliwością wprost maniakalną, wszystko by zapewnić sobie bezpieczeństwo.Wiedział, że zachowa życie wznosząc się na szczyty Politbiura.Został marszałkiem, marszałkiem policji.Najbardziej lubił ubierać się w płaszcz koloru muru i miękki kapelusz spuszczony na oczy, przez co wyglądał jak jeden z jego inspektorów.Oczy za binoklami bez oprawy były nieprzeniknione.Był gruby, ociężały, zupełnie niepodobny do swych oficjalnych portretów, które wydłużały jego twarz i obdarzały go pięknym czołem intelektualisty.Ci, którzy byli zdolni ryzykować życie dla dowcipu, kolportowali taką wiadomość: „Beria nie przeczytał ani jednej książki od epoki Gutenberga”.Lubił wino i kobiety.„Pijak” - powiedział Dżilas, który jadł obiad w jego towarzystwie.Swietłana Alulijewa opisała go śmiertelnie pijanego pod koniec wieczoru.Edward Ctankshaw dorzuca ponury szczegół.Kazał porywać młode dziewczęta w środku Moskwy i dostarczać sobie do osobniaka albo daczy.Ten człowiek o zielonkawej cerze i wilgotnych rękach odczuwał szaloną pasję seksualną.Kobiety, które mu się podobały, obdarowywał sowicie, które mu się nie podobały tym gorzej dla nich.Wśród ludzi teatru i kina moskiewskiego krążyła długo historia młodej i pięknej aktorki, którą ja przez dyskrecję nazwę J.Zaproszona na obiad przez Berię nieprzyjemnie zdziwiła się, gdy znalazła się z nim sam na sam.Od deseru stał się tak natarczywy i tak wstrętny, że uciekła i znalazła się na ulicy nim ktoś mógł ją zatrzymać.Szofer już czekał na nią, zrozumiał, że wszystko odbyło się szybko i wręczył jej wielki bukiet kwiatów.To jedna ze zwykłych elegancji Berii po udanych randkach [ Pobierz całość w formacie PDF ]