[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Uczucie to przechodziło w nieznośny niepokój, a jednocześnie potęgowały się zwykłe dolegliwości, na które More cierpiał.Dolegliwości te nasilały się w godzinach wieczornych i nocnych, a zanikały rano, gdy More opuszczał dom, udając się do pracy.Informator twierdził, iż cykliczne momenty niepokoju utrzymywały się również, gdy przebywał poza własnym mieszkaniem, na przykład w podróży służbowej.Podobnych sensacji doznawała żona More’a, z tym iż u niej zanik dolegliwości występował w krótszych okresach, odpowiadających godzinom, w których zwykle dokonuje zakupów.Jeśli Mo-re’owie przebywali w domu, po włączeniu „klimatyzatora” dolegliwości natychmiast ustępowały.More pytał, czy zgłosić zaobserwowane zjawisko ankieterowi „Ekosu”, który w przyszłym miesiącu ma go odwiedzić.Martin polecił mi wówczas odpisać, że nie widzi sensu trzymania tego w tajemnicy i prosimy tylko o poinformowanie nas jak na to zareagował ankieter, a także o dokładniejsze wywiedzenie się co to za firma produkuje i instaluje „jonizatory”.Po sześciu tygodniach nadeszła odpowiedź, że ankieter zachował się „normalnie”, a firma zabrała aparaturę do przeglądu i dotąd nie zwróciła.Na interwencję w przedstawicielstwie – oświadczono, że klient zgłaszający reklamacje może otrzymać zwrot wpłaconej zaliczki lub czekać na wynik ekspertyzy.Gdzie, w jakich zakładach „jonizatory” są produkowane, przedstawiciel nie wie, gdyż działa tylko na zlecenie.Na groźbę More’a, że – jeśli w ciągu paru dni nie otrzyma nowej lub dotychczasowej aparatury – wniesie sprawę o odszkodowanie, przedstawiciel zmiękł i przyrzekł załatwić wszystko po myśli klienta.„Klimatyzator” został zainstalowany już następnego dnia, ale jego działanie nie przyniosło wyraźnej poprawy samopoczucia More’a i jego żony.Dopiero po dwóch tygodniach dolegliwości zanikły, lecz jego zdaniem, nie miało na to żadnego wpływu włączanie czy wyłączanie „jonizatora”.Wkrótce przyszedł jeszcze jeden list od More’a – bardzo krótki i lakoniczny.Donosił, że zdobył jeszcze dwa nazwiska i adresy ludzi, którzy skorzystali z usług „Ekosu” i prosi o przyjazd kogoś kompetentnego.Martin wysłał wówczas do Amsterdamu Vittoria i Carla, którzy wrócili po tygodniu, właściwie z pustymi rękami.Okazało się, że More i jego żona zginęli w katastrofie samochodowej.Nie udało się też odnaleźć przedstawiciela „Ekosu” – pod wskazanym w liście adresem poinformowano Vittoria, że przedsiębiorstwo instalujące klimatyzatory zostało zlikwidowane przed trzema tygodniami.Carl, który swego czasu zajmował się przemytem, miał kontakty ze światem przestępczym i próbował zasięgnąć języka, lecz też niewiele się dowiedział.Przedstawiciel „Ekosu” prowadził jakieś podejrzane interesy, ale wydaje się, że więcej dokładał do nich niż zyskiwał.Był też „cynk”, nie wiadomo dokładnie skąd, aby nie interesować się zbytnio tą firmą, bo można się narazić na duże przykrości.Niektórzy podejrzewali, że ma to coś wspólnego z handlem bronią, Bliskim Wschodem i Afryką, ale ci, którzy od dawna zajmowali się tym handlem twierdzili, że to nieprawda.Udało się odnaleźć cztery osoby, którym „Ekos” zainstalował klimatyzatory.Wszystkie były zadowolone z urządzeń, sensacji żadnych nie doznawały i traktowały „jonizatory auto-kompensacyjne”, jako zwykłe dość sprawne urządzenia klimatyzacyjne i nic więcej.Klimatyzatory te, zdaniem Vittoria, nie odznaczały się niczym szczególnym – regulacja automatyczna dotyczyła wilgotności i natężenia produkcji jonów.Tak więc, mimo dużego zaangażowania się naszych ludzi w sprawę „Ekosu” – nie została ona wyjaśniona do końca.Dlaczego właśnie ta sprawa przypomniała się teraz Martinowi?Wracam do komory sypialnej.Przy tapczanie Martina stoi Oriento.Obie jego ręce spoczywają na ramionach Barleya, który wydaje się spokojniejszy i z uniesioną głową wpatruje się w twarz gospodarza, jakby na coś czekając.51–Hans, to ty? – szepce dość wyraźnie.– Ty też tu jesteś? – w głosie jego znów pojawia się niepokój.– Ciebie też chcą zabić?–Jesteś u mnie – mówi Oriento, również ściszając głos.– Nie poznajesz? Dolina Martwych Kamieni… Jesteś wolny!Martin wodzi wzrokiem po skałach.–Martwe Kamienie… – powtarza i przez twarz jego przebiega grymas bólu [ Pobierz całość w formacie PDF ]